Riley Sager - Ocalałe

Quincy jako młoda dziewczyna była uczestniczką masakry w Pine Cottage. Przeżyła jako jedyna, zginęli jej wszyscy przyjaciele. Po latach traumy jakoś udało jej się wyjść na prostą. Ma chłopaka, prowadzi popularny blog kulinarny i stara się żyć jakby nigdy nic. O przeszłości przypominają jej jedynie regularne spotkania z policjantem, dzięki któremu wtedy przeżyła. Podczas tamtego wydarzenia straciła pamięć. Pamięta tylko niektóre sceny, lecz samej masakry nie, pamięć wraca jej dopiero po wszystkim, kiedy jest już bezpieczna. Pamięta, czy nie chce pamiętać oto jest pytanie..
Oprócz niej są jeszcze dwie inne "ocalałe", czyli te, które jako jedyne przeżyły masakry. Jednak jedna z nich popełnia samobójstwo, a druga niespodziewanie pojawia się pod drzwiami Quincy i zadaje dziwne pytania...
Pamiętajcie, nic nie jest takie jakie się wydaje...

W książce zastosowany został zabieg naprzemiennych rozdziałów, retrospekcji i czasów współczesnych. Dlatego czytelnik poznaje wydarzenia sprzed masakry, jak i całą masakrę. Bardzo lubię tego typu rozwiązania, ponieważ mamy wgląd na całą sytuację. W tym przypadku poznajemy również prawdę razem z bohaterką, która powoli zaczyna coś sobie przypominać.

Nie wiem czemu, ale średnio polubiłam główną bohaterkę. Zastosowała u siebie wyparcie oraz nie pamięta całego wydarzenia. Kiedy czuje, że myśli idą w kierunku przeszłości i coś jednak sobie przypomina od razu bierze tabletkę, upija się, albo (najczęściej) jedno i drugie. Nawet nie stara się spróbować poznać prawdy. Muszę zaznaczyć, że w całej sprawie było wiele niejasności i do końca nie została rozpracowana. Quincy zachowuje się dziwnie, ma pewne skłonności, których nie będę zdradzać, a swoje uczucia ukrywa za grubym murem.

Sam, czyli druga ocalała jest jej przeciwieństwem, ona dalej żyje tym wydarzeniem. To znaczy pogodziła się z nim i nie ma oporów przed mówieniem o nim. Stara się wydobyć z Quincy uczucia, pomóc jej w odzyskaniu pamięci. Jej metody nie są konwencjonalne i czasem wprawiają czytelnika w przerażenie, ale są skuteczne. Tak naprawdę nie wiadomo co nią kieruje i jakie ma zamiary, jest po prostu dziwna.

"Ocalałe" to dobry thriller, trzyma czytelnika w napięciu. Chociaż takiego zakończenia się nie spodziewałam, to nie wydaje mi się aż tak bardzo zaskakujące.
Jeżeli mam porównywać "Ocalałe" z "Lokatorką" (recenzja) i "Grzesznicą" (recenzja wkrótce), a muszę przyznać, że inaczej nie mogę, muszę je porównać. Wiecie, wydawnictwo wszystkie trzy reklamowało jako "książka roku", to "Ocalałe" stawiam na trzecim miejscu. Nie jest najgorsza, ale też nie było to coś wybitnego, to taki średniaczek. Quincy bardzo irytująca, a niektóre wydarzenia były bardzo przerysowane.
To moja opinia, każdy może mieć własną, także nikogo nie zniechęcam do czytania.

Moja ocena: 6/10
Czytaj dalej

Sigríður Hagalín Bjőrnsdóttir - Wyspa

Islandia, czasy współczesne. Jeden dzień i jedno wydarzenie zmieniają losy całego społeczeństwa. Państwo traci kontakt ze światem. Nie działają połączenia telefoniczne z zagranicznymi numerami, ani ich strony internetowe. Samoloty nie lądują, a statki, które później wypłynęły nie wracają. Prezydent jak i premier przebywali w tym czasie za granicą. Czy kraj i społeczeństwo zdołają normalnie funkcjonować?

