Yankee Candle Season of Peace

Śnieg za oknem już zginął i zastąpiło go błoto. Chcąc poczuć jeszcze trochę śniegu wystarczy odpalić zimowy wosk jakim jest Season of Peace z Yankee Candle. Razem z bałwankiem zapraszam na recenzję :)
Opis ze strony sklepu: Zimowy spokojny zapach z nowej kolekcji Yankee Candle. Połączenie nut bergamotki, mięty pieprzowej, ylang ylang, patchuli zwieńczone ziarnami wanilii, drzewem cedrowym i piżmem.

Obrazek jest bardzo zimowy. Dominuje w nim biel śniegu. Jest tu jakieś drzewko, ogrodzenie i masa śniegu. Wyczuwalny jest w nim tytułowy taki spokój, jakby wszystko wokoło nagle się zatrzymało. Nie słychać nic, nawet wiatr przestał hulać.
Na sucho wosk pachnie trochę jak płyn do płukania, ale po odpaleniu całkowicie się zmienia. Tak jak większość białych wosków jest troszeczkę pudrowy, ale nie dominuje w nim tak jak np. w Angel's Wings. Ma w sobie jeszcze troszeczkę cięższe nuty, szczególnie zauważalne są drzewo cedrowe, bergamotka i piżmo, ale nie robi to z niego mocnego zapachu. Jest on optymalnie delikatny, nie jest w ogóle intensywny. Jest on tak stworzony, że można rzeczywiście poczuć ten tytułowy spokój. Naprawdę bardzo dobrze się przy nim wypoczywa. Jest w nim coś co pozwala się relaksować i zapomnieć o wszystkim co się dzieje dookoła.
Season of Peace jest ładnym zapachem, bardzo zimowym i przyjemnym. Należy do takiej grupy zapachów, które podobają się większości. Pomaga się zrelaksować.
Czytaj dalej

KTC woda różana

Od dawna miałam ochotę spróbować czegoś nowego do oczyszczania twarzy. Na wodę różaną zdecydowałam się ze względu na dobre opinie i niską cenę - za swoją butelkę zapłaciłam 6 zł w drogerii internetowej.
Od producenta: Woda różana jest produktem ubocznym w produkcji olejku różanego. Posiada wiele zastosowań m.in. w produkcji kosmetyków, stosowana jako tonik, regeneruje skórę wrażliwą, przesuszoną, ze skłonnością do pękających naczynek.
Woda zamknięta jest w szklanej butelce zamykanej plastikową zakrętką - taka jak butelka z octem - mieszczącą 190 ml. Byłam mile zaskoczona kiedy zobaczyłam, że nalana jest prawie pod samą zakrętkę. Otwór jest dość spory, ale nie sprawia problemów kiedy wylewam wodę na płatek. Na butelce znajduje się etykietka, na której napisane są najważniejsze rzeczy. Oczywiście nie jest ona po polsku, ale dystrybutor postarał się i zaopatrzył ją w dodatkowe polskie tłumaczenie.

Konsystencja to oczywiście woda. Mogą w niej pływać różne farfocle, o czym producent wspominał, że jest to normalne. Jak widać na zdjęciach mi się właśnie trafił taki egzemplarz z "dodatkami". Zapach taki prawdziwy, różany bardzo mi się podoba.
Wodę używam jako tonik do przemywania skóry twarzy. Przytykam płatek do butelki i przechylam - nie wylewa się nigdzie tam gdzie nie powinno. Skóra po przetarciu jest napięta i trochę ściągnięta. Bardzo miękka i gładka oraz dobrze oczyszczona. Sam zapach wpływa relaksacyjnie. Niestety nie jest wydajna. Jak się można spodziewać - leje się jak woda. Starcza na dwa miesiące codziennego używania po dwa razy dziennie, natomiast inne toniki starczają mi zazwyczaj na 3-4 miesiące.
Do wody różanej KTC mogę się jedynie przyczepić, że trochę ściąga skórę, ale po posmarowaniu kremem jest już w porządku oraz do słabej wydajności. Jednak jej działanie, cena i świadomość, że jest zrobiona z naturalnych składników gwarantują, że do niej na pewno jeszcze wrócę.
Czytaj dalej

Kącik czytelniczy - Diana Gabaldon "Obca"

Bardzo długo odkładałam publikowanie tej recenzji. Po prostu ciężko mi było ubrać w słowa swoje myśli i odczucia do niej oraz jakby tu ją Wam przekazać, żeby nie wyszło z niej tanie romansidło - a zaznaczam takie nie jest. 

