Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

Jørn Lier Horst - Nocny człowiek (recenzja przedpremierowa)

Kolejny tom serii o komisarzu Williamie Wistingu. W środku miasta zostaje znaleziona wbita na pal głowa dziewczynki. Policjanci mają trudne zadanie, muszą ustalić jak mogło dojść do tak okrutnego morderstwa, kim jest zamordowana oraz gdzie jest reszta jej ciała. Zamieszana jest w nie dosyć prężnie działająca grupa.. Czy sprawa tajemniczej walizki ma może z tym związek?

Czytaliście już kiedyś serię Horsta? Jeżeli nie to bardzo Was zachęcam. Powiedziałabym, że jest to kryminał obyczajowy. Nie jest to typowy kryminał gdzie sprawy prywatne policjantów mieszają się ze służbowymi. Czytamy o ich romansach, sprawach domowych i tym podobnych. Znamy oczywiście sytuację rodzinną Wistinga, ale nie wpływa ona w większym stopniu na prowadzone przez niego śledztwo. Może powinnam powiedzieć, że do tego tomu nie wpływała, bo ta część jest inna niż poprzednie, ale o tym za chwilę.

Prowadzone śledztwo jest ciekawe, ale o ile w poprzednich tomach zbrodnie były bardzo realne, czasami takie normalne o jakich czytamy w gazetach, o tyle w tym tomie jest trochę przekombinowane. Może i realne, ale nadające się do książki lub serialu kryminalnego. Co jeszcze różni ten tom, to mamy kolejną bohaterkę Line - córkę Witinga, dziennikarkę. Trochę mnie jej wątek denerwował, ponieważ jak to dziennikarka wszędzie jest jej pełno, wtrąca się we wszystko, doszło do tego, że nawet będąc w domu Wisting musi się kontrolować, żeby przez przypadek nie ujawnić niektórych faktów. Line powinna zostać policjantką, jest skuteczna w swoim działaniu i chciałabym zobaczyć ich oboje w akcji.

Książka mi się podobała, czytało mi się ją z przyjemnością. Jednak zabrakło w niej tej normalności, która charakteryzowała poprzednie tomy.

Moja ocena: 6/10
Czytaj dalej

Ian McEwan - Na plaży Chesil

Florence i Edwarda poznajemy w dniu ich ślubu. Jest koniec lat 60-tych, ale rewolucja tych czasów w Wielkiej Brytanii dopiero się zaczyna. Oboje są młodzi, niedoświadczeni i ogromnie obawiają się nocy poślubnej. Edward, że nie zdoła zadowolić żony, a Florence czuje awersję na samą myśl, że ktoś może ją dotknąć. Czy mimo tych przeciwności ich dalsza przyszłość jest realna?

Cała książka ma niesamowity klimat. Atmosfera tej powieści przypomina ciepły, letni wieczór, taki powolny, melancholijny. Od razu w głowie widzę taki obrazek; główni bohaterowie siedzą na plaży, oglądają zachód słońca, światło jest przesycone ciepłymi, lekko pomarańczowymi promieniami słońca, delikatny wiatr rozwiewa im włosy. Ważniejsze są spojrzenia i drobne gesty od słów i szybkiej akcji.
Jest to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i widać, że każde słowo napisane jest w sposób przemyślany, bardzo wyważony, co odzwierciedla się w wypowiedziach głównych bohaterów.
Spotykamy naszą parę w momencie kulminacyjnym, czyli tuż przed nocą poślubną. W trakcie licznych retrospekcji mamy możliwość dogłębnie poznać ich przeszłość, dzieciństwo, młodość i początki ich związku oraz charakter i upodobania.
Edward to typ idealnego syna. Nie miał w domu łatwo, pochodzi ze średniozamożnej rodziny. Bardzo uczuciowo podchodzi do życia, jest otwarty.
Florence pochodzi z zamożnej rodziny. Jest zamknięta w sobie, mówienie o uczuciach przychodzi jej z trudem. Ambitna, perfekcjonistka, lubi mieć rację i chce za wszelką cenę musi postawić na swoim.
Mają więcej przeciwieństw, niż wspólnych cech. To co ich łączy to uczucie niezręczności w obecnej sytuacji. Oboje zostali wychowani w duchu poprzedniej epoki, gdzie rozmowy na tematy intymne po prostu nie istniały. Całą swoją wiedzę opierają na poradnikach.
Ich miłość doprowadza ich do zbyt wielu poświęceń. Niestety są to poświecenia, które pozbawiają obojga szczęścia. To nie taki przypadek, że jedna strona poświęca coś, żeby ta druga była szczęśliwa. U naszych bohaterów w rezultacie oboje są nieszczęśliwi. Nikt nie kwestionuje ich uczucia. Kochają się naprawdę, ale jest wiele kwestii, które muszą doprowadzić do kompromisów. Jednak czy robiąc coś na siłę nie jest tak, że nawet mimo uczucia jesteś nieszczęśliwy?

Z tą książką jest tak, że mi się podobała, ale mam trochę zastrzeżeń. Klimat, styl autora to dla mnie największe plusy. Temat, już nie był tak zachwycający. Myślę, że bardziej by mnie zauroczyła książka w której lepiej poznalibyśmy bohaterów, początki znajomości i tego typu rzeczy, a nie wątek nocy poślubnej jako dominujący temat. Chociaż podobało mi się jak autor wplatał retrospekcje do danej sceny, to właśnie te retrospekcje najbardziej mi się podobały.

"Na plaży Chesil" to nie jest książka dla wszystkich. Jeżeli ktoś lubi kiedy akcja dzieje się szybko, jest dużo dialogów, to mu się ona po prostu nie spodoba. Język jest prosty, czyta się płynnie, ale kiedy ktoś lubi w książkach inne rzeczy to będzie zawiedziony. Natomiast polecam ją osobom, którzy lubią melancholijny klimat, powolną akcję i małą ilość dialogów.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Elizabeth Strout - Amy i Isabelle

Isabell i jej córka Amy mieszkają w niewielkim amerykańskim miasteczku. Jest w nim wszystko co potrzeba do samodzielnego funkcjonowania, ale zarazem nie ma tam prawie nic szczególnego. Większość mieszkańców pracuje w fabryce, w tym Isabell, która jest sekretarką. Spędza czas z innymi kobietami z biura, które są z pozoru takie same, a zarazem każda jest inna. Amy uczęszcza do lokalnego liceum, ma przyzwoite oceny i jest z reguły nieśmiała. Isabelle może być z niej dumna, chociaż Amy jest nastolatką nie sprawia większych problemów. Ich ułożone życie zaczyna się komplikować kiedy pojawia się ktoś nowy w mieście.

Oglądaliście serial "Wielkie kłamstewka"?  Czołówka, piosenka i ogólnie początek serialu zaczyna się sielankowo. To oczywiście pozory. Tak samo jest z tą powieścią. Sielanka w stylu Fannie Flagg z początku książki zmienia się w dosyć mroczną powieść Johna Steinbecka.
Według tego co udało mi się wywnioskować po technologii, ubiorze i braku zakazu palenia w pomieszczeniach publicznych książka dzieje się w latach 60-tych.

Isabelle to zamknięta w sobie osoba, żyje gdzieś na uboczu społeczeństwa. Nie jest niemiła, po prostu jest taktowna i grzeczna, ale też nie nawiązuje z nikim bliższych relacji.
Amy jest wierną kopią swojej matki, różni je jedynie uroda, ponieważ Amy może uchodzić za piękną, natomiast jej matka jest przeciętna. Ma koleżankę Stacy, z którą podczas przerw pali papierosy. Jest grzeczna, małomówna i jakby nieobecna.

Oprócz tytułowych bohaterek poznajemy całe miasteczko. Są tu koleżanki z biura Isabelle, jej szef, znajomi Amy oraz ludzie z kościoła. Jak te fragmenty są zaprezentowane to mistrzostwo! To tak jakby Jean-Pierre Jeunet stworzył z niej film - lecimy i następuje przybliżenie na okno Grubej Bev, za chwilę znowu się oddalamy i wlatujemy do domu Avery'ego. Widzimy co wszyscy w miasteczku robią w tym samym momencie.

