Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja ust. Pokaż wszystkie posty

Dermacol Love nr 09 pomadka ochronna

Dzisiaj może coś kosmetycznego, bo ostatnio trochę rzadziej pojawiają się takie posty, a jest to pomadka Dermacol Love.
Pomadka zamknięta jest w tradycyjnym plastikowym opakowaniu zamykanym na zakrętkę. Jakość plastiku pozostawia wiele do życzenia, jest dość słaby i kruchy. Może nie taki jak w najtańszych pomadkach, ale porównywalny. Szata graficzna przypomina Baby lipsy z Maybelline. Sam sztyft ma kształt serduszka. Przyznam, że nie tylko wygląda to uroczo, ale też jej kanty ułatwiają aplikację. 

Konsystencja jest kremowa, łatwo się rozsmarowuje, ale jest też niezwykle miękka. Jest to nie tylko zaletą ale i wadą. Sztyft się łamie (tak jest w moim przypadku), a pod wpływem ciepła szybko się rozpuszcza. Zapach czekoladowy, może jest to trochę wersja kosmetyczna czekolady, ale i tak jest przyjemny.
Jak widać pomadka jest barwiąca, chociaż w moim przypadku zbytnio nie jest widoczna. Jest tylko odrobinę ciemniejsza od naturalnego koloru moich ust. Działanie pielęgnacyjne mogę ocenić jako dobre: nawilża, utrzymuje się długo na ustach, po posmarowaniu są wygładzone i błyszczące.
Ze względu na to, że jest barwiąca idealnie nadaje się zamiast błyszczyków, czy pomadki kolorowej, jak i jako pomadka ochronna.
Z pomadką Dermacol Love polubiłam się. Nawilżenie jest dostateczne, a jej kolor również mi odpowiada, co rzadko się zdarza w barwiących pomadkach ochronnych. Kosztuje ok. 10 zł.
Czytaj dalej

Palmer's Cocoa Botter Formula balsam do ust czekolada-mięta

Balsam do ust Palmer's kupiłam w jednej z aptek internetowych, a kosztował coś ponad 6 zł. Zachęciły mnie pozytywne opinie o ich produktach do ust, więc zdecydowałam się na jeden, a jest to wersja czekolada z miętą.

Od producenta: Pielęgnacyjny balsam do ust w sztyfcie o zapachu czekoladowo-miętowym.
Unikalna formuła na bazie czystego masła kakaowego wzbogacona witaminą E i innymi aktywnymi emolientami. Wyjątkowo nawilża i nabłyszcza, zapobiegając uczuciu pieczenia i suchości w okolicach czerwieni wargowej. Filtr SPF 15 chroni wrażliwą skórę przed szkodliwymi czynnikami promieniowania ultrafioletowego. Balsam nadaje ustom wyjątkowy blask.
Opakowanie pomadki to spłaszczony sztyft, wykręcany u dołu. Jego pojemność jest tradycyjna dla pomadek, czyli 4 g. Wygodnie się go odkręca, chociaż potrafi zacinać, jak to bywa w pomadkach, które wykręcają się jak klej. Sam sztyft pomadki jest również spłaszczony. Początkowo myślałam, że będzie to utrudniać używanie, jednak nie ma z tym problemu, po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić.

Konsystencja balsamu jest bardziej kremowa niż w pomadkach. Idealnie rozsmarowuje się na ustach, pozostawia na nich jedynie połysk. Oczywiście pod wpływem ciepła zaczyna się topić, ale która pomadka tego nie robi. Zapach czekolady, a bardziej jest to kakao i mięty. Jest dość naturalny, nie utrzymuje się na ustach. W smaku jest słodki, nie ma w sobie chemicznych nut, dlatego bez problemu można pić i jeść mając posmarowane usta.
Odzwyczaiłam się trochę od mrożących, miętowych pomadek takich jak Carmex, dlatego kiedy pierwszy raz się nią posmarowałam ciężko mi było wytrzymać. Mrozi bardzo mocno, ale po kilku dniach używania już się do tego przyzwyczaiłam i efekt ten zmalał. Chroni usta na dość długo, pozostaje na nich kilka godzin. Nawilżenie jest bardzo dobre, jak i odżywienie. Może nie zauważyłam jakiejś szczególnej poprawy stanu ust, ale nie mam z nimi bardzo problemu, więc może jak ktoś ma bardzo przesuszone usta to zauważy te rewelacyjne działanie.

Balsam Palmer's uważam za bardzo dobry. Dobrze nawilża i odżywia usta, chociaż nie przepadam za efektem mrożenia.
Czytaj dalej

Yves Rocher odżywczy balsam do ust

Jako maniaczka wszelkich pomadek lubię testować nowe produkty. Tym razem z moich zapasów wyciągnęłam balsam Yves Rocher o którym słyszałam wiele pozytywnych opinii, czy i mi się spodobał zapraszam dalej.
Od producenta: Poznaj odżywczy balsam do ust, który łagodzi uczucie ściągania skóry, odżywia usta i chroni je przed czynnikami zewnętrznymi. Twoje usta będą odbudowane i odżywione. Dzięki ściętej końcówce produktu, aplikacja balsamu jest prosta i przyjemna.