Moja fascynacja "Obcą" i całą serią zaczęła się oczywiście przez serial "Outlander". Najpierw go obejrzałam, a dopiero potem zdecydowałam się na książkę. Książka również dzięki serialowi znalazła swoich fanów, chociaż jest z 1991 roku! Już wcześniej jej szukałam ale dopiero w tamtym roku zostało wznowione wydanie wszystkich części.
Opis ze strony lubimyczytać: Miłość silniejsza niż czas.
Akcja tej sugestywnej powieści, pełnej zwrotów i zaskakujących zdarzeń, rozpoczyna się w roku 1945. Claire Randall, jeszcze niedawno wojenna pielęgniarka, spędza wakacje w Szkocji. Dotknąwszy starego kamienia, nieoczekiwanie... przenosi się w przeszłość. Trafia w niespokojne czasy, znaczone wojną domową, przesądami i szaleństwem czarów. Nie ma pojęcia, jak odnaleźć się w roku 1743. I nie wie, że w nowym i niezrozumiałym świecie czeka miłość jej życia: Jamie, z którym los połączy ją na dobre i na złe.
Portret wspaniałej, silnej kobiety, niezapomniana love story i kapitalnie odmalowana rzeczywistość zachwyci miłośników przygód, romansów i powieści historycznych. Nic dziwnego, że książki Diany Gabaldon przetłumaczono na 19 języków i wydano w 23 krajach!!

Jest rok 1945, Claire Randall z mężem Frankiem spędzają wakacje w Inverness w Szkocji. Frank całymi dniami śledzi historię swojego przodka kapitana Jacka Randalla, który w XVIII wieku stacjonował w tych okolicach. Claire natomiast, no cóż po prostu się nudzi. Zwiedza okolicę, kolekcjonuje zioła - pasjonuje się zielarstwem - i stara się nie wpadać w kłopoty. Oczywiście jedynie się stara, bo najpierw na jej drodze staje kamienny krąg Craigh na Dun. Przechodząc przez rozgałęzienie w kamieniu nagle znajduje się w 1743 roku. Nie wie co się dzieje, wszystko wydaje się znajome, ale inne, a na dodatek trafia w sam środek bitwy. Pierwszą osobą na którą trafia jest Jack Randall, łudząco podobny do jej męża, ale tylko zewnętrznie. Zostaje uratowana, ale tym razem siłą jest przetrzymywana u Szkotów. Jest ceniona za swoje umiejętności medyczne i zielarskie. To dopiero początek jej kłopotów. Jest wplątywana w bitwy oraz wielokrotnie porywana. O dalszych jej przygodach sami możecie przeczytać :)

Wiem, że wiele osób przeraża jej objętość - 709 stron, ale na pocieszenie powiem, że jest ona najcieńsza z całej serii ;D (a jak ładnie wszystkie tomy wyglądają na półce). Wcale nie odczułam, że jest ona taka gruba. Czyta się ją gładko, nie ma zbędnych opisów, przy których zazwyczaj się nudzę, cały czas coś się dzieje. Cała książka jest opowiedziana z perspektywy Claire. 

Skoro powstał serial na jej podstawie to trzeba do niego nawiązać. Bałam się, że książka bardzo będzie się różniła od serialu, jak to zazwyczaj bywa. Byłam mile zaskoczona, bo różni się minimalnie. Powiecie teraz po co czytać książkę jak już widzieliście serial, albo lepiej obejrzeć niż czytać taką cegłę. W książce wszystkie wątki są bardziej rozwinięte, szczegółowiej opisane, a niektóre wydarzenia w serialu w ogóle były pominięte. Jeżeli oglądaliście "Outlander" to wiecie, że jest tam więcej golizny niż w "Greyu", w książce tego nie ma. Ja już się nie mogę doczekać drugiego sezonu. Jeszcze nie wiem czy wcześniej przeczytam drugi tom, czy obejrzę serial, czy może będę czytać i oglądać równocześnie (nie, nie będę czytać książki w trakcie oglądania ;) ).
 
