Charlotte Cho - Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji

Kiedy książka miała swoją premierę jakoś na początku tego roku, zawojowała szumnie blogosferę. Nie tylko jej książkową część, ale też kosmetyczną i modową. Prawie każda blogerka - nieważne o czym pisze - musiała ją przeczytać. Mnie ona również kusiła, ale sięgnęłam po nią dopiero niedawno. Teraz jako była blogerka kosmetyczna (tak, już do tego nie wracam) mam inne podejście do kosmetyków, te lata praktyki wiele mnie nauczyły. Będą to moje luźne opinie o książce.
Autorka książki z pochodzenia jest Koreanką urodzoną w USA w Kalifornii. Dopiero po przeprowadzce do Korei zaczęła bardziej zwracać uwagę na to co stosuje w pielęgnacji swojej twarzy.
Zacznę od ocenienia wizualnej części książki. Ma wiele obrazków, takie jak na zdjęciu poniżej, w formie takiego komiksu, które bardzo umilają czytanie. 
Język jest prosty, taki powiedziałabym kumplowski. Czyta się bardzo przyjemnie.
Co do samej treści. Powiedziałbym, że jest to bardziej przewodnik po Korei i jej kulturze, a pielęgnacja jest jakby jego skutkiem ubocznym. Autorka opisuje koreańskie spa, a nagle bez związku pisze o "koreańskiej kulturze wspólnoty". Co ma wspólnego z pielęgnacją? że w Korei zawsze znajdzie się ktoś kto umyje ci plecy?? Albo o jedzeniu. Co to ma do rzeczy?

Jeśli chodzi o same porady to: część jest zupełnie znana, a część albo niewykonalna, albo na mój rozum wcale niepotrzebna.
Autorka mówi o kilku etapach oczyszczania: najpierw mycie twarzy olejkiem myjącym, kolejne np. żelem i tonik. Jak sama pisze wszelkiego rodzaju kosmetyki do mycia twarzy niszczą naturalną barierę ochronną twarzy, a tonik ją przywraca. W takim razie, czy mycie twarzy aż dwa razy, dodatkowo rano i wieczorem, czyli cztery razy dzienne jest takie niezbędne? To tak samo z myciem włosów codzienne, które również je osłabiają, niszczą barierę ochronną i im częściej je myjesz tym szybciej się przetłuszczają. Ilu specjalistów, tyle teorii.
Kolejny przykład to stosowanie kremów z filtrem kilka razy dziennie, czyli w ciągu dnia wsmarowujesz krem na twarz z makijażem. Czy to jest w ogóle wykonalne? Niby Koreanki używają w makijażu tylko podkładów w kompakcie, które zazwyczaj zawierają wysokie filtry, ale czy to jest zdrowe kilkukrotne nakładanie podkładu? Tak samo dzieci nie wypuszcza się na słońce, żeby się nie opaliły. Hmm, co to by było za lato żeby nie można było pobiegać na dworze.
Stosowanie kremów przeciwzmarszczkowych jeszcze zanim pojawią się pierwsze zmarszczki, czyt. pewnie w wieku nastoletnim. Uczenie pielęgnacji dzieci, czy wy sobie wyobrażacie np. sześcioletnie dziecko, które używa żeli oczyszczających i kremów? bo ja nie.

Kosmetyki, jakie autorka zachwala są wyłącznie koreańskie. Przy czym otwarcie mówi o tym, że np. taki kosmetyk jeszcze nie jest dostępny na świecie, tylko w tym kraju, a jest zupełnie niezbędny w pielęgnacji. I tak jest z wieloma kosmetykami. Powiedzmy sobie szczerze, dla nas są to nadal kosmetyki z wyższej półki, na które stać tylko nielicznych. Dla amerykanki maseczka w płachcie kosztuje mało, bo tylko 2 $, ale u nas taka sama maseczka będzie kosztować 15 zł, jak dla mnie jest to nadal za wysoka cena.

Najlepsze w całej książce jest to, że dowiedziałam się, iż wszystkie Koreanki są praktycznie kosmetologami. Znają się na składach, wiedzą co będzie dobre dla ich cery, mają całą szafkę różnych kosmetyków na każdą porę roku. Jeszcze jedno, autorka wręcz każe ufać jedynie własnym osądom, nie poleceniom koleżanek, blogerek, czy może nawet specjalistów, czyli instytucja blogerek jest wcale niepotrzebna? Przy czym sama nie ogranicza się do podawania tylko i wyłącznie samych faktów na temat pielęgnacji, a też poleca kosmetyki w książce.