Kiedy powieść się rozkręca poznajemy po kawałku historię Isabelle i jej tajemnice. Postępowanie Amy doprowadza do zburzenia muru jaki stworzyła wokół siebie Isabelle. Dopiero na końcu możemy w pełni zrozumieć dlaczego w danej sytuacji postąpiła tak, a nie inaczej oraz zrozumiemy jej reakcję na pewne wydarzenia.
Jeżeli mam wybierać, to z obu naszych bohaterek bardziej mi się podobała Isabelle. Wiele w życiu przeszła, miała trudny start, sama wychowywała dziecko w obcym mieście. Amy często nie rozumiałam. Jej decyzje i czyny były dziwne i zastanawiałam się po co ona to robi. Było w niej coś chaotycznego, to tak jakby spuścić psa z łańcucha, który nie zna innego życia i teraz nie wie co ma ze sobą zrobić, ale równocześnie chce spróbować wszystkiego.

Bardzo lubię książki Elizabeth Strout. Wprowadza czytelnika w niesamowity klimat. Jej styl, język, sposób snucia opowieści jest genialny. "Amy i Isabelle" to jej debiut i jak na razie z wszystkich trzech jej książek, które przeczytałam mogę powiedzieć, że ta jest moją ulubioną.

"Amy i Isabelle" to opowieść o dorastaniu, buncie, trudnych relacjach z matką i próbą odnalezienia siebie samego. Nasze bohaterki mają ogromy bagaż doświadczeń i próbują ułożyć sobie normalne, szczęśliwe życie.
Książkę mogę szczerze polecić, jest to znakomita powieść obyczajowa, opowiadająca o małym amerykańskim miasteczku i tajemnicach jego mieszkańców. Akcja nie jest gwałtowna, ale sam klimat powieści sprawia, że zarówno chcesz czytać dalej, ale też szkoda jest jej kończyć.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Michelle Richmond - I że cię nie opuszczę (recenzja przedpremierowa)


Alice i Jake postanawiają się pobrać. Na ich ślub praktycznie przez przypadek trafia bogaty klient Alice z kancelarii. W prezencie ślubnym dostają tajemniczą skrzyneczkę, a w niej zaproszenie do "Paktu". Jest to elitarne stowarzyszenie małżeństw, które żyją według pewnych reguł, ale również podlegają karze. Ma on pomóc umocnić związek i sprawić, że przetrwa. Jednak, czy wszystkie reguły są sprawiedliwe, a kary są adekwatne do przewinień? I czy można opuścić "Pakt"?

Książka zaczyna się całkiem normalnie, jest para która planuje ślub, dobrze im się układa, praktycznie taka obyczajówka. Kiedy w grę wkracza "Pakt" nasi bohaterowie tak naprawdę nie wiedzą co to jest, ale są tak szczęśliwi jako nowożeńcy, że prawie bez pytań  wszystko podpisują. Wydaje im się, że to tylko taka zabawa dla dorosłych, ale niestety nie przewidują, że to wszystko dzieje się całkiem na serio.

Alice i Jake to przeciwieństwa. Ona kiedyś grała w zespole, jest dosyć roztrzepana, chaotyczna, on bardziej rozważny, poukładany i dokładny. Idealnie odzwierciedlają ich charaktery sceny kiedy Alice wraca do domu - od progu zdejmuje ubranie, zostawia po sobie ślad z części garderoby, natomiast Jake najchętniej zaraz by to posprzątał. Od początku książki bałam się, że ich małżeństwo się rozpadnie, pochopne oświadczyny, plus uosobienie Alice, która jest cały czas zapracowana mogłoby doprowadzić do końca ich związku. I wydaje mi się, że to dzięki "Paktowi", jego zasadom i świadomości, że mogą być kontrolowani na każdym kroku zdołali przetrwać, a szczególnie się zmienić.

Czytacie, że to jest thriller, ale nie spodziewajcie się krwawej jatki, czy mordercy biegającego z nożem po ulicach. Jest to thriller psychologiczny, ma elementy przemocy fizycznej, ale bardziej chodzi tu o zastraszenie psychiczne. Pewnie jesteście ciekawi, czy czułam dreszczyk emocji i niepokój? Czytałam bardziej emocjonujące thrillery, także odpowiedź brzmi nie. Byłam bardziej zaciekawiona, czy to dzieje się naprawdę, czy to tylko taki test, a na koniec wyskakują wszyscy "oprawcy" z okrzykiem "Niespodzianka!". Nie powiem, książka była bardzo ciekawa, bo przeczytałam ją praktycznie w półtorej dnia, więc jak na książkę, która ma niemalże 500 stron to o czymś świadczy.
Fajnym momentem, było pokazanie biblioteczki twórczyni "Paktu". Oczywiście musiała zawierać "Rok 1984", myślę że fani tej książki łatwo się odnajdą w rzeczywistości "I że cię nie opuszczę".

Podsumowując, książka mi się podobała. Pomysł na "Pakt" jest bardzo oryginalny, reguły były fajnie dopracowane. Jednak mam też trochę "ale". Jestem zawiedziona głównymi bohaterami. Praktycznie w ciemno decydują się na wstąpienie do organizacji, nie czytają dokumentów, które podpisują - po prawniczce nie tego się spodziewałam. Wyjaśnienie, całej organizacji było takie: jest tajne, jest dla małżeństw, mamy reguły którym należy się podporządkować,.. będzie fajnie! Tyle. Dodatkowo za mało było o samej organizacji, o takim jej faktycznym działaniu. Pozostało wiele niewiadomych, ale o nich nie będę opowiadać, żeby nie spojlerować ;) Zakończenie trochę mnie zawiodło. Zabrakło mi też czegoś w stylu "posłowia", gdzie autorka wyjaśniłaby skąd się wziął pomysł na książkę, czy inspirowała się książką, czy może istniejącą organizacją, takie ogólne podsumowanie i przemyślenia.

"I że cię nie opuszczę" to dobry thriller psychologiczny. Autorka pokazuje, że małżeństwo nie musi być idealne, takie pod linijkę, żeby było szczęśliwe oraz tak żartem czytajcie wszystko co podpisujecie! :D Książkę polecam, to przyjemna lektura.

Moja ocena: 7/10
Czytaj dalej

Riley Sager - Ocalałe

Quincy jako młoda dziewczyna była uczestniczką masakry w Pine Cottage. Przeżyła jako jedyna, zginęli jej wszyscy przyjaciele. Po latach traumy jakoś udało jej się wyjść na prostą. Ma chłopaka, prowadzi popularny blog kulinarny i stara się żyć jakby nigdy nic. O przeszłości przypominają jej jedynie regularne spotkania z policjantem, dzięki któremu wtedy przeżyła. Podczas tamtego wydarzenia straciła pamięć. Pamięta tylko niektóre sceny, lecz samej masakry nie, pamięć wraca jej dopiero po wszystkim, kiedy jest już bezpieczna. Pamięta, czy nie chce pamiętać oto jest pytanie..
Oprócz niej są jeszcze dwie inne "ocalałe", czyli te, które jako jedyne przeżyły masakry. Jednak jedna z nich popełnia samobójstwo, a druga niespodziewanie pojawia się pod drzwiami Quincy i zadaje dziwne pytania...
Pamiętajcie, nic nie jest takie jakie się wydaje...

W książce zastosowany został zabieg naprzemiennych rozdziałów, retrospekcji i czasów współczesnych. Dlatego czytelnik poznaje wydarzenia sprzed masakry, jak i całą masakrę. Bardzo lubię tego typu rozwiązania, ponieważ mamy wgląd na całą sytuację. W tym przypadku poznajemy również prawdę razem z bohaterką, która powoli zaczyna coś sobie przypominać.

Nie wiem czemu, ale średnio polubiłam główną bohaterkę. Zastosowała u siebie wyparcie oraz nie pamięta całego wydarzenia. Kiedy czuje, że myśli idą w kierunku przeszłości i coś jednak sobie przypomina od razu bierze tabletkę, upija się, albo (najczęściej) jedno i drugie. Nawet nie stara się spróbować poznać prawdy. Muszę zaznaczyć, że w całej sprawie było wiele niejasności i do końca nie została rozpracowana. Quincy zachowuje się dziwnie, ma pewne skłonności, których nie będę zdradzać, a swoje uczucia ukrywa za grubym murem.

Sam, czyli druga ocalała jest jej przeciwieństwem, ona dalej żyje tym wydarzeniem. To znaczy pogodziła się z nim i nie ma oporów przed mówieniem o nim. Stara się wydobyć z Quincy uczucia, pomóc jej w odzyskaniu pamięci. Jej metody nie są konwencjonalne i czasem wprawiają czytelnika w przerażenie, ale są skuteczne. Tak naprawdę nie wiadomo co nią kieruje i jakie ma zamiary, jest po prostu dziwna.