Hjalti jest dziennikarzem. Jest głównym bohaterem powieści i to jego oczami śledzimy bieżące wydarzenia. Ze względu na znajomość jednej z ministrów jest wtajemniczany w sprawy państwowe, a z czasem staje się doradcą rządu. Poznajemy go w czasie kiedy rozpada się jego wieloletni związek, dlatego sam bohater musi podołać nie tylko z problemami całego kraju, ale też ze swoim życiem osobistym.

Zapewne wiele słyszeliście o Islandii, pewnie o tym, że jest to kraj wysokorozwinięty, nastawiony głównie na turystykę, gdzie inne gałęzie gospodarki - w tym rolnictwo - jest prawie w zaniku, bo stać ich na to żeby sprowadzać towary z zagranicy. I wyobraźcie sobie teraz taką sytuację, są zdani tylko na siebie. Co wytworzą to mają, muszą poradzić sobie z wyżywieniem siebie i kilkudziesięciu tysięcy turystów, którzy w obecnej sytuacji są tylko kłopotem. 
W tej chwili wydaje Wam się, że zapanuje chaos i anarcha? Oczywiście są grupy demonstrantów, głównie wśród młodych, ale reszta społeczeństwa przyjęła to ze skandynawskim spokojem. Podporządkowują się nowej władzy i nowemu ustrojowi. Muszą zmienić swoje nawyki i myślenie i żyć tak jak ich przodkowie, radzić sobie bez leków i produktów sprowadzanych z zagranicy.

Książka nakłania do refleksji. Gdyby to się stało w Polsce, jak zachowałoby się społeczeństwo? Czy lepiej poradzilibyśmy sobie z niedoborem żywności i jej racjonowaniem? Z żywnością na pewno, rolnictwo u nas trzyma się dobrze, ale co na to nasi rodacy? Już sobie wyobrażam te wielkie demonstracje, rozróby i nieporadność polityków. Ale z drugiej strony pewnie szybko byśmy się opamiętali i starali zjednoczyć. W końcu mamy wielowiekowe doświadczenie z walką z przeciwnościami i uciskiem.

Co do Islandczyków, wydaje mi się, że nie wykazali się. Ciężko im było się przestawić na rolnictwo i porzucić dotychczasowe, wygodne życie. Dziwi mnie brak zastępczych lekarstw, chyba tam sztuka zielarstwa wyginęła. Przecież przed wiekami ludność sobie jakoś radziła, nawet ze środkami przeciwbólowymi i jako takim znieczuleniem.

"Wyspa" bardzo przypadła mi do gustu, to zdecydowanie mocna pozycja. Wzbudza w czytelniku ogrom emocji. Jest to przykład literatury katastroficznej. Opisane tu wydarzenia mogą się przydarzyć. Nie wiadomo co się stało z resztą świata, może to był wybuch nuklearny, albo inna katastrofa. Książkę serdecznie polecam. To krótka, ale mocna, warta uwagi pozycja.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Belinda Bauer - Martwa jesteś piękna (recenzja premierowa)


Eve jest wziętą dziennikarką telewizyjną, zajmuje się głównie relacjonowaniem wydarzeń z miejsc zbrodni. W swoim fachu nie ma sobie równych. Następuje po sobie seria morderstw, wszystko wskazuje na to, że mordercą jest ta sama osoba. Jednak motywy, którymi się kieruje nie są logiczne. Morderca kontaktuje się z Eve, okazuje się, że jest jej fanem i chce dostarczyć jej unikatowe materiały, daje jej wskazówki co do kolejnych morderstw, a nawet szansę na relację na żywo. Czy Eve zdecyduje się podjąć grę?

Eve ma 29 lat i po pracy zajmuje się chorym ojcem, który wymaga całodobowej opieki. Nie ma prawie żadnego życia towarzyskiego. Jest odważna, ambitna i zdeterminowana. To bardzo silna osoba i naprawdę można ją polubić. To nie typowa bohaterka thrillerów telewizyjnych, która ucieka na piętro przed mordercą. Eve woli stawić mu czoła i oprócz tego, że próbuje się bronić, stara się go powstrzymać. Jest bardzo samodzielna, tylko w sytuacji bez wyjścia prosi o pomoc innych.

