Cabin Porn. Podróż przez marzenia - lasy i chaty na krańcach świata

Dzisiaj przychodzę z recenzją trochę innej książki. Nie wiem jak ją nazwać, poradnik? album? Chyba i to i to. Zapraszam na recenzję.
Cabin Porn to internetowy projekt zapoczątkowany przez grupę przyjaciół, którzy szukali inspiracji przy budowie swoich domów. Takim sposobem powstała kolekcja zdjęć, do której napływały kolejne z całego świata.
Projekt zajmuje się domkami, a raczej chatkami budowanymi własnoręcznie, w głuszy, z dala od cywilizacji. Skupia osoby, które mają dość życia w mieście, jego pędu, a chcą powrotu do korzeni i natury.

Książka zawiera ogrom zdjęć, których przykłady możecie zobaczyć poniżej. Podzielone są na kilka kategorii, m.in. domki na drzewie, zaadaptowane budynki gospodarcze, czy ziemianki. Oprócz tego przy każdym rozdziale jest przedstawiona jedna historia domku. Są one bardzo ciekawe, nie tylko poznajemy historię powstawania, etapy budowy, ale również ich właścicieli. Dowiadujemy się o ich życiu przed i co ich skłoniło do wybudowania takiego domku. Jak również jak taka chatka zmieniła ich życie, a mogę powiedzieć, że wszyscy taką zmianę zauważyli.
Całej książce towarzyszy atmosfera tajemniczości, ciszy i równowagi z naturą. Jest niesamowita, zdjęcia są cudowne, aż samemu chce się przenieść do takiej chatki.

Książka bardzo mi się podobała. Pod względem graficznym nie widziałam już dawno takiej książki! Nie tylko to mi się w niej podobało, tematyka jest niesamowita. Wydaje się, że w czasie postępu cywilizacji trzeba iść do przodu, a nie się cofać. Nie chcielibyście czasem jednak odciąć się od wszystkiego? Zaszyć się z dala od ludzi i pobyć chociaż przez dzień w ciszy? Tacy ludzie nadal są, potrafią powiedzieć "stop" i zawrócić.

Książkę mogę Wam polecić, chociażby kiedy będziecie w księgarni przejrzeć piękne zdjęcia, może akurat Was ona zainteresuje. A teraz zapraszam do oglądania.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Małgorzata Sobieszczańska - Drugi koniec świata

Jest rok 1938, Olga i Joanka mieszkają w Mirabilii - małej wsi pod Nowogródkiem. Ich prawie sielskie życie nic nie zakłóca. Cała społeczność - choć niewielka - żyje w zgodzie. We wsi jest tylko kilka rodzin, ale bardzo zróżnicowanych: Zaborowscy - katolicy, uboższe ziemiaństwo, według podań to oni założyli wieś. Helka i Heniek - prawosławni, pracują u Zaborowskich. Anastazja - znachorka i szeptucha, również prawosławna. Ali z rodziną to muzułmanie, Tatarzy, ubodzy rolnicy. Abraham - Żyd, jest w tej społeczności uważany za mędrca, do którego zwracają się z problemami. Lata upływają im bardzo spokojnie, jednak nadchodzi wrzesień 1939 roku i wojna...

Losy rodziny Zaborowskich i mieszkańców Mirabilii poznajemy w pewnych przeskokach czasowych. Jest niby zachowana pewna chronologia, ale co pewien czas są retrospekcje z przeszłości bohaterów i fragmenty ich przyszłości. Każdy z mieszkańców ma w książce miejsce na swoją opowieść, jednak głównymi bohaterkami są Olga i Joanka. To na ich życiu opiera się cała historia, znamy ich dalsze losy, a nawet losy ich potomków, aż do czasów współczesnych. Imiona takie jak Olga i Joanna będą się często powtarzać. Zawiłości imienne są jak w "Sto lat samotności" Márqueza i na tym nie kończą się podobieństwa. Sama atmosfera powieści i magia, również mi ją przypomina. Co do magii, opowieści o tym jak ojciec dziewczyn zapuścił korzenie, bo przez dwa lata stał pod domem ich matki, kiedy starał się o jej rękę, czy legendy o przodkach Zaborowskich. A reakcja na nie starszych to tylko tajemniczy uśmiech, więc nie wiadomo czy były one całkowicie zmyślone, czy było w nich jakieś ziarno prawdy.

Olga to kobieta bardzo dojrzała, już jako nastolatka była nadzwyczaj poważna. Nigdy nie miała wielkich marzeń, wystarczyło jej takie życie jakie prowadziła do tej pory. Joanka to całkowite jej przeciwieństwo. Kilka lat młodsza, bardziej dziecinna, buja w obłokach, chce zostać aktorką, nie wystarcza jej to co ma.