Balsam zamknięty jest w matowej tubce, która jest bardzo wygodna w użyciu. Mieści ona 10 ml, czyli standardowa ilość jak na taką tubkę. Opakowanie nie jest przeźroczyste, przez co nie ma możliwości sprawdzenia ile kosmetyku jeszcze pozostało. Szata graficzna nie odbiega od standardowego opakowania firmy. Zamykanie na zakrętkę, po otwarciu ukazuje się ścięty aplikator, który dzięki temu że jest tak wyprofilowany ułatwia nakładanie balsamu na usta. Produkt wyciska się z łatwością, nie trzeba się siłować z tubką.
Konsystencja balsamu jest bardzo gęsta. Zmienia się pod wpływem temperatury otoczenia: od bardzo gęstej kiedy jest zimno, do prawie wodnistej przy wyższej temperaturze lub kiedy trzymamy tubkę w dłoni. Jest to półprzeźroczysta, biaława maź, która nie zostawia białych śladów na ustach, jedynie bezbarwną, błyszczącą warstwę ochronną. Zapach jest bardzo ładny i bardzo naturalny. Pachnie cudownie miodem. W smaku jest słodki, nie przeszkadza w jedzeniu i piciu.
Balsam bardzo dobrze nawilża i chroni usta. Jest idealny zimą, długo ochrania usta i wspaniale nawilża nawet najbardziej wysuszone usta. Jest to jeden z najlepszych balsamów do ust jakie miałam i bardzo go polecam.
Czytaj dalej

The Body Shop masełko do ust Shea

Moje zapasy pomadek, masełek i innych kosmetyków do pielęgnacji ust cały czas maleją. Nawet dość dawno nic nie kupowałam. Właśnie mi się przypomniało, że tylko co zamówiłam pomadkę w Avonie, ale to nic i tak przez dłuższy czas nic nowego nie trafiło do mojego pudełeczka, które możecie obejrzeć tutaj (co myślicie żeby zaktualizować moje zapasy?).
Wracając do tematu, dzisiaj chcę Wam przedstawić masełko do ust z The Body Shop. Jest to mój jak dotąd jedyny kosmetyk z tej firmy, zamówiłam go w jednej z drogerii internetowych za 10 zł.
Masełko zamknięte jest w plastikowym pudełeczku, bardzo dobrze wykonanym, mieszczącym 10 ml. Zabezpieczone było wcześniej folią, także dostajemy produkt z gwarancją, że nikt wcześniej do niego nie zaglądał. Pudełeczko jest poręczne, łatwo się odkręca, jest niewielkie i nie zajmuje dużo miejsca. Naklejka typowa dla produktów TBS.

Jak widzicie na ostatnim zdjęciu masełko jest lekko żółte, bardzo zbite i kremowe. Podczas styczności z palcem roztapia się i staje się tłuste i białawe. Zapach średnio mi odpowiada. Trochę czuć je plastikiem i masłem shea, czyli taki lekko orzechowy zapach. Zaraz po posmarowaniu znika.
Używam je głównie na noc i z taką myślą je otworzyłam (mam otwartych kilka produktów do ust, jedne używam w ciągu dnia, a innymi smaruję usta na noc). Staram się wtedy używać kosmetyków bardziej treściwych, które ochronią usta podczas snu, często też nakładam wtedy grubszą warstwę żeby mieć pewność, że dotrwa do rana. TBS okazało się niewystarczające. Po pierwsze, zostawia na ustach białą warstwę. Trzeba dość dużo nałożyć kosmetyku na usta, żeby nawilżało je przez całą noc, przez co jest niewydajny - powoli dobija dna, a używam go tylko około miesiąca. Wydaje się, że jak nałożę sporą warstwę to rano jeszcze będzie na ustach, ale niestety nie ma po niej w ogóle śladu, usta są całkowicie suche, może nie wysuszone, ale bez śladu czegokolwiek na nich. 
Nie zauważyłam żadnej poprawy stanu ust, ani super nawilżenia, czy odżywienia.
Masełko The Body Shop nie spełnia swojego zadania. Nie dość, że nie ochrania ust jak należy, to na dodatek jego zapach jest brzydki, trochę plastikowy. Chyba czas wrócić do masełka z Nivea. Nie polecam.
Mieliście styczność z tym masełkiem?
Czytaj dalej

Body Club balsam do ust truskawkowy

Recenzja "jajeczka" miała się pojawić jeszcze za jakiś czas, ale zauważyłam, że trafiacie do mnie po wyszukiwaniu owego balsamu postanowiłam je trochę przyspieszyć. Myślę, że nie ma sensu recenzować każdej wersji osobno - różnią się tylko zapachem.
Ostatnio zapanowała moda na balsamy w formie jajeczek. Oczywiście pierwszy był EOS, potem inne firmy przyjęły ten pomysł. Takim sposobem trafiły do mnie jajeczka Body Club. Dostępne są w Rossmannie w czterech wersjach smakowych: truskawka, malina, banan i zielone jabłuszko (nowy smak). Za sprawą promocji w Rossmannie stałam się posiadaczką pierwszych trzech wersji.
Nie będę już wymieniać co zapewnia producent, bo wszystko znajduje się na zdjęciu poniżej.

Pomadka zamknięta jest w okrągłym, plastikowym opakowaniu mieszczącym 7 g balsamu. Dodatkowo zabezpieczona jest plastikiem zlepionym taśmą z kartonikiem. Samo opakowanie jest bardzo trwałe. Jajku niegroźny upadek, zupełnie nic mu się niestanie. Łatwo się odkręca, a zamyka do usłyszenia charakterystycznego "klik". Stojąna płaskich powierzchniach za sprawą wgłębienia na spodzie.
Skład, który ja jako laik oceniam bardzo dobrze. Na pewno spodoba się śmiertelnym wrogom parafiny, bo jej tu nie ma ;) Zrobiona jest na bazie wosku pszczelego, w składzie znajduje się również masło Shea, czy olejek Jojoba.