Akcja nabiera tempa już na pierwszej stronie. Ciągle wyczuwalne jest napięcie, można nawet powiedzieć, że czuje się oddech mordercy na karku. Nie da się przewidzieć co się za chwilę wydarzy, w każdej chwili bohaterka jest skazana na niebezpieczeństwo. Chociaż od początku znamy mordercę, bo są rozdziały z jego perspektywy to nie jest najważniejsze. Wciąż nie wiemy jak potoczy się kulminacyjna konfrontacja, albo lepiej powiedzieć jakie show morderca przygotował dla Eve. Zdradzę Wam tylko, że jest na co czekać, to było coś na miarę Dana Browna.

Książka napisana jest świetnie, czyta się bardzo szybko, chociaż ma ponad 400 stron jej przeczytanie zajęło mi jedynie dwa dni. Historia jest ciekawa, chociaż od początku znamy mordercę i raczej można się domyślić jak się skończy. Bardzo się cieszę, że nie było tu wątku romansu. Nie wiem dlaczego autorzy kryminałów ostatnio lubują się w romansach. Poniekąd był tu taki wątek, ale nie do końca, nie było to takie ważne wydarzenie i autorka nie poświęciła mu za wiele uwagi.
Uważam, że "Martwa jesteś piękna" idealnie nadawałaby się na ekranizację, a konkretniej serial. Coś takiego jak "The killing", czyli zajmują się tylko jedną sprawą. Co odcinek np. jedno zabójstwo, prowadzone jest śledztwo, a na koniec sezonu wyjaśnienie sprawy. Naprawdę byłby to świetny serial.

Podsumowując "Martwa jesteś piękna" to znakomity thriller. Ma wszystkie elementy, które sprawiają, że książka jest wciągająca: intrygująca historia, znakomicie poprowadzona akcja, bardzo silna główna bohaterka i "pomysłowy" morderca. Szczerze mogę powiedzieć, że to najlepszy thriller jaki czytałam w ostatnim czasie. Nie jestem wielką fanką thrillerów, a ten mogę Wam serdecznie polecić.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

C. J. Tudor - Kredziarz (recenzja przedpremierowa)

Eddie ma 12 lat, mieszka w małym mieście w Anglii. Od małego przyjaźni się z Grubym Gavem, Hoppem, Mickeyem Metalem i Nicky. Lubią wspólnie spędzać czas, jak to dzieci, główną atrakcją wakacji jest jazda na rowerze po okolicy. Pewnego dnia Gruby Gav dostaje w prezencie urodzinowym pudełko z kolorową kredą, wymyślają specjalne znaki, znane wyłącznie im. Od tego czasu zaczynają się dziać niepokojące wydarzenia, które prowadzą do morderstwa. Tylko kto wykorzystuje ich znaki z kredy? Współcześnie dorosły Eddie dostaje niepokojącą wiadomość, czy zagadka z przeszłości, którą uważali za zamkniętą jest rzeczywiście rozwiązana?

Książka podzielona jest na rozdziały z teraźniejszości i retrospekcje z 1986 roku. Czytelnik wraz z rozwojem wydarzeń w przeszłości poznaje całą historię, jest ich uczestnikiem, co jest o wiele lepsze niż coś w rodzaju wspomnień. Przyznam też, że ta część z przeszłości bardziej mi się podobała.
Akcja dzieje się powoli, jednak czuć ciągłą atmosferę napięcia. Początkowo jest to taka sielanka z lat 80tych. Grupka przyjaciół spędza wspólnie wakacje, mają swoje przygody, jak to dzieci. Jednak jedno wydarzenie prowadzi do kolejnego i tak dalej, aż kulminacyjnym momentem jest morderstwo.

Czy to thriller? Nie do końca. Tak, trzyma czytelnika w napięciu, ale zabrakło mi tego czegoś. Bardziej bym powiedziała, że to książka obyczajowa z elementami thrilleru. Morderstwo było, ale jakoś bardzo nie wpłynęło na życie naszych bohaterów. Sam kredziarz jest zdecydowanie niedopracowany. Był to był, inni go tak nazywali, ale nie był nawet postacią drugoplanową, wręcz statystą w tle. A na koniec już zupełnie stracił swoją pozycję w książce.
Na zakończenie cała zagadka staje się błaha. Wiele wątków pozostało bez wyjaśnienia, potraktowane były pobieżnie, albo ich znaczenie w rezultacie umniejszono. Lektura pozostawia po sobie trochę niesmak, "Ale to wszystko? No jak to?!". Ja czuję zawód. Nie mówię, że jest to zła książka, bo nie jest. Czyta się bardzo dobrze i potrafi wciągnąć. Jest dobrze napisana, ale zakończenie psuje ogólny zarys historii i już po połowie można się go domyślić. Mogła być lepiej poprowadzona.