W powieści nie są najważniejsze losy bohaterek i ich życie. Bardzo ważna jest również cała otoczka, czyli sama wieś. W Rzeczypospolitej tego okresu około 40% ludności to mniejszości narodowe. Autorka stworzyła Mirabilę jako przykład typowej miejscowości w Polsce w czasach dwudziestolecia międzywojennego. To nie wyglądało tak, że mieszkańcy miast i wsi byli podzieleni pod względem wyznaniowym i narodowościowym. W większych miastach owszem, ale nie panował skarny nacjonalizm, to były tylko wyjątki. Normalnie ludzie żyli ze sobą w zgodzie, przyjaźnili się, pomagali sobie w potrzebie. Gdyby tak nie było to czemu większość osób odznaczonych medalem za ratowanie Żydów podczas wojny to Polacy?

"Drugi koniec świata" to opowieść o rodzinie, o fatum ciążącym na niej i powtarzających się scenariuszach w kolejnych pokoleniach oraz wielu zbiegach okoliczności. To również historia przedwojennych kresów i tęsknotą za tymi czasami.
Książkę serdecznie polecam.

Moja ocena: 9/10
Czytaj dalej

Jill Santopolo - Światło, które utraciliśmy

Zapraszam na przedpremierową recenzję książki "Światło, które utraciliśmy". Premiera 5 lipca.
Lucy i Gabriel poznali się 11 września 2001 roku. Tragiczne wydarzenia tego dnia wpływają znacząco na całe ich życie. Spędzają razem tylko jeden dzień, ale oboje czują, że coś ich do siebie przyciąga. Po kilku latach od skończenia studiów przypadkiem wpadają na siebie w barze. Ich związek pełen namiętności kwitnie, są ze sobą szczęśliwi. Jednocześnie rozwijają swoje pasje. Lucy pracuje przy produkcji serialu edukacyjnego dla dzieci, a Gabe jest początkującym fotografem.
Jak się pewnie domyślacie, to co dobre szybko mija. Gabe postanawia wyjechać do Iraku jako fotograf. Czy zdołają o sobie zapomnieć?

Książka napisana jest w formie listu, czy pamiętnika, pisanego z perspektywy Lucy do Gabriela. Jest to retrospekcja, ponieważ bohaterka opowiada wydarzenia, które miały miejsce w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Do takiej formy nie mam zastrzeżeń. Ani mi się to jakoś wybitnie nie podobało, ani nie utrudniało mi czytania.

Styl pisania autorki ma swoje plusy i minusy. Jako plus muszę zaznaczyć to, że bardzo szybko się czyta, dosłownie jednym tchem. Jest to też zasługa krótkich rozdziałów, ale napisana jest bardzo przystępnym językiem. Natomiast minusem są wzniosłe i pełne porównań wstawki, typu "moje serce zostało rozbite na milion kawałków" - oczy same zaczynają się przewracać. Nie lubię tego w książkach.

Zarówno Lucy jak i Gabriel to zdecydowane i barwne postacie. Książki obyczajowe, czy romanse przyzwyczaiły czytelnika, że kobiety są delikatne, a mężczyzna to macho, bardzo pewny siebie. Bohaterowie tej powieści są inni, tacy normalni. Mają wady i zalety, nie są wyidealizowani. Pod względem charakterów są równi. Gabe nie ukrywa swoich emocji, potrafi płakać. Oboje są artystami, mają marzenia. Sztuka stanowi ważną część ich życia. Bardzo ważne są w ich życiu wartości, chcą zmieniać świat. Dlatego Gabriel fotografuje ludzi mieszkających w krajach będących w stanie wojny, chce pokazać prawdę światu. Lucy tworzy programy dla dzieci, w których porusza trudne tematy, np. stereotypy, czy tolerancję religijną i rasową.

Tytuł - według mnie - nawiązuje do Lucy. Gabriel nazywał ją swoim światłem, ponieważ Lucy - w skrócie Luce, a po hiszpańsku luz, to światło. Lucy była jego światłem, nadzieją, przystanią. Nawet kiedy nie byli razem, byli dla siebie najbliższymi osobami.

"Światło, które utraciliśmy" to historia miłości, takiej na całe życie, która nigdy nie przemija. To również opowieść o marzeniach, których realizacja jest często niemożliwa bez poświęceń. Serdecznie polecam.