"Ocalałe" to dobry thriller, trzyma czytelnika w napięciu. Chociaż takiego zakończenia się nie spodziewałam, to nie wydaje mi się aż tak bardzo zaskakujące.
Jeżeli mam porównywać "Ocalałe" z "Lokatorką" (recenzja) i "Grzesznicą" (recenzja wkrótce), a muszę przyznać, że inaczej nie mogę, muszę je porównać. Wiecie, wydawnictwo wszystkie trzy reklamowało jako "książka roku", to "Ocalałe" stawiam na trzecim miejscu. Nie jest najgorsza, ale też nie było to coś wybitnego, to taki średniaczek. Quincy bardzo irytująca, a niektóre wydarzenia były bardzo przerysowane.
To moja opinia, każdy może mieć własną, także nikogo nie zniechęcam do czytania.

Moja ocena: 6/10
Czytaj dalej

Sigríður Hagalín Bjőrnsdóttir - Wyspa

Islandia, czasy współczesne. Jeden dzień i jedno wydarzenie zmieniają losy całego społeczeństwa. Państwo traci kontakt ze światem. Nie działają połączenia telefoniczne z zagranicznymi numerami, ani ich strony internetowe. Samoloty nie lądują, a statki, które później wypłynęły nie wracają. Prezydent jak i premier przebywali w tym czasie za granicą. Czy kraj i społeczeństwo zdołają normalnie funkcjonować?

Hjalti jest dziennikarzem. Jest głównym bohaterem powieści i to jego oczami śledzimy bieżące wydarzenia. Ze względu na znajomość jednej z ministrów jest wtajemniczany w sprawy państwowe, a z czasem staje się doradcą rządu. Poznajemy go w czasie kiedy rozpada się jego wieloletni związek, dlatego sam bohater musi podołać nie tylko z problemami całego kraju, ale też ze swoim życiem osobistym.

Zapewne wiele słyszeliście o Islandii, pewnie o tym, że jest to kraj wysokorozwinięty, nastawiony głównie na turystykę, gdzie inne gałęzie gospodarki - w tym rolnictwo - jest prawie w zaniku, bo stać ich na to żeby sprowadzać towary z zagranicy. I wyobraźcie sobie teraz taką sytuację, są zdani tylko na siebie. Co wytworzą to mają, muszą poradzić sobie z wyżywieniem siebie i kilkudziesięciu tysięcy turystów, którzy w obecnej sytuacji są tylko kłopotem. 
W tej chwili wydaje Wam się, że zapanuje chaos i anarcha? Oczywiście są grupy demonstrantów, głównie wśród młodych, ale reszta społeczeństwa przyjęła to ze skandynawskim spokojem. Podporządkowują się nowej władzy i nowemu ustrojowi. Muszą zmienić swoje nawyki i myślenie i żyć tak jak ich przodkowie, radzić sobie bez leków i produktów sprowadzanych z zagranicy.

Książka nakłania do refleksji. Gdyby to się stało w Polsce, jak zachowałoby się społeczeństwo? Czy lepiej poradzilibyśmy sobie z niedoborem żywności i jej racjonowaniem? Z żywnością na pewno, rolnictwo u nas trzyma się dobrze, ale co na to nasi rodacy? Już sobie wyobrażam te wielkie demonstracje, rozróby i nieporadność polityków. Ale z drugiej strony pewnie szybko byśmy się opamiętali i starali zjednoczyć. W końcu mamy wielowiekowe doświadczenie z walką z przeciwnościami i uciskiem.

Co do Islandczyków, wydaje mi się, że nie wykazali się. Ciężko im było się przestawić na rolnictwo i porzucić dotychczasowe, wygodne życie. Dziwi mnie brak zastępczych lekarstw, chyba tam sztuka zielarstwa wyginęła. Przecież przed wiekami ludność sobie jakoś radziła, nawet ze środkami przeciwbólowymi i jako takim znieczuleniem.

"Wyspa" bardzo przypadła mi do gustu, to zdecydowanie mocna pozycja. Wzbudza w czytelniku ogrom emocji. Jest to przykład literatury katastroficznej. Opisane tu wydarzenia mogą się przydarzyć. Nie wiadomo co się stało z resztą świata, może to był wybuch nuklearny, albo inna katastrofa. Książkę serdecznie polecam. To krótka, ale mocna, warta uwagi pozycja.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Belinda Bauer - Martwa jesteś piękna (recenzja premierowa)


Eve jest wziętą dziennikarką telewizyjną, zajmuje się głównie relacjonowaniem wydarzeń z miejsc zbrodni. W swoim fachu nie ma sobie równych. Następuje po sobie seria morderstw, wszystko wskazuje na to, że mordercą jest ta sama osoba. Jednak motywy, którymi się kieruje nie są logiczne. Morderca kontaktuje się z Eve, okazuje się, że jest jej fanem i chce dostarczyć jej unikatowe materiały, daje jej wskazówki co do kolejnych morderstw, a nawet szansę na relację na żywo. Czy Eve zdecyduje się podjąć grę?

Eve ma 29 lat i po pracy zajmuje się chorym ojcem, który wymaga całodobowej opieki. Nie ma prawie żadnego życia towarzyskiego. Jest odważna, ambitna i zdeterminowana. To bardzo silna osoba i naprawdę można ją polubić. To nie typowa bohaterka thrillerów telewizyjnych, która ucieka na piętro przed mordercą. Eve woli stawić mu czoła i oprócz tego, że próbuje się bronić, stara się go powstrzymać. Jest bardzo samodzielna, tylko w sytuacji bez wyjścia prosi o pomoc innych.

Akcja nabiera tempa już na pierwszej stronie. Ciągle wyczuwalne jest napięcie, można nawet powiedzieć, że czuje się oddech mordercy na karku. Nie da się przewidzieć co się za chwilę wydarzy, w każdej chwili bohaterka jest skazana na niebezpieczeństwo. Chociaż od początku znamy mordercę, bo są rozdziały z jego perspektywy to nie jest najważniejsze. Wciąż nie wiemy jak potoczy się kulminacyjna konfrontacja, albo lepiej powiedzieć jakie show morderca przygotował dla Eve. Zdradzę Wam tylko, że jest na co czekać, to było coś na miarę Dana Browna.

Książka napisana jest świetnie, czyta się bardzo szybko, chociaż ma ponad 400 stron jej przeczytanie zajęło mi jedynie dwa dni. Historia jest ciekawa, chociaż od początku znamy mordercę i raczej można się domyślić jak się skończy. Bardzo się cieszę, że nie było tu wątku romansu. Nie wiem dlaczego autorzy kryminałów ostatnio lubują się w romansach. Poniekąd był tu taki wątek, ale nie do końca, nie było to takie ważne wydarzenie i autorka nie poświęciła mu za wiele uwagi.
Uważam, że "Martwa jesteś piękna" idealnie nadawałaby się na ekranizację, a konkretniej serial. Coś takiego jak "The killing", czyli zajmują się tylko jedną sprawą. Co odcinek np. jedno zabójstwo, prowadzone jest śledztwo, a na koniec sezonu wyjaśnienie sprawy. Naprawdę byłby to świetny serial.

Podsumowując "Martwa jesteś piękna" to znakomity thriller. Ma wszystkie elementy, które sprawiają, że książka jest wciągająca: intrygująca historia, znakomicie poprowadzona akcja, bardzo silna główna bohaterka i "pomysłowy" morderca. Szczerze mogę powiedzieć, że to najlepszy thriller jaki czytałam w ostatnim czasie. Nie jestem wielką fanką thrillerów, a ten mogę Wam serdecznie polecić.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

C. J. Tudor - Kredziarz (recenzja przedpremierowa)

Eddie ma 12 lat, mieszka w małym mieście w Anglii. Od małego przyjaźni się z Grubym Gavem, Hoppem, Mickeyem Metalem i Nicky. Lubią wspólnie spędzać czas, jak to dzieci, główną atrakcją wakacji jest jazda na rowerze po okolicy. Pewnego dnia Gruby Gav dostaje w prezencie urodzinowym pudełko z kolorową kredą, wymyślają specjalne znaki, znane wyłącznie im. Od tego czasu zaczynają się dziać niepokojące wydarzenia, które prowadzą do morderstwa. Tylko kto wykorzystuje ich znaki z kredy? Współcześnie dorosły Eddie dostaje niepokojącą wiadomość, czy zagadka z przeszłości, którą uważali za zamkniętą jest rzeczywiście rozwiązana?