Zagraniczne media i czytelnicy zachwycają się tą historią. Ja już jestem przeczulona na takie pozytywne opinie z zagranicy. To samo było z "Dziewczyną z pociągu" - chociaż "Kredziarza" do niej nie można porównywać. Tyle zachwytów, King poleca (swoją drogą King ma koszmarny gust), a tu gniot. "Kredziarz" jest dobry, ale nie aż tak żeby się nim zachwycać.

Widzę bardzo różne opinie o tej książce wśród naszych blogerów, są i bardzo złe i rewelacyjne i takie jak moja, czyli czegoś jej zabrakło. Jednak "Kredziarza" mogę polecić, to dobra książka i jestem zdania, że każdy powinien ocenić ją według własnego gustu. Pozostawia po sobie trochę zawód, niektóre wątki, w tym tytułowego Kredziarza mogłyby być lepiej poprowadzone. Jednak patrząc na całokształt to dobra książka.

Moja ocena: 7/10
Czytaj dalej

Robyn Schneider - Dzień ostatnich szans (recenzja przedpremierowa)

Lane ma 17 lat i gotowy plan na przyszłość. Jest jednym z najlepszych uczniów w szkole, udziela się w różnych kołach i organizacjach, a w wolnym czasie przeważnie się uczy. Przerabia poziom rozszerzony, dlatego nie ma czasu na głupstwa i życie jak każdy nastolatek. Nawet ze swoją dziewczyną umawia się na naukę i wspólne odrabianie lekcji. Wie, że chce dostać się na Stanford i nie może sobie pozwolić na przyjemności. Wszystko byłoby super gdyby nie to, że zachorował na lekooporną gruźlicę i trafia do sanatorium Latham House na przymusowy odpoczynek. Tam poznaje Sadie i jej paczkę, teraz ma szansę chociaż raz poczuć się jak normalny nastolatek.

Lane to miły, porządny chłopak, nie ma skłonności do ryzyka. To ideał rodziców, robi wszystko, aby ich zadowolić. Kiedy trafia do Latham House nie może i nie chce się odnaleźć, stara się żyć tak jak wcześniej. Czuje się bardzo dobrze, dlatego wypiera się choroby. Postanawia wbrew zaleceniom lekarzy kontynuować naukę, ale może przypłacić to własnym zdrowiem.

Sadie dopiero w ośrodku może żyć pełnią życia. W "normalnym świecie" nie miała przyjaciół, była kimś w rodzaju ostatniego ogniwa szkolnej społeczności. Wiecznie poniżana i wyśmiewana. W Latham ma najfajniejszą paczkę wyrzutków, wagaruje, robi niedozwolone wycieczki do lasu, a nawet zostaje królową czarnego rynku.

Lane w towarzystwie Sadie i jej przyjaciół ożywa. Zapomina o chorobie, nauce i po prostu może cieszyć się życiem. Bo może to już ostatnia taka szansa? Nikt tego nie mówi wprost, ale cały czas grozi im śmierć. Nie ukrywam, że w trakcie akcji powieści śmierć jest dosyć częsta.
Dla naszych bohaterów to ostatnia szansa na normalne życie, zabawę, czy bycie normalnym nastolatkiem, a nawet na pierwszą miłość. Nie chodzi tu tylko o to, że są chorzy i mogą to być ich ostatnie dni. Zarówno Sadie, jak i Lane nie mieli wcześniej normalnego życia, dlatego teraz starają się to wszystko nadrobić. Robią wiele rzeczy pierwszy raz, łamią przepisy, chcą być jak najbardziej sobą jak tylko się da. Przykładowo kiedy na wieczór filmowy wszyscy przychodzą w pidżamach, oni zakładają stroje wieczorowe. Nie chcą pozwolić żeby choroba zdominowała ich myśli tak jak innych chorych z ośrodka. Próbują walczyć, żyć normalnie i nie poddawać się. Bo można albo zupełnie się poddać i tylko czekać na śmierć, albo można też wykorzystać ten czas najlepiej jak się potrafi.