Konsystencja jest zbita, lecz łatwo się rozpuszcza przy zetknięciu z ustami. Zostawia na ustach bezbarwną warstwę. Nawet dość długo utrzymuje się na ich powierzchni. W smaku jest neutralna. Zapach jest bardzo naturalny, truskawka pachnie jak prawdziwe truskawki. Wszystkie wersje tak mają, zarówno truskawkowa, malinowa i bananowa, aż chce się ich używać :) Po dłuższym używaniu nie nudzi się, ani nie zmienia zapachu.
Balsam bardzo dobrze się spisuje zarówno w cieplejsze dni jak i teraz, zimą. Warstwa ochronna utrzymuje się długo. Znakomicie chroni i pielęgnuje usta, są bardzo dobrze nawilżone i odżywione. Poza tym są przyjemnie miękkie i gładkie - czego chcieć więcej :)
Balsamy Body Club kosztują 12,99 zł w Rossmannie. Za taką jakość i działanie można sobie pozwolić. Cieszę się, że mam jeszcze inne wersje, bo są naprawdę świetne. Bardzo polecam!
Czytaj dalej

Nivea masełko Vanilla & Macadamia

Od kiedy Nivea wprowadziła do swojego asortymentu masełka do ust stałam się ich wierną fanką. Zawsze muszę mieć jakieś w zapasie - jak widać na zdjęciach obecnie na swoją kolej czekają aż dwa.
Masełko zamknięte jest w metalowej, płaskiej puszce mieszczącej 16,7 g kosmetyku. Wcześniej zapakowane jest jeszcze papierowy kartonik. Puszeczka jest bardzo wytrzymała, a przy otwieraniu nie sprawia problemów, chociaż czasem trzeba użyć paznokci. Na opakowaniu widnieją orzechy makadamia i laski wanilii.

Produkt w kolorze jest biały, ale jak widać na zdjęciach innych wersji występują różne kolory. Konsystencja bardzo gęsta, kremowa. Niestety jak się za dużo weźmie zostawia na ustach widoczną warstwę.
Pierwsze na co zwraca się uwagę przy otwarciu to zapach. Uwielbiam wszystkie wersje masełek właśnie ze względu na prześliczny zapach: karmelowe pachnie ciasteczkami, malinowe - malinową mambą, jagodowe - jogurtem jagodowym, a wersja makadamia - białą czekoladą z Kinder niespodzianki :) Jest to identyczny zapach jak właśnie wspominany zapach czekoladek Kinder. Taki mleczny, jednocześnie czekoladowy, bardzo słodki.
W smaku jest słodki, nie ma chemicznych nut. Nie przeszkadza w jedzeniu, czy piciu.
Wiem, że wielu osobom przeszkadza w nim tylko to, że trzeba aplikować palcami. Mi natomiast to nie sprawia kłopotów. Kosmetyk gładko rozsmarowuje się na ustach, pozostawia na nich delikatną warstwę ochronną. Nie klei się, a białe ślady pozostają tylko, gdy za dużo nałożymy masełka na usta.
Usta po posmarowaniu są miękkie i gładkie, do nawilżenia nie mam zastrzeżeń. Masełkiem najczęściej smaruję usta na noc, kiedy potrzebuję dłuższego nawilżenia - musi działać przez całą noc. Smaruję wtedy podwójną warstwę i kiedy rano wstają na ustach nadal znajduje się balsam.

Masełka od Nivea bardzo lubię i na pewno jeszcze nie raz do nich wrócę. Wersję makadamia mam już drugie opakowanie i jeszcze mi się nie znudziła. Kosztują ok. 10 zł, a wystarczają na pół roku więc opłacają się bardzo. Jeżeli jeszcze nigdy nie mieliście owego masełka bardzo je polecam.
Czytaj dalej

Blistex Classic balsam do ust

Jak zapewne wiecie i już kilka razy o tym mówiłam jestem pomadkomaniaczką. Uwielbiam przeróżne balsamy, masełka i pomadki. W dzisiejszym poście chcę przedstawić balsam Blistex, który mam po raz pierwszy. Kiedyś miałam już dwa produkty do ust tej firmy - w słoiczku i tubce, oba były bardzo dobre, a czy i ten będzie należeć do moich ulubieńców zapraszam do dalszej części postu.
Od producenta: Balsam Blistex Classic zapewnia codzienną pielęgnację ust:
- skutecznie nawilża dzięki zawartości wyciągu z liści aloesu
- chroni usta w każdych warunkach pogodowych, szczególnie przed działaniem niskich temperatur, wiatru i słońca
- zabezpiecza usta przed przesuszeniem spowodowanym przebywaniem w klimatyzowanych pomieszczeniach
- pielęgnuje skórę ust, dzięki zawartości witaminy E i wyciągu z rumianku
- filtr SPF 10 chroni przed szkodliwym działaniem promieni UVB

Balsam zamknięty jest w wykręcanym sztyfcie. Jest bardzo wygodny w użyciu i nie zacina się. Konsystencja jest zbita, ale kremowa. Nie łamie się ani nie roztapia - chyba, że pomadkę trzymamy dłuższy czas w dłoni lub w ciepłym miejscu, np. przy kaloryferze, czy lampce. Zapach miętowy ze słodkimi nutami. Jest bardzo przyjemny, w ogóle pomadki Blistex wyróżniają się swoim zapachem i smakiem.