Książka podzielona jest na rozdziały z teraźniejszości i retrospekcje z 1986 roku. Czytelnik wraz z rozwojem wydarzeń w przeszłości poznaje całą historię, jest ich uczestnikiem, co jest o wiele lepsze niż coś w rodzaju wspomnień. Przyznam też, że ta część z przeszłości bardziej mi się podobała.
Akcja dzieje się powoli, jednak czuć ciągłą atmosferę napięcia. Początkowo jest to taka sielanka z lat 80tych. Grupka przyjaciół spędza wspólnie wakacje, mają swoje przygody, jak to dzieci. Jednak jedno wydarzenie prowadzi do kolejnego i tak dalej, aż kulminacyjnym momentem jest morderstwo.

Czy to thriller? Nie do końca. Tak, trzyma czytelnika w napięciu, ale zabrakło mi tego czegoś. Bardziej bym powiedziała, że to książka obyczajowa z elementami thrilleru. Morderstwo było, ale jakoś bardzo nie wpłynęło na życie naszych bohaterów. Sam kredziarz jest zdecydowanie niedopracowany. Był to był, inni go tak nazywali, ale nie był nawet postacią drugoplanową, wręcz statystą w tle. A na koniec już zupełnie stracił swoją pozycję w książce.
Na zakończenie cała zagadka staje się błaha. Wiele wątków pozostało bez wyjaśnienia, potraktowane były pobieżnie, albo ich znaczenie w rezultacie umniejszono. Lektura pozostawia po sobie trochę niesmak, "Ale to wszystko? No jak to?!". Ja czuję zawód. Nie mówię, że jest to zła książka, bo nie jest. Czyta się bardzo dobrze i potrafi wciągnąć. Jest dobrze napisana, ale zakończenie psuje ogólny zarys historii i już po połowie można się go domyślić. Mogła być lepiej poprowadzona.

Zagraniczne media i czytelnicy zachwycają się tą historią. Ja już jestem przeczulona na takie pozytywne opinie z zagranicy. To samo było z "Dziewczyną z pociągu" - chociaż "Kredziarza" do niej nie można porównywać. Tyle zachwytów, King poleca (swoją drogą King ma koszmarny gust), a tu gniot. "Kredziarz" jest dobry, ale nie aż tak żeby się nim zachwycać.

Widzę bardzo różne opinie o tej książce wśród naszych blogerów, są i bardzo złe i rewelacyjne i takie jak moja, czyli czegoś jej zabrakło. Jednak "Kredziarza" mogę polecić, to dobra książka i jestem zdania, że każdy powinien ocenić ją według własnego gustu. Pozostawia po sobie trochę zawód, niektóre wątki, w tym tytułowego Kredziarza mogłyby być lepiej poprowadzone. Jednak patrząc na całokształt to dobra książka.

Moja ocena: 7/10
Czytaj dalej

Robyn Schneider - Dzień ostatnich szans (recenzja przedpremierowa)

Lane ma 17 lat i gotowy plan na przyszłość. Jest jednym z najlepszych uczniów w szkole, udziela się w różnych kołach i organizacjach, a w wolnym czasie przeważnie się uczy. Przerabia poziom rozszerzony, dlatego nie ma czasu na głupstwa i życie jak każdy nastolatek. Nawet ze swoją dziewczyną umawia się na naukę i wspólne odrabianie lekcji. Wie, że chce dostać się na Stanford i nie może sobie pozwolić na przyjemności. Wszystko byłoby super gdyby nie to, że zachorował na lekooporną gruźlicę i trafia do sanatorium Latham House na przymusowy odpoczynek. Tam poznaje Sadie i jej paczkę, teraz ma szansę chociaż raz poczuć się jak normalny nastolatek.

Lane to miły, porządny chłopak, nie ma skłonności do ryzyka. To ideał rodziców, robi wszystko, aby ich zadowolić. Kiedy trafia do Latham House nie może i nie chce się odnaleźć, stara się żyć tak jak wcześniej. Czuje się bardzo dobrze, dlatego wypiera się choroby. Postanawia wbrew zaleceniom lekarzy kontynuować naukę, ale może przypłacić to własnym zdrowiem.

Sadie dopiero w ośrodku może żyć pełnią życia. W "normalnym świecie" nie miała przyjaciół, była kimś w rodzaju ostatniego ogniwa szkolnej społeczności. Wiecznie poniżana i wyśmiewana. W Latham ma najfajniejszą paczkę wyrzutków, wagaruje, robi niedozwolone wycieczki do lasu, a nawet zostaje królową czarnego rynku.

Lane w towarzystwie Sadie i jej przyjaciół ożywa. Zapomina o chorobie, nauce i po prostu może cieszyć się życiem. Bo może to już ostatnia taka szansa? Nikt tego nie mówi wprost, ale cały czas grozi im śmierć. Nie ukrywam, że w trakcie akcji powieści śmierć jest dosyć częsta.
Dla naszych bohaterów to ostatnia szansa na normalne życie, zabawę, czy bycie normalnym nastolatkiem, a nawet na pierwszą miłość. Nie chodzi tu tylko o to, że są chorzy i mogą to być ich ostatnie dni. Zarówno Sadie, jak i Lane nie mieli wcześniej normalnego życia, dlatego teraz starają się to wszystko nadrobić. Robią wiele rzeczy pierwszy raz, łamią przepisy, chcą być jak najbardziej sobą jak tylko się da. Przykładowo kiedy na wieczór filmowy wszyscy przychodzą w pidżamach, oni zakładają stroje wieczorowe. Nie chcą pozwolić żeby choroba zdominowała ich myśli tak jak innych chorych z ośrodka. Próbują walczyć, żyć normalnie i nie poddawać się. Bo można albo zupełnie się poddać i tylko czekać na śmierć, albo można też wykorzystać ten czas najlepiej jak się potrafi.

Hipergruźlica nie istnieje, jednak gruźlica to nie jest choroba z przeszłości, nie skończyła się w XIX wieku, kiedy to zebrała swoje najliczniejsze żniwo. Współcześnie również można się nią zarazić. Jest to jednak choroba uleczalna i istnieją na nią odpowiednie leki.

"Dzień ostatnich szans" to bardzo dobra książka dla młodzieży i nie tylko. Idealna dla fanów Johna Greena, nie chodzi wyłącznie o wątek choroby, ale ogólnie o klimat powieści. To dobra obyczajówka, bo chociaż jest w niej wątek romansu, to romansem bym jej nie nazwała. Chociaż okoliczności w jakich znaleźli się nasi bohaterowie nie są wesołe, to humoru im nie brakuje, a humor i sarkazm w książkach bardzo cenię 😃 Bardzo się cieszę, że są jeszcze takie normalne, obyczajowe powieści dla młodzieży, a nie same romanse..
Książkę serdecznie polecam, czyta się znakomicie, chyba nawet za szybko. Nie ważne czy masz -naście, czy -dzieści lat i tak zachęcam do przeczytania.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Marta Guzowska - Reguła nr 1

Chciałabym Was zaprosić na recenzję "Reguły nr 1" Marty Guzowskiej, czyli jednej z wrześniowych nowości.
Simona Brenner jest archeologiem. Jej specjalność to biżuteria. Jednak w nocy przeistacza się w złodziejkę. Ma już taką wprawę, że nie straszna jest jej nawet kontrola na lotnisku. Niestety podczas jednej z takich wypraw przypomina sobie o niej dawny znajomy z którym wcześniej dzieliła łupy. Ma dla niej propozycję nie do odrzucenia. Wysyła ją żeby odnalazła złote runo, które podobno nie jest wcale mitem.
Ogrom przygód, Rosja, Turcja, Grecja. Ma do pomocy dwójkę studentów, ale reguła numer 1 na jej liście to: Nie ufaj nikomu...

Główna bohaterka to kobiecy odpowiednik Indiany Jonesa. Archeolog, szuka legendarnego skarbu, dodatkowo pościgi, przygody na każdym kroku i atmosfera tajemniczości.
Simona jest twardą zawodniczką, nie ma miejsca nad użalaniem się nad sobą - ukradli mi wszystkie ubrania? Ok. Pożyczę coś, albo kupię na lokalnym straganie. Ukradli mi paszport? No dobra, muszę to załatwić tak, tak, albo tak. Ale to zajmuje dużo czasu więc muszę korzystać z każdej możliwej okazji żeby legalnie przedostać się przez granicę. Jednak czasem zachowywała się głupio, np. kiedy łamała regułę nr 1. Czytając kiedy o czymś komuś opowiadała, sama pukałam się w głowę - Głupia jesteś? Bohaterka kryminału, nie może tak wszystkim opowiadać co robi i dlaczego! Po co ci te zasady jak wszystkie łamiesz?!