Hipergruźlica nie istnieje, jednak gruźlica to nie jest choroba z przeszłości, nie skończyła się w XIX wieku, kiedy to zebrała swoje najliczniejsze żniwo. Współcześnie również można się nią zarazić. Jest to jednak choroba uleczalna i istnieją na nią odpowiednie leki.

"Dzień ostatnich szans" to bardzo dobra książka dla młodzieży i nie tylko. Idealna dla fanów Johna Greena, nie chodzi wyłącznie o wątek choroby, ale ogólnie o klimat powieści. To dobra obyczajówka, bo chociaż jest w niej wątek romansu, to romansem bym jej nie nazwała. Chociaż okoliczności w jakich znaleźli się nasi bohaterowie nie są wesołe, to humoru im nie brakuje, a humor i sarkazm w książkach bardzo cenię 😃 Bardzo się cieszę, że są jeszcze takie normalne, obyczajowe powieści dla młodzieży, a nie same romanse..
Książkę serdecznie polecam, czyta się znakomicie, chyba nawet za szybko. Nie ważne czy masz -naście, czy -dzieści lat i tak zachęcam do przeczytania.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Nowości październik + czytelnicze podsumowanie miesiąca

Jest już 22.11, a ja dopiero zabieram się post z październikowymi nowościami. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie mam ani weny do pisania postów/recenzji, ani nawet do czytania 😡
No nic, pora na post.
Zacznę od mojego zamówienia z EcoFlores. Zamówiłam bazę mydlaną i olejek o zapachu bzu. Do tego dostałam gratis barwnik fioletowy, próbkę peelingu z czarnej porzeczki i próbkę bazy krystalicznej.
Jeżeli chcecie zacząć swoją przygodę z robieniem mydeł glicerynowych, mogę Wam polecić ten sklep. Bazy może nie mają najtańszej na rynku, ale z kosztami wysyłki wychodzi najtaniej ;)
Moje książkowe nowości. Przybyło mi 14 książek, z czego tylko trzy kupione, więc jest super :D
Do recenzji dostałam:
Szczepan Twardoch "Ballada o pewnej panience", Martyna Bunda "Nieczułość" - Wydawnictwo Literackie
Carlos Ruiz Zafón "Labirynt duchów", Krzysztof Bochus "Czarny manuskrypt", "Martwy błękit", Grzegorz Kalinowski "Pogromca grzeszników", Kara Thomas "Mroczne zakamarki", Pierre Lemaitre "Trzy dni i jedno życie" - Wydawnictwo Muza
Anne B. Ragde "Zawsze jest przebaczenie" - Smak Słowa
Igor Brejdygant "Szadź" - Marginesy
Tom Hanks "Kolekcja nietypowych zdarzeń" - Wielka Litera
Kupiłam natomiast: Marc Levy "Przeznaczenie", Joanna Jax "Morze kłamstwa" i Raisa Ruder, Susan Campos "Sekrety urody babuszki".
Przeczytałam 10 książek. Jest to raczej średni wynik, ale przez chorobę nie miałam siły na czytanie.
1. Rina Frank "Każdy dom potrzebuje balkonu" 6/10
2. Elwyn Brooks White "Charlotte's Web" 7/10
3. Anna Cieplak "Lata powyżej zera" 7/10
4. Hanya Yanagihara "Ludzie na drzewach" 8/10
5. Kerstin Gier "Silver. Druga księga snów" 7/10
6. Elizabeth Strout "To, co możliwe" 8/10
7. Carlos Ruiz Zafón "Labirynt duchów" 10/10 Ulubione
8. Sager Riley "Ocalałe" 6/10
9. Szczepan Twardoch "Ballada o pewnej panience" 5/10
10. Robert Rient "Duchy Jeremiego" 10/10 Ulubione ❤❤❤

Ilość przeczytanych stron w miesiącu: 3920
Najlepsze książki w miesiącu to oczywiście Zafón, bo przecież to Zafón! 4 lata na niego czekałam ❤ i "Duchy Jeremiego", po prostu REWELACJA! ❤ Zawiodłam się na Twardochu, fanką autora nie zostanę.

Jak Wam się podobają moje nowości?
Czytaj dalej