W pomadkach ochronnych bardzo ważny jest smak. Nosimy ją na ustach przez prawie cały dzień, więc kiedy pijemy, jemy, czy mimowolnie oblizujemy usta pomadka przedostaje się do wewnątrz ust. Z Carmexami mam problem, bo muszę przed jedzeniem ją wycierać chusteczką - smak ma gorzki i nie mogę z nią wtedy wytrzymać. W przypadku Blistexów smak jest tak słodki i wcale nie chemiczny, że ciężko jej nie zlizać :) Dlatego niestety nie jest trwała.
Pomadka po posmarowaniu pozostawia na ustach bezbarwną warstwę ochronną. Dzięki mentolowi powoduje lekkie mrowienie i chłodzenie ust, ale nie tak mocne jak Carmex. Delikatnie wygładza usta, powoduje, że są bardzo miękkie, a co najważniejsze dobrze nawilża. Jak już wcześniej wspominałam pomadkę szybko się zjada, więc długo na ustach nie zostaje. Jednak nawilżenie jest wystarczająco długotrwałe. Dobrze odżywia usta, dzięki czemu nawet kiedy nie mam na ustach pomadki nie są one wysuszone.

Balsam Blistex Classic jest bardzo dobry, chociaż troszkę lepsze okazały się inne produkty tej firmy, m.in. w słoiczku i tubce. Nie jest to jednak powód, że jej nie lubię i tak należy do grona lepszych jakie miałam i bardzo ją polecam. Kosztuje 10-11 zł.
Czytaj dalej

Badger pomadka wanilia z Madagaskaru

Recenzowałam już kilka pomadek firmy Badger, a dzisiaj przyszła kolej na kolejną z nich. Początkowo miałam siedem pomadek, ale dwie musiałam rozdać, bo nie zauważyłam, że mają bardzo krótki termin ważności (tak to jest w kosmetykach naturalnych). Tą też musiałam wcześniej otworzyć niż planowałam.
Od producenta: Wyprodukowane na bazie tłoczonego na zimno olejków z oliwki, rokitnika, wosku pszczelego, ekstraktu z dzikiej róży oraz wyciągu z aloesu.
Balsamy Badger koją, łagodzą i pielęgnują usta!
- Super-nawilżające naturalne i organiczne
-  bez sztucznych barwników oraz środków smakowo- zapachowych

Pomadka zamknięta jest w klasycznym sztyfcie. Szata graficzna - jeśli do mnie czasem zaglądacie to pewnie kojarzycie - jest taka sama jak w przypadku pozostałych pomadek, zmienia się tylko tło dla Pana Borsuka czarodzieja. Sama konsystencja również niczym się nie różni, czyli jest zbita, ale przyjemnie rozpływa się pod wpływem ciepła ust. Teraz jedyna zmienna rzecz w tych pomadkach, czyli zapach. Nie przepadam za wanilią, nie przeszkadza mi, ale jeśli mam wybór wolę wybrać inny zapach. Pomadka ma zapach laski wanilii, czyli bardzo naturalny zapach - co zawdzięcza olejkom eterycznym w składzie. Nie jest to zapach męczący, ulatnia się zaraz po posmarowaniu.
Co do samego działania, tak jak w przypadku poprzednich wersji nie mam zastrzeżeń. Ma same pozytywy: bardzo dobrze nawilża i to długotrwale, wygładza usta i je odżywia, stają się miękkie i delikatne. Jedynym jej minusem jest cena, pomadka kosztuje 17,90 zł tu opłaca się bardziej kupić zestaw czterech za 54 zł.

Pomadka Badger wanilia bardzo dobrze się spisuje. Świetnie nawilża i odżywia usta. Jest idealna w okresie jesiennym, kiedy nasze usta potrzebują szczególnej pielęgnacji i ochrony.
Czytaj dalej

Bomb Cosmetics balsam do ust malinowa pavlova

Zapewne słyszeliście o słynnych babeczkach do kąpieli firmy Bomb Cosmetics, których fikuśny kształt i zapach sprawia, że chce się je zjeść. Ja nigdy nie miałam takiej babeczki, ale za to już jakiś czas temu kupiłam ich balsam do ust o zapachu Malinowa Pavlova.

Kosmetyk zamknięty jest w plastikowym pudełeczku o pojemności 9 ml zamykanym na zakrętkę. Szata graficzna jest typowa dla produktów tej marki - fikuśne kolorowe esy floresy. Naklejka z boku nie jest trwała, ponieważ po niedługim używaniu zaczęła się ścierać. Pudełeczko jest bardzo porządne i na pewno po skończeniu balsamu powtórnie je wykorzystam. Po odkręceniu nakrętki ukazuje się nam balsam właściwy, który niemalże wylewa się z opakowania. Byłam pozytywnie zaskoczona, kiedy zobaczyłam, że jest go prawie pod wieczko (ma oszukane dno - bardzo grube, dlatego wydaje się go dużo). Konsystencja jest bardzo zbita, ale pod wpływem naporu palców daje się odrobinę uszczypnąć.
Przy kosmetykach do ust dość ważnym elementem jest zapach i smak. Nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że balsam pachnie malinowo ;) Jest to zapach malinowy w dobrym znaczeniu (często w kosmetykach zapach malinowy jest bardzo chemiczny), jednak po nałożeniu na usta zaczyna przebijać wazelina, taka zwykła wazelina. Zapach malin jest na tyle silny, że nie zmniejsza to jej uroku. W smaku jest neutralna, nie przeszkadza przy jedzeniu, czy piciu.
Balsam bardzo dobrze się rozsmarowuje na ustach. Pozostawia na nich bezbarwną warstwę ochronną, która nie skleja ust. Utrzymuje się dosyć długo około trzech godzin, co jest bardzo dobrym wynikiem. Nadaje się pod pomadkę kolorową - nie zmienia jej konsystencji, ani trwałości. Pomimo wazelinowego zapachu z tanią wazeliną nie ma więcej wspólnego. Zauważyłam, że po dłuższym stosowaniu usta są bardzo gładkie, miękkie, nawilżone i dobrze odżywione. Szczególnie podoba mi się w niej to, że przyjemnie wygładza usta i nawet kiedy nie są posmarowane, są nawilżone.
Balsam do ust Bomb Cosmetics  kosztuje 15 zł, za 9 ml co nie jest dużą kwotą. Nawilża bardzo dobrze i powoduje, że usta są gładkie. Bardzo polecam.
Czytaj dalej