Największym plusem tej powieści jest to, że autorka jest archeologiem, więc zna się na rzeczy. Wszystko jest dokładnie wytłumaczone, np. terminy naukowe, historia ludów, mit o złotym runie, także laik nie będzie się czuł pominięty. Zastanawia mnie tylko jedno, czy autorka tak jak główna bohaterka też jest złodziejem 😉 Jest tu tyle wskazówek, że można się zacząć zastanawiać 😄

"Regułę nr 1" czyta się znakomicie. Jest napisana bardzo przystępnym językiem. Historia jest niezwykle ciekawa, potrafi wciągnąć praktycznie od pierwszej strony. Tym bardziej, że te tematy są mi bliskie. Każdy będzie zadowolony, miłośnik przygód, kryminałów, czy historii. Ta mieszanka jest dla mnie idealna.
Mam nadzieję, że po nią sięgniecie. Bo czy złote runo istnieje naprawdę musicie się przekonać sami, ja Wam nie powiem 😉

PS. Jest to egzemplarz recenzencki. prawdziwą okładkę możecie zobaczyć tutaj.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Grzegorz Rogowski - Skazane na zapomnienie. Polskie aktorki filmowe na emigracji

Zapraszam na recenzję książki Grzegorza Rogowskiego "Skazane na zapomnienie. Polskie aktorki filmowe na emigracji".

"Skazane na zapomnienie" przedstawia historię przedwojennych polskich aktorek, których bardzo obiecującą karierę przerwała II wojna światowa. W wyniku czego znalazły swoje miejsce na emigracji w Stanach Zjednoczonych.
Powodziło im się różnie, przeważnie stać je było na minimalne potrzeby, zapominając o luksusach.

Książka jest napisana niezwykle ciekawie. We wstępie autor opisuje ogólnie o kinematografii w Polsce jak i o aktorach popularnych w tych czasach. W tej pozycji przedstawionych jest jedynie siedem autorek, ale ich życie i kariera pokazana jest bardzo wnikliwie. Wyjątkiem jest Jadwiga Smosarska - o której podobno napisano już wiele i pokazana jest w bardzo okrojony sposób - czego nie mogę darować, bo niestety nie spotkałam się do tej pory z żadną książką o niej.
Oprócz tego zawiera multum zdjęć, fotosów z filmów, czy plakatów, co dodało wiele uroku książce i umilało czytanie. Autor przytacza różne ciekawostki ze świata filmowego i anegdotki z czasów kręcenia danego filmu.
Dodatkowym atutem jest spis filmów przy każdej aktorce w których występowały, więc czytelnik może je sobie odszukać. Niestety, wiele z nich zaginęło.

Autor nie tylko przedstawił historię bohaterek tej książki z ogólnodostępnych źródeł, ale też dotarł do ich rodzin, więc mamy możliwość poznać niekiedy nigdy nieujawniane historie, jak i o ich dalszych losach, już powojennych. Zasługuje to na ogromne uznanie.

Książka bardzo mi się podobała. Uwielbiam stare kino, a dzięki tej pozycji miałam możliwość poznania wiele nieznanych mi wcześniej artystek.
Serdecznie polecam. Czyta się bardzo szybko. Fani przedwojennych filmów będą szczególnie zadowoleni.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Nela mała reporterka - Nela i skarby Karaibów

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Burda miałam okazję zapoznać się z książką "Nela i skarby Karaibów". Nie sięgam często po książki dla młodszych czytelników, więc jeżeli jesteście ciekawi, czy mi się podobało zapraszam dalej.
O Neli małej reporterce pewnie każdy słyszał. A dla tych, którzy jakimś cudem jej nie znają, jest to program podróżniczy skierowany do dzieci, który Nela prowadzi. Chociaż ma dopiero 11 lat zwiedziła już kawał świata. Młodzi odbiorcy dzięki temu programowi uczą się w przystępny im sposób o różnych zakątkach świata, ich kulturze, geografii, a także o zamieszkujących je zwierzętach i roślinności. Oprócz tego pokazuje różne przygody głównej bohaterki, a zarazem prowadzącej - Neli.

Tym razem Nela zabiera nas na Karaiby. Wraz z nią wyruszamy śladami piratów i szukamy ukrytych skarbów.
Książka jest kierowana do młodych czytelników, dlatego dorośli mogą się trochę nudzić, kiedy często są tłumaczone oczywiste (dla nas) rzeczy. Jednak trzeba docenić to, że dzieci mogą się z niej czegoś nauczyć.
Tak jak widzicie na zamieszczonych zdjęciach wydana jest świetnie! Cała masa kolorowych zdjęć nie pozwala się nudzić, dołączona jest nawet mapa skarbów. W książce dodane są kody do zeskanowania i poprzez odpowiednią aplikację można obejrzeć dodatkowe materiały m.in. filmy. Uważam to za super pomysł.
Samego tekstu nie jest w optymalnej ilości. Nie jest go za wiele, ale to chyba dobrze.
"Nela i skarby Karaibów" bardzo mi się podobała. Zawiera wiele ciekawostek. Jeżeli macie dzieci, czy chcecie zrobić prezent dziecku to bardzo Wam polecam. Na pewno będzie zadowolone :)

Moja ocena: 7/10
Czytaj dalej

Hideko Yamashita - Dan-Sha-Ri. Jak posprzątać by oczyścić swoje serce i umysł

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić poradnik. Nie czytam takich książek często, można powiedzieć nawet, że wcale. Na dodatek jest to poradnik o sprzątaniu i to mój pierwszy jaki przeczytałam. Zapraszam na przedpremierową recenzję "Dan-Sha-Ri".
Każdy ma w domu takie przedmioty, które tylko zalegają. Stoją bezużyteczne, bo: może jeszcze kiedyś mi się przydadzą (te kiedyś zazwyczaj nigdy nie nadchodzi), nie mam serca ich wyrzucić, jakieś niesprawdzone prezenty,... A gdyby tak pozbyć się większości i pozostawić tylko to co niezbędne?

Danshari to nie tylko kolejna metoda sprzątania. To metoda, która pozwala poprzez sprzątanie zmienić swoje życie, doprowadzić również do ładu swój umysł.
"Danshari można zdefiniować w następujący sposób: jest to technika postępowania, w ramach której dokonuje się selekcji przedmiotów, co pozwala nie tylko na lepsze poznanie siebie, lecz także umożliwia zapanowanie zarówno nad zewnętrznym, jak i wewnętrznym nieładem."

Cała metoda opiera się na trzech zasadach:
Dan - niekupowanie nowych, bezużytecznych rzeczy, a zachowywanie tylko niezbędnych
Sha - pozbywanie się niepotrzebnych przedmiotów: wyrzucanie, oddawanie, sprzedaż
Ri - rezygnacja z przywiązania do rzeczy, poznanie siebie i własnych potrzeb

Danshari to długotrwały proces. Trzeba go ciągle powtarzać, bo to metoda na całe życie. Początkowe etapy są trudne. Wiem, ciężko jest wyrzucić coś co jest w nami od lat. Autorka mówi o tym, że trzeba podchodzić do tego powoli. W zależności od naszego czasu, np. mam wolne 15 min., więc posprzątam szufladę. Nad każdym przedmiotem trzeba się zastanowić i postawić pytanie "Czy jest mi to potrzebne?". Podobno przedmioty trzeba traktować jak osoby, kiedy ich się nie używa czują się niekochane, przez co są przygnębione i dlatego wytwarzają w otoczeniu złą energię i co za tym idzie ich właściciel również źle się czuje. Może to trochę śmieszyć, ale czy nie czujecie czasem natłoku w swoim domu i uczucia że macie wszystkiego za dużo?

Ja sama co jakiś czas robię generalny przegląd swoich rzeczy i zawsze znajdzie się coś do wyrzucenia. Czyli na swoim przykładzie mogę pokazać co robię źle. Jeśli muszę co raz robić takie większe porządki, to znaczy że przybywają mi nowe, niepotrzebne rzeczy, które i tak kiedyś wyrzucę. Dlatego po pierwsze muszę podczas zakupów wybierać tylko najpotrzebniejsze rzeczy oraz zrobić generalną selekcję swoich rzeczy. Nie mogę zostawiać takich, które może kiedyś mi się przydadzą.

Danshari to nawet nie metoda sprzątania, bo może w pierwszych etapach tak jest, ale to metoda ograniczania przedmiotów do tego stopnia, że sprzątanie nie będzie stanowić wielkiego problemu.
Sama metoda jest ciężka. Trzeba przestawić swoje myślenie z tego aby mieć wiele, na to aby mieć tylko to co potrzebne. Myślę, że w Polsce byłoby ciężko do niej przekonać większe grono, chyba że w młodszym pokoleniu, które nie pamiętają tego braku.. czegokolwiek w czasach komunizmu. W Japonii jest i było zupełnie inaczej, albo ktoś żyje minimalistycznie, albo panuje aż wielki przesyt.