Moja ocena: 7,5/10
Czytaj dalej

Nowości czerwiec + podsumowanie czytelnicze miesiąca

Jest początek miesiąca, więc tradycyjnie miesiąc zaczynam od podsumowania i pokazania Wam swoich nowości. Zapraszam do oglądania.
Moja biblioteczka powiększyła się o 12 nowych książek. Czy to dużo, czy mało to już sami oceńcie. Powiem tylko tyle, że sama kupiłam jedynie 4 za sprawą promocji na stronie księgarni dadada.pl, a były to:
David Haskell "Ukryte życie lasu", John Galsworthy "Posiadacz", Louisa May Alcott "Małe kobietki" i Wilkie Collins "Córki niczyje".
Do recenzji dostałam:
Anna Kmińska "Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz" i Małgorzata Sobieszczańska "Drugi koniec świata" - Wydawnictwo Literackie
Przemysław Piotrowski "Radykalni. Terror" - Wydawnictwo Videograf
Kuba Wojtaszczyk "Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica? - Wydawnictwo Akurat
Mariusz Koperski "Po własnych śladach" - Wydawnictwo Astraia
Jill Santopolo "Światło, które utraciliśmy" - Wydawnictwo Otwarte
Ann Patchett "Dziedzictwo" - Wydawnictwo Znak
Anne B. Ragde "Raki pustelniki" - Wydawnictwo Smak Słowa
A tak przedstawia się przesyłka z finalnym egzemplarzem "Wandy" 😍 Oprócz książki dostałam takie piękne zdjęcie, a książka dodatkowo była z dedykacją od autorki! ❤ Piękne prawda?
Kolejna nowość to moje zamówienie z Epikpage, czyli zakładki magnetyczne! Uwielbiam je, moja kolekcja jest już spora. Jeżeli jeszcze ich nie macie, to zachęcam do zakupu!
To jest już mój stosik z biblioteki. Tak, chociaż mam prawie 150 książek do przeczytania na półkach to jeszcze chodzę do biblioteki. Wypożyczyłam jedynie 5, czyli wcale nie tak dużo, dodatkowo są cienkie, więc szybko je przeczytam ;) A wypożyczyłam:
Agnieszka Wójcińska "Mur. 12 kawałków o Berlinie", Oscar Wilde "Portret Doriana Graya", John Steinbeck "Zima naszej goryczy" i Sy Montgomery "Podróż różowych delfinów".
W czerwcu udało mi się przeczytać 10 książek. Nie jest to może bardzo zachwycający wynik, ale jeszcze jest okej ;)
1. Dan Brown "Kod Leonarda da Vinci" 8/10
2. Ann Patchett "Dziedzictwo" 9/10 recenzja
3. Leslye Walton "Osobliwe i cudowne przypadki Avy Lavender" 8/10
4. Anna Kmińska "Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz" 9/10 recenzja
5. M.L. Stedman "Światło między oceanami" 9/10
6. Sarah J. Maas "Korona w mroku" 9/10
7. Janina Lesiak "Wspomnienie o Cecylii smutnej królowej" 6/10
8. Rick Riordan "Ostatni Olimpijczyk" 8/10
9. Konrad Oprzędek "Polak sprzeda zmysły" 7/10
10. Christian Jacq "Pojedynek magów" 6/10

Ilość stron przeczytanych w miesiącu: 3145

Jak Wam się podobają moje nowości? Czytaliście coś z wymienionych tu książek?
Czytaj dalej

Anna Kamińska - Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz

Chciałabym dzisiaj Wam przedstawić niezwykłą biografię, a raczej reportaż - ale o tym potem - o Wandzie Rutkiewicz, alpinistce i himalaistce, która jako pierwsza Polka zdobyła Mount Everest. Zapraszam na recenzję.
Wanda Rutkiewicz już od dziecka przejawiała zamiłowanie do sportu. Brała udział w zawodach lekkoatletycznych, na studiach grała w drużynie siatkarskiej, jeździła jako kierowca rajdowy i zajmowała się wspinaczką. Czego się nie dotknęła, była najlepsza. Miała ogromne ambicje, była uparta i nawet jeśli coś było ponad jej siły nie poddawała się.

Miała trudne dzieciństwo - jej starszy brat zmarł tragicznie, po tym wydarzeniu jej rodzice się od siebie oddalili i zamknęli w sobie, a to odbiło się na całej rodzinie, w tym na Wandzie. Dwa razy wychodziła za mąż, ale na pierwszym miejscu stawiała zawsze góry i między innymi dlatego te związki się rozpadły.

Jako człowiek była oddana swoim ambicjom. Stawiała sobie cele i musiała je zrealizować, czasem nie patrząc na innych. Jednak nie była samolubna. Jak opisują ją jej znajomi były dwie Wandy: jedna w górach, druga na ziemi. To były dwie różne osobowości, na co dzień była miłą, trochę roztrzepaną kobietą, na którą zawsze można było liczyć. Jednak w górach potrafiła wejść za skórę swoim towarzyszom. Była trochę bezwzględna, musiała być pierwsza, musiała zrealizować swój plan i nie liczyła się z innymi, nie znosiła sprzeciwu.