Pomadki - Maybelline, ChapStick i Badger

Bardzo dawno już nie publikowałam recenzji pomadek, a sporo mi się ich nazbierało. Dzisiaj przedstawiam aż trzy pomadki, różnią się ceną i działaniem, mam nadzieję, że wśród nich znajdziecie coś dla siebie.

Maybelline baby lips cherry
Kolejna pomadka od Maybelline, nie tak dawno pisałam o wersji jagodowej - tu. Opakowane to klasyczny sztyft, wizualnie bardzo mi się podoba, jest minimalistyczny i bardzo prosty. Sztyft zrobiony jest z dość grubej jakości plastiku, przez co szybko się nie wyrabia zakrętka. Sama pomadka jest dość twarda, ale podczas smarowania ust ładnie się topi i gładko się rozprowadza. Zapach oczywiście wiśniowy - taki kosmetyczny wiśniowy. 
Działanie pomadki jest dość dobre, chociaż nie długotrwałe. Na noc niestety się nie nadaje, ponieważ dość szybko znika z ust. W dzień wytrzymuje około 2 godzin, co uważam za dość średni wynik. Nie przyczyniła się do poprawy kondycji moich ust. Kiedy pod wpływem ciepła pomadka w opakowaniu mięknie może nabierać się jej dość sporo i wtedy pozostawia na ustach białą warstwę. Plusem jest w miarę niewielka cena - 5,50 zł, ale dostępna jest tylko w drogeriach internetowych. Pomadka się zbytnio nie popisała tak jak poprzednia wersja jagodowa. Nie jest zła, ale miałam już o wiele lepsze pomadki.

ChapStick Shrek apple
Nietypowa pomadka bo ze Shrekiem, która tak jak i ogr jest zielona. Sztyft jak każdy inny sztyft, łatwy w obsłudze i bardzo prosty. Pomadka jest zielona, jak już wspominałam, ale na ustach pozostaje bezbarwna. Konsystencja jest kremowa, trochę twarda, ale mięknie podczas aplikacji. Zapach pomadki jest jabłkowy, takie zielone jabłuszko, jak np. smak jabłkowych dropsów.
Shrek spisuje się bardzo dobrze, fajnie nawilża usta i to na dość długo. Po posmarowaniu są miękkie i gładkie. Największym plusem jest jej cena - 1,99 zł w drogerii internetowej eZebra (niestety nie jest już dostępna). Kupiłam ją od tak, bo za tą cenę żal było nie brać i to była bardzo dobra decyzja.

Badger Highland Mint
Ostatnią pomadką jest Badger górska mięta. Klasyczny sztyft ze znanym już borsukiem, wersję mandarynkową przedstawiałam tu. Pomadka jest żółta, tak jak wosk pszczeli, konsystencję ma na pierwszy rzut oka twardą i zbitą, ale podczas smarowania ust ładnie się roztapia. Zapach miętowy, ale nie taki chemiczny, czy sztuczny tylko naturalny, ponieważ do zapachu pomadek producent używa olejków eterycznych - mam taki olejek i pachnie identycznie.
Usta są znakomicie nawilżone przez bardzo długi czas. Nie miałam do tej pory pomadki o tak długim działaniu. Bardzo dobrze odżywia i pielęgnuje, usta po posmarowaniu są miękkie i przyjemnie gładkie. Daje efekt chłodzenia i odświeżenia, kiedy rozmawiam i wdycham ten miętowy aromat z pomadki czuję w ustach takie odświeżenie jakbym jadła tic taci ;) Pomadka zrobiona jest z samych naturalnych składników i nie należy do najtańszych, ponieważ kosztuje 17,90 zł, ale jest naprawdę warta swojej ceny.

Najlepiej oceniam pomadkę Badger, lecz pozostałe też są warte uwagi, szczególnie ChapStick, który cenowo wypada bardzo tanio, a jest naprawdę dobry.
Czytaj dalej

Nivea Pure & Natural pomadka olive & lemon

Jak zapewne wiele razy wspominałam, jestem wielką fanką i maniaczką pomadek. Wy również najczęściej wyszukujecie u mnie recenzji pomadek, a post o moich zapasach nadal bije rekordy popularności.
Dziś chcę przedstawić jedną z moich ulubionych pomadek do której często wracam, czyli Nivea z serii pure & natural oliwki i cytryna.

Od producenta: Zapewnia długotrwałą ochronę dla suchych ust.
Innowacyjna formuła pomadki Nivea Pure & Natural z HYDRA IQ, oliwy z oliwek i ekstraktem z cytryny chroni usta przed wysychaniem. Twoje usta stają się miękkie i wyglądają zdrowo. Zapewnia długotrwałe nawilżenie i ochronę suchych ust.
W 100% wolna od konserwantów. Zawiera certyfikowane masło shea i naturalne składniki.