Podsumowując metoda Danshari jest dosyć trudna. Nie powiem, że wszystko mi się w niej podoba, ale same intencje ma dobre. Prowadzi ona do tego, że pozbywając się niepotrzebnych rzeczy człowiek czuje ulgę, jakby miał więcej przestrzeni wokół siebie. Pozostawione najpotrzebniejsze rzeczy świadczą o tym kim jest jest ich właściciel.
Premiera 30.08

Moja ocena: 7/10
Czytaj dalej

Cabin Porn. Podróż przez marzenia - lasy i chaty na krańcach świata

Dzisiaj przychodzę z recenzją trochę innej książki. Nie wiem jak ją nazwać, poradnik? album? Chyba i to i to. Zapraszam na recenzję.
Cabin Porn to internetowy projekt zapoczątkowany przez grupę przyjaciół, którzy szukali inspiracji przy budowie swoich domów. Takim sposobem powstała kolekcja zdjęć, do której napływały kolejne z całego świata.
Projekt zajmuje się domkami, a raczej chatkami budowanymi własnoręcznie, w głuszy, z dala od cywilizacji. Skupia osoby, które mają dość życia w mieście, jego pędu, a chcą powrotu do korzeni i natury.

Książka zawiera ogrom zdjęć, których przykłady możecie zobaczyć poniżej. Podzielone są na kilka kategorii, m.in. domki na drzewie, zaadaptowane budynki gospodarcze, czy ziemianki. Oprócz tego przy każdym rozdziale jest przedstawiona jedna historia domku. Są one bardzo ciekawe, nie tylko poznajemy historię powstawania, etapy budowy, ale również ich właścicieli. Dowiadujemy się o ich życiu przed i co ich skłoniło do wybudowania takiego domku. Jak również jak taka chatka zmieniła ich życie, a mogę powiedzieć, że wszyscy taką zmianę zauważyli.
Całej książce towarzyszy atmosfera tajemniczości, ciszy i równowagi z naturą. Jest niesamowita, zdjęcia są cudowne, aż samemu chce się przenieść do takiej chatki.

Książka bardzo mi się podobała. Pod względem graficznym nie widziałam już dawno takiej książki! Nie tylko to mi się w niej podobało, tematyka jest niesamowita. Wydaje się, że w czasie postępu cywilizacji trzeba iść do przodu, a nie się cofać. Nie chcielibyście czasem jednak odciąć się od wszystkiego? Zaszyć się z dala od ludzi i pobyć chociaż przez dzień w ciszy? Tacy ludzie nadal są, potrafią powiedzieć "stop" i zawrócić.

Książkę mogę Wam polecić, chociażby kiedy będziecie w księgarni przejrzeć piękne zdjęcia, może akurat Was ona zainteresuje. A teraz zapraszam do oglądania.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Małgorzata Sobieszczańska - Drugi koniec świata

Jest rok 1938, Olga i Joanka mieszkają w Mirabilii - małej wsi pod Nowogródkiem. Ich prawie sielskie życie nic nie zakłóca. Cała społeczność - choć niewielka - żyje w zgodzie. We wsi jest tylko kilka rodzin, ale bardzo zróżnicowanych: Zaborowscy - katolicy, uboższe ziemiaństwo, według podań to oni założyli wieś. Helka i Heniek - prawosławni, pracują u Zaborowskich. Anastazja - znachorka i szeptucha, również prawosławna. Ali z rodziną to muzułmanie, Tatarzy, ubodzy rolnicy. Abraham - Żyd, jest w tej społeczności uważany za mędrca, do którego zwracają się z problemami. Lata upływają im bardzo spokojnie, jednak nadchodzi wrzesień 1939 roku i wojna...

Losy rodziny Zaborowskich i mieszkańców Mirabilii poznajemy w pewnych przeskokach czasowych. Jest niby zachowana pewna chronologia, ale co pewien czas są retrospekcje z przeszłości bohaterów i fragmenty ich przyszłości. Każdy z mieszkańców ma w książce miejsce na swoją opowieść, jednak głównymi bohaterkami są Olga i Joanka. To na ich życiu opiera się cała historia, znamy ich dalsze losy, a nawet losy ich potomków, aż do czasów współczesnych. Imiona takie jak Olga i Joanna będą się często powtarzać. Zawiłości imienne są jak w "Sto lat samotności" Márqueza i na tym nie kończą się podobieństwa. Sama atmosfera powieści i magia, również mi ją przypomina. Co do magii, opowieści o tym jak ojciec dziewczyn zapuścił korzenie, bo przez dwa lata stał pod domem ich matki, kiedy starał się o jej rękę, czy legendy o przodkach Zaborowskich. A reakcja na nie starszych to tylko tajemniczy uśmiech, więc nie wiadomo czy były one całkowicie zmyślone, czy było w nich jakieś ziarno prawdy.

Olga to kobieta bardzo dojrzała, już jako nastolatka była nadzwyczaj poważna. Nigdy nie miała wielkich marzeń, wystarczyło jej takie życie jakie prowadziła do tej pory. Joanka to całkowite jej przeciwieństwo. Kilka lat młodsza, bardziej dziecinna, buja w obłokach, chce zostać aktorką, nie wystarcza jej to co ma.

W powieści nie są najważniejsze losy bohaterek i ich życie. Bardzo ważna jest również cała otoczka, czyli sama wieś. W Rzeczypospolitej tego okresu około 40% ludności to mniejszości narodowe. Autorka stworzyła Mirabilę jako przykład typowej miejscowości w Polsce w czasach dwudziestolecia międzywojennego. To nie wyglądało tak, że mieszkańcy miast i wsi byli podzieleni pod względem wyznaniowym i narodowościowym. W większych miastach owszem, ale nie panował skarny nacjonalizm, to były tylko wyjątki. Normalnie ludzie żyli ze sobą w zgodzie, przyjaźnili się, pomagali sobie w potrzebie. Gdyby tak nie było to czemu większość osób odznaczonych medalem za ratowanie Żydów podczas wojny to Polacy?

"Drugi koniec świata" to opowieść o rodzinie, o fatum ciążącym na niej i powtarzających się scenariuszach w kolejnych pokoleniach oraz wielu zbiegach okoliczności. To również historia przedwojennych kresów i tęsknotą za tymi czasami.
Książkę serdecznie polecam.

Moja ocena: 9/10
Czytaj dalej

Anna Kamińska - Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz

Chciałabym dzisiaj Wam przedstawić niezwykłą biografię, a raczej reportaż - ale o tym potem - o Wandzie Rutkiewicz, alpinistce i himalaistce, która jako pierwsza Polka zdobyła Mount Everest. Zapraszam na recenzję.
Wanda Rutkiewicz już od dziecka przejawiała zamiłowanie do sportu. Brała udział w zawodach lekkoatletycznych, na studiach grała w drużynie siatkarskiej, jeździła jako kierowca rajdowy i zajmowała się wspinaczką. Czego się nie dotknęła, była najlepsza. Miała ogromne ambicje, była uparta i nawet jeśli coś było ponad jej siły nie poddawała się.

Miała trudne dzieciństwo - jej starszy brat zmarł tragicznie, po tym wydarzeniu jej rodzice się od siebie oddalili i zamknęli w sobie, a to odbiło się na całej rodzinie, w tym na Wandzie. Dwa razy wychodziła za mąż, ale na pierwszym miejscu stawiała zawsze góry i między innymi dlatego te związki się rozpadły.

Jako człowiek była oddana swoim ambicjom. Stawiała sobie cele i musiała je zrealizować, czasem nie patrząc na innych. Jednak nie była samolubna. Jak opisują ją jej znajomi były dwie Wandy: jedna w górach, druga na ziemi. To były dwie różne osobowości, na co dzień była miłą, trochę roztrzepaną kobietą, na którą zawsze można było liczyć. Jednak w górach potrafiła wejść za skórę swoim towarzyszom. Była trochę bezwzględna, musiała być pierwsza, musiała zrealizować swój plan i nie liczyła się z innymi, nie znosiła sprzeciwu.