W skali lubimyczytać: 10/10

 "Obcą" polecam wszystkim fanom serialu, a także osobom, które lubią literaturę historyczna z elementami romansu i fantastyki. Nie zniechęcajcie się objętością.

PS. Nie recenzuję na blogu wszystkich książek, które przeczytałam, dlatego jeśli chcecie przeczytać inne recenzje książek lub zobaczyć co czytam zapraszam na mój profil na lubimyczytać.
Czytaj dalej

Bielenda Ameryka SPA nawilżające mleczko do ciała jagoda acai & awokado

Dziś przychodzę z ciepłym, wakacyjnym postem, czyli mleczkiem do ciała Ameryka SPA z Bielendy. Kuszący zapach owoców sprawi, że poczujecie się jak na letnich wakacjach.
Od producenta: Wyrusz w podróż marzeń. Odkryj niezwykły świat egzotycznych zapachów i roślin. Zanurz się w świecie rytualnej pielęgnacji ciała.
Nawilżające mleczko do ciała wykorzystuje niezwykłe właściwości roślin rytualnych Ameryki - aktywnie regeneruje, nawilża i ujędrnia skórę. Ciało odzyskuje niezwykłą miękkość, gładkość i elastyczność. Świeży, energetyzujący aromat mleczka poprawia samopoczucie, pobudza i dodaje energii.
O piękno Twojej skóry zadbają jagoda acai oraz awokado - intensywnie wzmacniające skórę, wspierające ją w walce z procesami starzenia, oczyszczające organizm. Dzięki bogactwu witamin i minerałów te amazońskie owoce poprawiają jędrność i sprężystość ciała, a Tobie przywrócą witalność
Mleczko zamknięte jest w plastikowej butelce z pompką, mieszczącej 250 ml. Jest ona wygodna w użyciu dopóki nie zostanie na dnie ok. 3 cm kosmetyku. Trzeba wtedy inaczej sobie z tym poradzić.
Sam krem jest lekko zielonkawy. Konsystencja balsamowa, czyli dosyć lejąca. Zapach określiłabym jako bardzo owocowy. Dominują jagody acai. Jest on bardzo przyjemny i zostaje długo na skórze.

Mleczko bardzo dobrze rozprowadza się na skórze. Pomimo że jest lejący, nie sprawia trudności przy aplikacji (nie leje się na wszystkie strony). Dość szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze białych śladów, jedynie trochę wilgotną warstwę. Dobrze nawilża, sprawia, że skóra jest miękka i wygładzona. Nawilżenie utrzymuje się przez cały dzień.

Bielenda Ameryka SPA jest to bardzo dobre mleczko. Dobrze nawilża skórę przez cały dzień, powoduje, że jest przyjemnie miękka i dość szybko się wchłania. Dodatkowo ma bardzo przyjemny zapach, który pomaga się zrelaksować.
Czytaj dalej

Kringle Candle White Woods

Jestem dalej w temacie zimowych zapachów. Cóż, śnieg za oknem, to chyba nie będę opisywać letnich zapachów, prawda? Tym razem przyszła kolej na Kringle Candle White Woods. Nie jest to taki typowy zapach, który można by określić w kilku słowach, jest on bardziej złożony i na pewno bardzo zimowy.
Opis zapachu ze strony sklepu: Zapach ten przynosi na myśl skojarzenia z zimowym spacerem przez las. Nuty drzewne w połączeniu z delikatnymi zapachami korzennych przypraw oraz wyraźnymi miętowymi akcentami sprawiają, że Biały las jest ciekawą propozycją na długie, chłodne wieczory.

Jak widzicie posiadam podgrzewacz, czyli taką małą świeczkę. Jest to dobra opcja dla osób, które nie posiadają kominka lub lubią palić świeczki. Taki podgrzewacz pali się 12 godzin. Od razu powiem, że jeszcze nie zużyłam żadnego wosku KC do końca, ale podgrzewacze owszem. Szybciej się spalają, ponieważ w woskach samemu decyduje się jak długo pali się i ile włożymy do kominka. Można wypalić cały podgrzewacz na malutki kawałeczek wosku. A z podgrzewaczem KC już tak nie jest - topi się jak normalna świeczka.