Pomadka zamknięta jest w klasycznym sztyfcie, w tym przypadku opakowanie jest półmatowe, które ułatwia otwieranie. Zrobione jest w grubego plastiku - co jest wielką zaletą pomadek Nivea - który nie pęka, ani się nie wyrabia przy dłuższym użytkowaniu, albo jeżeli ktoś tak jak ja lubi sobie nią "popstrykać" ;) - otwierać i zamykać. Sam sztyft pomadki jest dość twardy, nie powinien się roztopić pod wpływem ciepła, ale też nie jest twardy jak kamień. Konsystencja jest idealna, gładko rozprowadza się na ustach, nie zostawia na nich za dużo kosmetyku, ani nie trzeba wiele razy po nich jeździć pomadką. Zapach nie jest chemiczny, ale też nie jest zbytnio naturalny, mi bardzo odpowiada, oczywiście pachnie oliwkami i cytryną z przewagą cytryny. Po posmarowaniu można spokojnie jeść, czy pić ponieważ nie wpływa na smaku. Zapach utrzymuje się dość długo na ustach.

Jak już wspominałam, pomadka Nivea gładko rozprowadza się na ustach, pozostawiając na nich niewielką warstwę. Pomimo, że sztyft jest zielony nie barwi ust, jedynie delikatnie je nabłyszcza. Usta są miękkie, dobrze nawilżone i odżywione, nadaje się do pielęgnacji ust na noc - smaruję tylko troszkę więcej niż w dzień, a rano nadal czuję, że są posmarowane.

Pomadka Nivea olive & lemon należy do moich ulubieńców, w ogóle bardzo lubię pomadki Nivea i często do nich wracam.

Pojemność: 4,8 g
Cena: ok. 8,80 zł


Czytaj dalej

Badger Balm balsam do ust mandarynkowa bryza

Kiedy w grudniu pokazałam swoje zakupowe nowości dużym zainteresowaniem cieszyły się owe pomadki. W sumie nie dziwię się, ja sama spotkałam się tylko z kilkoma recenzjami, kiedy przed zakupem chciałam się o nich czegokolwiek dowiedzieć. Jako pierwsza do użycia poszła pomadka o zapachu "mandarynkowa bryza".

Opis produktu ze strony sklepu DamaBio: Super nawilżający, organiczny balsam do ust. Koi, nawilża, pielęgnuje i ochrania usta.
Wyprodukowany na bazie tłoczonego na zimno oleju z oliwek, wosku pszczelego zawiera również organiczny aloes, rokitnik oraz ekstrakt z dzikiej róży. Posiada lekka konsystencję i jest wzbogacony zapachami pochodzącymi z olejków eterycznych.
Nie zawiera żadnych sztucznych barwników oraz środków smakowo-słodzących. (źródło) - jeśli ktoś jest zainteresowany składem pomadki odsyłam do tej strony.
Pomadka zamknięta jest w klasycznym sztyfcie. przez którego środek przechodzi patyczek. Sztyft zabezpieczony był dodatkowo cieniutka naklejką przy nakrywce, która trzeba było zerwać, aby można było otworzyć pomadkę. Jest to bardzo dobre zabezpieczenie, mamy pewność, że nikt przed nami jej nie otwierał. Nie ma problemu z otwieraniem, nakrywka dość dobrze ustępuje i nie wyrabia się po dłuższym stosowaniu. Wszystkie pomadki tej firmy mają identyczną szatę graficzną, różnią się jedynie kolorami tła, ale wciąż dominuje borsuk z czarodziejską różdżką. Dzięki temu wydaje się, że pomadka ma magiczne właściwości i zdziała z naszymi ustami cuda, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pewnie spytacie co ma borsuk do pomadek, otóż borsuk pojawia się na wszystkich produktach wytwarzanych przez tą firmę, ponieważ tak ona się nazywa - Badger, to po angielsku borsuk.
Konsystencja pomadki jest zbita i dość twarda, ale bardzo dobrze się rozprowadza na ustach. Jest bardzo zbliżona do np. pomadki rumiankowej Alterra. Pomadka jest lekko żółta, ale na ustach tworzy bezbarwną warstwę. Zapach, kiedy ją otworzyłam pierwszy raz wyczuwałam delikatny, cytrusowy zapach, może to nie był do końca zapach mandarynki, ponieważ jakoś mi jej nie przypominał. Byłam przyzwyczajona do trochę sztucznych zapachów, ale teraz kiedy nawąchałam się olejków eterycznych, które kupiłam z myślą o produkcji mydeł, okazało się że jest to jednak mandarynka ;) Pomadka pachnie identycznie jak mój mandarynkowy olejek, ponieważ do stworzenia zapachu producent używa właśnie olejków eterycznych. Na ustach zapach nie jest wyczuwalny.
Pomadka bardzo dobrze rozprowadza się na ustach tworząc na nich delikatną warstwę, która utrzymuje się naprawdę długo. Zazwyczaj po godzinie, ewentualnie dwóch muszę znów smarować usta, a tu byłam naprawdę zaskoczona, bo utrzymywała się przez cztery godziny, a nawet i dłużej. Pomadka jest neutralna w smaku, nie ma problemu z jedzeniem czy piciem przy posmarowanych ustach, nawet warstwa ochronna zbytnio się wtedy nie ściera.
Już po pierwszym użyciu zauważyłam, że moje usta są dobrze nawilżone, a po dłuższym stosowaniu widać że są bardzo dobrze odżywione, nawet kiedy nie mam ich posmarowanych nie czuję zbytnio wysuszenia, a o suchych skórkach już zapomniałam. Poza tym są niesamowicie gładkie i miękkie.