W środowisku alpinistów głosy o niej były podzielone. Często przemawiała przez nich zazdrość, ponieważ Wanda umiała realizować marzenia i osiągnęła znacznie więcej niż inni. Była osobą, która miała niezwykły urok osobisty i czar. Wielu w sobie rozkochała i dzięki temu mogła załatwić dosłownie wszystko. Wystarczył sam uśmiech i już. Często to wykorzystywała, ale przeważnie bezwiednie, nie była świadoma swojego uroku i jak działała na innych.

13 maja 1992 roku zaginęła u szczytu Kanczendzonga w Himalajach. Nie wiadomo dokładnie co się stało, najprawdopodobniej zginęła, jej ciała nie odnaleziono. Matka Wandy przestrzegała ją przed tym szczytem, powtarzała że to góra bogów i nie należy na nią wchodzić..

Książka napisana jest nie jak biografia, a jak reportaż. Styl pisania jest świetny, bardzo bogaty pod względem językowym, jest tak interesująca, że nie można się oderwać. Wyglądało to tak, jakbym sama razem z naszą bohaterką się wspinała za pośrednictwem książki. Nie znam się na wspinaczce i terminy z tym związane są mi obce, ale nie przeszkadzało mi to w czytaniu, powiem więcej wiele się z niej nauczyłam.
Autorka z pewnością poświęciła wiele czasu na zbieranie materiałów, czego efektem jest 14 stron przypisów. Dodatkowo książka jest ubarwiona licznymi zdjęciami i skanami dokumentów. Najważniejsze jednak są relacje znajomych i rodziny Wandy. To właśnie na podstawie ich wspomnień jest oparta ta książka. Nie są to suche fakty, ale właśnie przez opowieści osób z jej otoczenia możemy poznać bohaterkę naszej książki jako osobę, która żyła, a nie jako postać o której tylko czytaliśmy.

Nigdy nie interesowałam się wspinaczką, słyszałam głównie w telewizji, że ktoś gdzieś się wspiął, ale nie przywiązywałam do tego wagi. Przyznam, że nie słyszałam nawet wcześniej o Wandzie Rutkiewicz. Nie negowałam jak inni alpinistów, ani nie pochwalałam ich zamiłowania, było mi to zwyczajnie obojętne. Książka dała mi to, że zrozumiałam na czym polega fenomen gór, co widzą w nich alpiniści, którzy z narażeniem życia, w skrajnych warunkach i często ponad swoje siły zdobywają szczyty i cały czas ciągnie ich na kolejną wyprawę. Często zostają już w nich na zawsze.

Książkę Anny Kamińskiej "Wanda. Opowieść o sile życie i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz" serdecznie polecam. Nie tylko osobom, które interesują się wspinaczką, ale i tacy jak ja będą nią zachwyceni.

Moja ocena: 9/10
Czytaj dalej

Ann Patchett - Dziedzictwo

"Dziedzictwo" Ann Patchett to najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera ostatnich miesięcy. Nawet sobie nie wyobrażacie jaka byłam szczęśliwa kiedy dostałam propozycję przeczytania jej jeszcze przed premierą :D Uwielbiam Patchett, to już jej trzecia książka którą przeczytałam i z całą pewnością powiem, że nie ostatnia. Zapraszam na recenzję przedpremierową.
Cała historia zaczyna się na chrzcinach. Przez przypadek zaproszono Berta, który wcale nie zna gospodarzy, jednak z jakiegoś powodu przychodzi na przyjęcie. Jego drinki z dżinu i soku ze świeżych pomarańczy robią furorę. Tam poznaje żonę Fixa Beverly, która staje mu się bardzo bliska. Po kilku latach już jako mąż Beverly gości w swoim nowym domu całą gromadę dzieci. Dzieci Beverly - Caroline i Franny - mieszkają z nimi na co dzień, a na lato przyjeżdżają jego dzieci - Cal, Holly, Jeanette i Albie. Panuje istny koszmar, ciągłe wrzaski i kłótnie powodują, że opieka nad nieznośną szóstką spada na Beverly, ponieważ Bert woli zaszyć się w pracy. Pewne wydarzenie jednego lata na zawsze zmienia życie obu rodzin...

"Dziedzictwo" opowiedziane jest oczami wszystkich bohaterów. Autorka najbardziej skupia się na Franny, której to losy głównie przedstawia. Historia ciągnie się w miarę chronologicznie. W marę, ponieważ są tu zauważalne przeskoki w czasie. Zaczyna się od najdawniejszych wydarzeń, ale przenosi się do mniej więcej współczesności, potem jest kilka lat wcześniej, znów współczesność, dzieciństwo i tak dalej.. Nie jest to jednak zabieg, który może spowodować trudności przy czytaniu, czytelnik jest w stanie się połapać.

Nie jest to książka w której wiele się dzieje, ale to tylko jej plus. Autorka ma ogromny dar opisywania uczuć, otoczenia,... W jej wykonaniu to po prostu magia! Najważniejsze jest tu wykonanie. Podziwiam kunszt pisarski autorki, jak kreuje postacie, jak pojawiają się nieoczekiwane sytuacje i mogłabym wymieniać tak bez końca.

Sam tytuł "Dziedzictwo" to również tytuł książki, która tam się pojawia. Napisana jest przez Leona Posena na podstawie historii, opisywanej w naszym "Dziedzictwie". Chociaż jest tylko inspiracją dla autora, ale wprowadził w niej jedynie niewielkie poprawki. Albie, który ma okazję ją przeczytać tak ją właśnie opisuje: 
"(...) zanim sobie uświadomił, o czym jest ta książka, był nią zachwycony."
I to właśnie kwintesencja książek Patchett! Zazwyczaj kiedy czyta się książkę już po samym opisie wiadomo czego się spodziewać. Z książkami Patchett jest zupełnie odwrotnie. Enigmatyczny opis, który daje tylko sam zarys powieści nie mówi praktycznie nic, ale od samego początku czytelnik jest zaintrygowany, nie może się doczekać kiedy historia się rozwinie, przyciąga go do siebie jak magnes, ale już wie że będzie nią zachwycony.

"Dziedzictwo" to pozornie prosta historia o dwóch rodzinach, które połączył przypadek. To opowieść o życiu, o drodze do poznania samego siebie. Na przykładzie bohaterów tej powieści widać, że czasem trzeba przebyć długą drogę, żeby znaleźć odpowiednie miejsce dla siebie. To również opowieść o przyjaźni, miłości rodzinnej, która nie zawsze musi być połączona więzami krwi.

Jest reklamowana jako książka na miarę "Małego życia". Nie czytałam "Małego życia", ale po licznych zachwytach wiem, że jest rewelacyjna. Ja bym raczej powiedziała, że "Dziedzictwo" to wszystko co najlepsze co może nam dać Patchett, samo jej nazwisko robi za reklamę.
To rodzaj literatury pięknej najwyższych lotów i na pewno nie wszyscy odkryją w niej to co na przykład mi udało się wyczytać między wierszami. Sposób przedstawienia historii jest po prostu idealny. Autorka umie pisać, to znaczy pisze rewelacyjnie, tak że kiedy opisuje jakieś błahe wydarzenie jest ono interesujące. Tak, uwielbiam Ann Patchett, to jedna z moich ulubionych autorek, chyba już się tego domyśliliście ;)

"Dziedzictwo" Ann Patchett serdecznie polecam. Premiera już 14 czerwca, jest na co czekać.

Moja ocena: 9/10
Czytaj dalej

Erling Kagge - Cisza

Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić krótką, a zarazem wielką książkę, która niesie bardzo szczególne przesłanie - a jest to "Cisza" Erlinga Kagge. Zapraszam na recenzję.
Czym jest cisza? Ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Czy ciszę można uzyskać tylko i wyłącznie w miejscu do którego nie dochodzą żadne odgłosy? Czy przebywając w ciszy można zwariować? Czy cisza to tylko i wyłącznie oznaka smutku i samotności?

Erling Kagge pochodzi z Norwegii - i w tym momencie uśmiechacie się z tekstem "i to wszystko wyjaśnia". Może i macie rację, "ludzie północy" zazwyczaj kojarzeni są jako samotnicy, ceniący sobie ciszę. Autor w swoim życiu wiele podróżował. Udał się na samotną, ponad miesięczną wyprawę na biegun południowy, gdzie był sam w promieniu tysięcy kilometrów. Był tylko on i jego myśli. Otaczała go cisza, a jedynymi odgłosami jakie słyszał to szum wiatru, odgłos śniegu pod stopami i szelest ubrania oraz swój własny oddech. Przez całą wyprawę nie wypowiedział ani jednego słowa.