To co lubię najbardziej, czyli naklejki (oprócz samego zapachu, oczywiście). Na obrazku przedstawiony jest tytułowy "biały las", czyli las brzozowy przykryty śniegiem, już bardziej biały nie mógł być ;) Naklejka bardzo mi się podoba, ma w sobie coś magicznego, aż chce się tam znaleźć. 

Jak już pisałam zapach jest bardzo złożony. Wyczuwam w nim leśne aromaty. Mimo, że na naklejce są brzozy czuć w nim aromatyczne sosny i świerki. Oprócz tego, wyczuwalne są w nim trochę cięższe przyprawy. Całość jest jakby zatopiona w miętowej powłoce, która ochładza cały zapach. Według mojego odczucia nie jest to zapach męski, jakby się to mogło wydawać. Ja bym zaliczyła go do grupy zapachów leśnych, iglastych.

Zapach trochę się zmienia po rozpaleniu. Paliłam go jako podgrzewacz i również kroiłam trochę do kominka. W kominku jest zdecydowanie mocniejszy. Nie chodzi tu tylko o jego wyczuwalność, ale jest też bardziej wyrazisty. Dlatego dla osób, które nie wiedzą czy podobają im się takie leśne i mroźne zapachy polecam kupić podgrzewacz.

Nie miałam do tej pory do czynienia ze zbyt wieloma leśnymi zapachami, ale spośród nich ten stał się moim ulubionym. Polecam go szczególnie teraz, można poczuć się jak na spacerze w ośnieżonym lesie :)
Czytaj dalej

Lirene Stop suchości krem do stóp

Staram się regularnie stosować krem do stóp, ale wychodzi jak wychodzi. Czasem zapomnę, a czasem po prostu mi się nie chce. Dzisiaj chcę przedstawić Wam krem do stóp od Lirene, który ostatnio używam.
Od producenta: Krem przeznaczony jest dla osób, które mają suchą skórę pięt. Pielęgnująca formuła kremu z 10% zawartością mocznika (UREA) wygładza, zmiękcza i regeneruje skórę stóp. zawartość gliceryny, dzięki jej doskonałym właściwościom higroskopijnym, zapobiega wysychaniu. Rezultaty: intensywne nawilżenie, gładkość i miękkość skóry stóp.

Krem zamknięty jest w dość giętkiej tubce. Dobrze się z niej wyciska kosmetyk. Nie sprawia problemów. Mieści ona 75 ml, tak jak tradycyjny krem do stóp. Otwieranie na zatrzask, łatwo się otwiera i nie zacina przy zamykaniu. Otwór jest dobrej wielkości, chociaż po dłuższym użytkowaniu brudzi się jego okolica.
Konsystencja powiedziałabym, że jest kremowo-żelowa. Nie jest taka jak tradycyjne kremy z którymi się do tej pory spotkałam. Jeśli mieliście krem z mocznikiem, obojętnie czy to krem do stóp, czy rąk to właśnie taki zapach. Kremy z mocznikiem mają charakterystyczny zapach. Sama miałam taki krem do rąk i pachniał identycznie. Jest to zapach taki trochę kosmetyczny, ale nie jest nieprzyjemny.
Dzięki takiej bardziej żelowej konsystencji krem gładko rozprowadza się na skórze stóp. Jak na krem do stóp wchłania się dość szybko (ja zawsze mam z tym problem).  Skóra jest dość dobrze nawilżona, minimalnie zmiękczona. Liczyłam na efekt "wow", ale się nie doczekałam. Jest to dobry krem, ale nic poza tym. Myślę, że osoby mające problem z suchymi stopami będą zawiedzione. Dla mnie jest dobry, ale nie ma w sobie nic szczególnego, dzięki czemu kupiłabym go ponownie.
Krem Lirene oceniam jako mocno średni. Dość dobrze nawilża skórę stóp, ale efekt jest krótkotrwały i niewystarczający. Dużym plusem jest szybkie wchłanianie.
Czytaj dalej