Pomadkę bardzo polecam, jest to świetny produkt, który doskonale pielęgnuje usta i utrzymuje je w doskonałym stanie. Niestety cena jest dość wysoka, ja swoje kupiłam w zestawie, który był aktualnie w promocji i jeszcze do tego miałam rabat, czyli każda pomadka wyszła coś ok. 13 zł.

Pojemność: 4,2 g
Cena: 17,90 zł


Czytaj dalej

Maybelline Baby Lips berry pomadka

Odkąd Baby Lipsy weszły na nasz rynek zrobiły wiele zamieszania. Jedni je uwielbiają i kolekcjonują jak znaczki, a inni mówią że są byle jakie, przereklamowane i niewiedzą o co tyle szumu. Postanowiłam je sama wypróbować na swoich ustach, ale nie jedną z wersji dostępnych w drogerii, tylko wersję w sztyfcie z drogerii internetowej e-zebra. Właśnie widzę że ich już tam nie ma, ale są też inne wersje, również niedostępne w sklepach stacjonarnych.
Opakowanie to niebiesko-różowy sztyft, utrzymany w bardzo kontrastujących ze sobą kolorach, czyli tak jak inne pomadki tej firmy. Samo opakowanie jest trwałe, zrobione z dobrej jakości plastiku i nie wyrabia się po dłuższym stosowaniu. W środku opakowania jest taki świderek, czyli plastikowy patyk, taki jaki mamy w klejach w sztyfcie. Przez ten świderek po częściowym zużyciu w pomadce robi się dziureczka. Jak się kończy pomadka, zawsze wydobywam jeszcze jej pozostałości palcem (nie lubię marnotrawstwa), ale w pomadce w wersji z patyczkiem jest utrudnienie. Zagłębienie jest tak małe, że nijak niemożna wcisnąć tam palca.
Konsystencja jest zbita, ale kremowa i trochę rozłażąca się, pod wpływem ciepła czy ust zaczyna się memłać i nie wygląda już tak estetycznie w opakowaniu, a też utrudnia w pewnym stopniu aplikację. Sztyft jest lekko różowy ale na ustach nie daje koloru. Zapach ma średni, jagodowy, ale ani naturalny, ani bardzo chemiczny. Nie jest on naturalny, ale ani tak chemiczny żeby od niego odrzucało. Jest nawet przyjemny.
Zaraz się wyda czy jestem zwolenniczką Baby Lipsów, czy ich przeciwniczką ;) Co do działania, pomadka średnio nawilża usta, efekt nawilżenia jest krótkotrwały i po 1-2 godz. trzeba znów smarować usta. Pomadka na szczęście nie powoduje powstawania suchych skórek, usta są minimalnie gładsze i wyglądają zdrowo. Pomadka jest też średnio wydajna, starczyła mi na trzy tygodnie codziennego użytkowania. Szczerze, nie należę ani do zwolenników, ani przeciwników owych smarowideł. Jest to taki średniak wśród pomadek, w swoich zapasach mam jeszcze wersję wiśniową i jedną z nowej serii drogeryjnej.
Nie zniechęcam do kupowania, ponieważ jak mówię jest to średnia pomadka i na mało wymagające usta może okazać się wystarczająca.

Pojemność: 4,5 g
Cena: ok. 5,50 zł


Czytaj dalej

Balea balsam do ust pomarańcza

Robiąc zakupy w sklepie internetowym Drogeria Cytrynowa prawie rok temu, trafiłam na balsam do ust w puszeczce z Balei. Oczywiście musiał wpaść do wirtualnego koszyka i odleżeć swoje w pudełku. I tak wreszcie musiałam go otworzyć, ponieważ termin ważności nie ubłagalnie dobiegał końca.

Od producenta: Pomarańczowy klasyczny balsam do warg - miękkie usta na zawołanie!
Balsam zamknięty jest w niewielkiej, uroczej metalowej, puszeczce, którą wszędzie można zabrać. Opakowanie dość łatwo się otwiera i wyjmuje kosmetyk. Wiem, że dużo osób nielubi takiej formy mazidła do ust ze względów higienicznych, ale mi to nie przeszkadza. Konsystencja balsamu jest niezbyt zbita i żelowa, bardzo podobna do konsystencji wazeliny. Zapach ma pomarańczowy, trochę chemiczny, przypominający Lip Smacera Fanta, który po pewnym czasie stał się okropnie gorzki i ledwo go wykończyłam, ale w tym przypadku tak nie było. Do końca mi nie przeszkadzał, pomimo trochę gorzkiego smaku.
Pomimo wazelinowej konsystencji niewiele ma z nią wspólnego. Bardzo dobrze rozprowadza się na ustach, wystarczy niewielka warstwa, żeby były nawilżone. Balsam zostawia lekka warstwę ochronną, nie skleja ust i nawet jej na nich nie czuć. Usta są zadbane, gładkie i miękkie. Nawilżenie jest wystarczające, niestety była to edycja limitowana i nie jest już dostępna.
Jest to bardzo dobry balsam, bardzo dobrze nawilża i chroni usta przed wysuszeniem, szkoda tylko, że zapach i smak nie jest lepszy.