Jak myślicie ile byście wytrzymali w ciszy? Co byście zrobili, żeby ją przerwać? Prowadzono badania na pewnej grupie osób, która miała możliwość przerwać eksperyment przez zaaplikowanie sobie dawki elektrowstrząsów. Połowa uczestników to uczyniła. Czego to dowodzi? Ludzie nie mogą wytrzymać z samym sobą. Nie umieją się skupić wyłącznie na własnej osobie. Ciężko jest wytrzymać z własnymi myślami.

W obecnym czasie cisza jest nawet ważniejsza niż kiedykolwiek. Ludzi zewsząd otaczają dźwięki, czy to z zewnątrz, czy wydawanych przez nas samych, przez to ciężko jest nam się skupić, zatracamy potrzebę bycia z samym sobą chociaż przez chwilę. Jednak każdy potrafi odciąć się od tych dźwięków. Może nawet sobie nie zdajemy z tego sprawy, ale kiedy wykonujemy proste czynności, czy np. czytamy przestajemy dostrzegać to co jest zewnątrz. I właśnie w takich chwilach osiągamy CISZĘ.

Cisza potrzebna jest nam, aby zrozumieć samego siebie. Człowiek nie zawsze potrzebuje przebywać z innymi, rozmawiać i zajmować się wszystkim tylko żeby się nie nudzić, a właśnie nuda może nam wyjść na zdrowie. Potrzebna jest również żeby dostrzec piękno. Pewnie wiecie jak to jest kiedy zobaczycie coś tak pięknego, że ciężko jest Wam to ubrać w słowa. Właśnie w takich momentach najlepiej jest w ciszy podziwiać i nie dzielić się własnymi uczuciami z innymi.

"Cisza" jest bardzo dobrze napisana, czyta się znakomicie. Nie jest to poradnik, a raczej literatura piękna. Jest podzielona na 33 rozdziały, w których autor stara się odpowiedzieć na trzy pytania: Czym jest cisza? Gdzie ona jest? Dlaczego teraz jest ważniejsza niż kiedykolwiek? W każdym rozdziale skupia się na jednym aspekcie. Popiera swoje próby odpowiedzi przykładami z własnego życia, wynikami różnych eksperymentów, czy filozofią.

Książka zdecydowanie nie dla każdego, potrzeba czasu i właśnie ciszy, żeby się w nią zagłębić i odpowiednio ją zrozumieć oraz co najważniejsze wcielić w życie.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Noah Stycker - Rzecz o ptakach

W ostatnim czasie wyszło wiele książek na tematy przyrodnicze: o zwierzętach, czy roślinach. Sama lubię książki takiego typu, więc książkę "Rzecz o ptakach" przeczytałam z zainteresowaniem. Zapraszam na recenzję.
Autor ma w swoim dorobku - że się tak wyrażę - wiele przygód z ptakami. Przez całą książkę pisze o własnych obserwacjach, czy styczności z nimi, dlatego można śmiało stwierdzić, że jest znawcą w tej dziedzinie. Książka miała pokazać jak wiele wspólnych cech ma człowiek i ptaki. Nie chodzi o podobieństwa genetyczne, ponieważ należymy do zupełnie innych gatunków, a pod względem zachowania, czy nawet cech charakteru.

Książka składa się z 13 rozdziałów, z czego każdy z nich poświęcony jest innemu gatunkowi. Każdy ptak jest badany pod względem innego zachowania. I tak, np. opowiada o szpakach i ich stadach, które tworzą niezwykłe figury, o tym czy pingwiny się czegoś boją, czy o bajecznych gniazdach altanników.

Najlepsze momenty w książce to te, kiedy autor opisuje swoje obserwacje i badania oraz przedstawia liczne ciekawostki z życia ptaków. Ma wspaniały dar opowiadania, pisze tak, że aż samemu się chce udać do lasu, czy usiąść na dworze i z lornetką poobserwować ptaki. Kiedy zaczyna opisywać o naukowej części staje się nudno i czasami nie wiedziałam o czym on w ogóle pisze? Nie mówię o pojęciach biologicznych, a psychologicznych, które były dla mnie napisane jak po chińsku.

Noah Strycker w swojej książce dowiódł, że ludzie i ptaki mają ze sobą wiele wspólnego. Nawet dzięki głębszej obserwacji świata ptaków możemy się wiele dowiedzieć o nas samych, a nawet może to pomóc w wielu aspektach naszego życia.

Myślę, że "Rzecz o ptakach" może się spodobać większemu gronu czytelników. Nie jest to pozycja przeznaczona tylko i wyłącznie dla wielbicieli ptaków, a również dla osób, które w tej tematyce są zupełnie "zieloni".

Moja ocena: 7/10
Czytaj dalej

Paulina Świst - Prokurator

Dzisiaj premierę ma książka "Prokurator" Pauliny Świst od wydawnictwa Akurat. Miałam przyjemność zapoznać się z tą pozycją jeszcze przed premierą, a dzisiaj chcę się z Wami podzielić swoją opinią. Zapraszam na recenzję.
Kinga Błońska jest adwokatem, przyjeżdża z Wrocławia do Gliwic prowadzić sprawę gangstera "Szarego", niestety nie z własnej woli. Postanawia zapomnieć o ciężkich chwilach i wybiera się do klubu. Spora dawka alkoholu powoduje, że idzie do domu Łukasza. Myślała, że po wspólnej nocy nigdy więcej się nie spotkają, a jednak! I to w bardzo nieoczekiwanym miejscu, bo następnego dnia rano na sali sądowej - Łukasz jest prokuratorem w prowadzonej przez nią sprawie. Czy Kinga da radę pogodzić życie służbowe z prywatnym? Czy z góry przegrana sprawa "Szarego" - jej przyrodniego brata - okaże się tak oczywista jak się wydaje?

Paulina Świst jest podobno cenionym adwokatem, a pisze pod pseudonimem. W tej książce miała ukazać prawdziwe oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości. Jeżeli przez to rozumie, że wszyscy przeklinają na potęgę, znają się ze studiów i dlatego mają wszędzie znajomości i ułatwiają sobie tym życie, mają "swoich" policjantów, którzy w ramach przysługi zrobią wszystko, a w prokuraturze nadają sobie pseudonimy, to nie jest to nic czego nie można było się domyślić, żadna z tego tajemnica.

Główni bohaterowie nie są łatwi do polubienia. Kinga - bardzo niedomyślna, wydaje jej się, że wie co kryje się w głowach innych, a jest to zupełne przeciwieństwo rzeczywistości. Zgrywa bohaterkę, czym wpędza innych w kłopoty.
Łukasz to pewny siebie bufon z manią wielkości i chyba z kryzysem wieku średniego. Ma 40 lat i zadaje się tylko z dziewczynami poniżej trzydziestki. W prokuraturze ma opinię casanovy. Oczywiście jak to w książkach/filmach bywa to tylko zewnętrzna powłoka, a w stosunku do rodziny jest usposobieniem idealnego syna/brata/wujka.

Sama książka nie ma rozdziałów co mnie bardzo drażni. Składa się z małych fragmentów opowiadanych na przemian przez Kingę i Łukasza. Nie jest to wybieg idealny, ponieważ w 80% przypadków opisuje te same wydarzenia, tylko z innej perspektywy. Wychodzi na to, że trzeba czytać to samo dwa razy...

Jeśli chodzi o fabułę przez mniej więcej pierwszą połowę książki były tylko sceny erotyczne i to nie jakieś takie ze smakiem, a nadające się na film puszczany grubo po północy. Myślałam tylko: "no i gdzie jest ten kryminał??" Już miałam rzucać książkę, obsmarować ją i ocenić 2/10, ale przerwałam na chwilę czytanie i zabrałam się znowu. Tym razem było lepiej, ponieważ wreszcie zaczął się wyczekiwany kryminał! Akcja zaczęła się w szybkim tempie. Były pościgi, zaginięcia, porwanie, strzelaniny i ogólne mordobicie, czyli o niebo lepiej. Jednak przed końcem znów lelum polelum i za dużo myśląca Kinga, eh...

Książkę Pauliny Świst oceniam według skali Lubimy Czytać jako przeciętną. Trzeba brać pod uwagę całokształt, a wlicza się w to niestety i pierwsza jej część, czyli bardzo, bardzo słaba. "Prokurator" jest bardzo przewidywalny, może nie do końca wiedziałam jak się potoczy akcja (szczególnie wątek kryminalny), ale ogólnie można było się domyślić jak się skończy.

Was ani nie zachęcam, ani nie odstraszam. Jeżeli będziecie mieli możliwość przeczytania sami oceńcie. Wszystko zależy od gustu czytelnika.

Moja ocena: 5/10
Czytaj dalej