Przypomniało mi się jeszcze najlepsze z najlepszych. Uwaga! Kosmetyki naturalne nie są dobre. Nie działają tak skutecznie jak te zrobione ze składników chemicznych, bo cytuję: "Przecież człowiek również składa się z chemii" - ciekawe czy z SLSów i parafiny ;)

W książce sporo można się dowiedzieć o amerykańskiej pielęgnacji na przykładzie samej Charlotte. Używają jedynie szarego mydła, a wszystkie niedoskonałości maskują toną podkładu i pudru. W takim razie pod tym względem są sto lat za nami.
Podsumowując, dla mnie jest to przewodnik po Korei, a nie elementarz pielęgnacji. Tak szczerze każdy człowiek wie co jest dla niego skuteczne. I czy myjesz twarz dwa razy dziennie, czy co kilka dni, a tylko myjesz wodą i przecierasz tonikiem to zależy tylko i wyłącznie od twoich potrzeb.

Moja ocena: 6/10

Udostępnij ten post

20 komentarzy :

  1. Nigdy nie słyszałam o tej książce, szkoda, że to nic specjalnego, miałam nadzieje, że będą tu jakieś fajne tajniki pielęgnacji... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, co prawda są tam porady, ale takie, które albo już się zna, albo niewykonalne w naszych warunkach.

      Usuń
  2. Pamiętam WIELKIE BUM na tą książkę. Sama miała na nią chęć, ale po przeczytaniu wielu recenzji (tych dobrych i tych złych) sama nie wiem czy warto marnować na nią czas. Jak wpadnie mi w ręce to się zapoznam, a jak nie to po prostu sobie odpuszczę :)

    Buziaczki! ♥
    Zapraszam do nas 😍
    Świat oczami dwóch pokoleń

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, można przeczytać, ale nie ma co specjalnie jej szukać ;)

      Usuń
  3. Oczywiście mam tę książkę kupiłem ją po to by dowiedziec się czegoś nowego jednak aż tak nei biorę do siebie pewnych racji z książki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też uważam, że tak naprawde to nic specjalnego w tej książce nie ma ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, a taki szał na nią był...

      Usuń
  5. U mnie też recenzja tej książki. ;) Mi się całkiem spodobała, wcześniej nie znałam koreańskiej rutyny i ogólnie nie przywiązywałam większej wagi do pielęgnacji cery. Przez tę pozycję bardziej się wkręciłam w świat kosmetyczny - koreański, ale także polski, zaczęłam bardziej zwracać uwagę na składy etc. Teraz jakoś nabrałam ochoty na takie poradniki i z pewnością będę częściej po nie sięgać. Pozdrawiam!
    Osobliwe Delirium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli ktoś zaczyna swoją przygodę z kosmetykami do pielęgnacji, to książka jest ok. Natomiast kiedy już ma się wiedzę w tym temacie, to niestety, ale niczego nowego się nie można dowiedzieć.

      Usuń
  6. Masz sporo racji :) książka była dla mnie ciekawa, ale też nie wszystko mi w niej odpowiada. Generalnie, pielęgnacja azjatycka nie za bardzo wpisuje się w moje potrzeby, dlatego nie kuszą mnie te wszystkie drogie kosmetyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ją traktowałam jako przewodnik po kulturze Korei i jak oni dbają o swoją cerę. Według mnie za dużo używają kosmetyków na raz.

      Usuń
  7. Dla mnie było zaskoczeniem by totalnie izolować się od słońca bo to samo zło. Owszem leżenie w upalny dzień w samo południe jest szkodliwe, ale spacer w popołudniowym słońcu jest wskazany. A kremy z filtrem też należy stosować z umiarem i nie przez cały rok. Nie zachwyciła mnie ta książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooo! To tak jak szlachetnie urodzone damy siedziały w domach i wychodziły wyłącznie z parasolkami ;)

      Usuń
  8. nie czytałam jej, ale kiedy był taki bum na tą książkę i wszędzie ją pokazywano, miałam ochotę. Teraz jakoś niespecjalnie, wolę poczytać blogi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co, ja niczego nowego się z niej nie dowiedziałam ;)

      Usuń
  9. Wiele dobrego o niej już słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja słyszałam pozytywne i negatywne opinie ;)

      Usuń
  10. Widziałam ja, ale nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie namawiam, ani nie zniechęcam ;)

      Usuń