Pojemność: 10 g
Cena: 10,20 zł


Czytaj dalej

Floslek pomadka ochronna z wit. E

Pomadkę kupiłam w Rossmannie w cenie na do widzenia za 2,50, cena naprawdę bardzo dobra, jak na pierwszą pomadkę tej firmy - kiedyś miałam tylko ich wazelinę.

Od producenta: Zastosowanie: błyskawiczna regeneracja popękanej skóry ust. Doskonała ochrona przed wysuszeniem naskórka.
Działanie: redukcja skłonności do wysuszania oraz błyskawicznie regeneruje popękaną skórę - szczególnie w kącikach ust. Witamina E, jako aktywny antyutleniacz, chroni przed działaniem wolnych rodników. Naturalne woski pozostawiając na ustach film ochronny natłuszczają skórę i chronią przed nadmiernym wysuszaniem naskórka.
Efekt: intensywnie natłuszczona, gładka i miękka skóra ust. Usta wyglądają świeżo, naturalnie i zyskują zdrowy wygląd.
Pomadka zamknięta jest w tradycyjnym już sztyfcie, zrobionym z dość cienkiego plastiku, który szybko się wyrabia i może samoistnie się otwierać. Sam sztyft pomadki jest lekko ścięty, dość zbity i trochę tępy - trzeba kilka razy przejechać nim po ustach żeby całe posmarować. Opakowanie jest duże, a sztyft dość cienki, dlatego szybko zaczął się wyginać oraz odkruszać, a potem całkiem się złamał. Zapach ma delikatny i bardzo przyjemny.
Pomadka dość dobrze nawilża usta i je odżywia, nie jest może idealna, taki z niej średniak. Warstwa ochronna pozostaje przez kilka godzin, nie przeszkadza ona przy jedzeniu i piciu, ma neutralny smak.
Gdyby nie jej słabej jakości opakowanie i łamliwy sztyft byłaby to fajna pomadka, pomimo średniej jakości nawilżenia.

Pojemność: 4,2 g 
Cena: ok. 6 zł


Czytaj dalej

Bebe pomadka klasyczna

Dzisiaj przedstawiam kolejny post pomadkowy. Chyba spokojnie mogę powiedzieć że nie ma takiej osoby, która nie słyszałaby o pomadkach Bebe. Pomadki te są równie łatwo dostępne co Nivea i mają tyle samo zwolenników. Już kilka razy miałam okazję jej używać, zarówno tej wersji jak i kilka innych.
Opakowanie pomadki to tradycyjny sztyft, bardzo wygodny w użytkowaniu, który ma to do siebie, że można ją zabrać wszędzie. Zmieści się w torebce, czy kieszeni i nie zajmuje wiele miejsca. Pomadka jest dość twarda, lecz przy aplikacji potrafi się trochę nadłamać. Zapach ma delikatnie waniliowy.
Sztyft dobrze się rozsmarowuje na ustach, nie pozostawia białych śladów. Usta są nawilżone przez dłuższy czas, czy odżywione to niekoniecznie. Nie jest to pomadka od której można wiele wymagać. Nadaje się dla każdego, kto nie potrzebuje dość mocnego nawilżenia czy odżywienia.


Pojemność: 4,9 g
Cena: ok. 8 zł


Czytaj dalej

Alterra pomadka ochronna z rumiankiem

 
Pewnie wiele osób słyszało o świetnych właściwościach pomadki rumiankowej Alterra na rzęsy i brwi, ale mało kto mówi o tym, że na usta też się nadaje i to naprawdę bardzo dobrze.

Od producenta: Alterra pomadka ochronna do ust z rumiankiem BIO dla gładkich i delikatnych ust. Pomadka ochronna do ust Alterra dba o Twoje usta dzięki zawartości uspakajającego ekstraktu z rumianku bio, nawilża je i starannie pielęgnuje. Produkt godny zaufania. Nie zawiera syntetycznych barwników, aromatów i substancji konserwujących. Nie zawiera również silikonów, parafiny i innych produktów na bazie olejów mineralnych. Tolerancja skóry potwierdzona dermatologicznie. (źródło)
Opakowanie zabezpieczone jest kartonikiem, który ja zdjęłam już dawno. Pomadka jest zrobiona z bardzo grubego plastiku, który po wielu otwieraniach i zamykaniach nie łamie się i nie otwiera samoistnie. Opakowanie jest matowe, białe o minimalnej szacie graficznej. Bardzo dobrze się wykręca i nie zacina. Sztyft jest miodowożółty. Konsystencja niby jest twarda i zbita, ale kiedy zaczynam smarować usta roztapia się przy kontakcie z nimi i nie stawia oporu przy aplikacji. Zapach ma ładny, rumiankowo-miodowy, który po kilku minutach ulatnia się.
Pomadka bardzo dobrze się rozsmarowuje na ustach, zostawia delikatną warstwę ochronną, która nie wchłania się zbyt szybko i pozostaje przez 2-3 godziny. Usta są bardzo dobrze nawilżone, gładkie i świetnie odżywione. Nawet kiedy nie mam pomadki na ustach, nie czuję ich zbytniego przesuszenia. Jest to naprawdę świetna pomadka i na pewno jeszcze do niej wrócę. Mam też ochotę na wersję z granatem, która mam nadzieję, że jest tak samo dobra jak rumiankowa.
Alterra rumiankowa jest pomadką godną polecenia, nie jest droga, a jej właściwości są naprawdę świetne.

Pojemność: 4,8 g
Cena: 4,99 zł - Rossmann (obecnie jest w promocji - 3,99 zł)



Czytaj dalej