W środowisku alpinistów głosy o niej były podzielone. Często przemawiała przez nich zazdrość, ponieważ Wanda umiała realizować marzenia i osiągnęła znacznie więcej niż inni. Była osobą, która miała niezwykły urok osobisty i czar. Wielu w sobie rozkochała i dzięki temu mogła załatwić dosłownie wszystko. Wystarczył sam uśmiech i już. Często to wykorzystywała, ale przeważnie bezwiednie, nie była świadoma swojego uroku i jak działała na innych.

13 maja 1992 roku zaginęła u szczytu Kanczendzonga w Himalajach. Nie wiadomo dokładnie co się stało, najprawdopodobniej zginęła, jej ciała nie odnaleziono. Matka Wandy przestrzegała ją przed tym szczytem, powtarzała że to góra bogów i nie należy na nią wchodzić..

Książka napisana jest nie jak biografia, a jak reportaż. Styl pisania jest świetny, bardzo bogaty pod względem językowym, jest tak interesująca, że nie można się oderwać. Wyglądało to tak, jakbym sama razem z naszą bohaterką się wspinała za pośrednictwem książki. Nie znam się na wspinaczce i terminy z tym związane są mi obce, ale nie przeszkadzało mi to w czytaniu, powiem więcej wiele się z niej nauczyłam.
Autorka z pewnością poświęciła wiele czasu na zbieranie materiałów, czego efektem jest 14 stron przypisów. Dodatkowo książka jest ubarwiona licznymi zdjęciami i skanami dokumentów. Najważniejsze jednak są relacje znajomych i rodziny Wandy. To właśnie na podstawie ich wspomnień jest oparta ta książka. Nie są to suche fakty, ale właśnie przez opowieści osób z jej otoczenia możemy poznać bohaterkę naszej książki jako osobę, która żyła, a nie jako postać o której tylko czytaliśmy.

Nigdy nie interesowałam się wspinaczką, słyszałam głównie w telewizji, że ktoś gdzieś się wspiął, ale nie przywiązywałam do tego wagi. Przyznam, że nie słyszałam nawet wcześniej o Wandzie Rutkiewicz. Nie negowałam jak inni alpinistów, ani nie pochwalałam ich zamiłowania, było mi to zwyczajnie obojętne. Książka dała mi to, że zrozumiałam na czym polega fenomen gór, co widzą w nich alpiniści, którzy z narażeniem życia, w skrajnych warunkach i często ponad swoje siły zdobywają szczyty i cały czas ciągnie ich na kolejną wyprawę. Często zostają już w nich na zawsze.

Książkę Anny Kamińskiej "Wanda. Opowieść o sile życie i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz" serdecznie polecam. Nie tylko osobom, które interesują się wspinaczką, ale i tacy jak ja będą nią zachwyceni.

Moja ocena: 9/10
Czytaj dalej

Ann Patchett - Dziedzictwo

"Dziedzictwo" Ann Patchett to najbardziej wyczekiwana przeze mnie premiera ostatnich miesięcy. Nawet sobie nie wyobrażacie jaka byłam szczęśliwa kiedy dostałam propozycję przeczytania jej jeszcze przed premierą :D Uwielbiam Patchett, to już jej trzecia książka którą przeczytałam i z całą pewnością powiem, że nie ostatnia. Zapraszam na recenzję przedpremierową.
Cała historia zaczyna się na chrzcinach. Przez przypadek zaproszono Berta, który wcale nie zna gospodarzy, jednak z jakiegoś powodu przychodzi na przyjęcie. Jego drinki z dżinu i soku ze świeżych pomarańczy robią furorę. Tam poznaje żonę Fixa Beverly, która staje mu się bardzo bliska. Po kilku latach już jako mąż Beverly gości w swoim nowym domu całą gromadę dzieci. Dzieci Beverly - Caroline i Franny - mieszkają z nimi na co dzień, a na lato przyjeżdżają jego dzieci - Cal, Holly, Jeanette i Albie. Panuje istny koszmar, ciągłe wrzaski i kłótnie powodują, że opieka nad nieznośną szóstką spada na Beverly, ponieważ Bert woli zaszyć się w pracy. Pewne wydarzenie jednego lata na zawsze zmienia życie obu rodzin...

"Dziedzictwo" opowiedziane jest oczami wszystkich bohaterów. Autorka najbardziej skupia się na Franny, której to losy głównie przedstawia. Historia ciągnie się w miarę chronologicznie. W marę, ponieważ są tu zauważalne przeskoki w czasie. Zaczyna się od najdawniejszych wydarzeń, ale przenosi się do mniej więcej współczesności, potem jest kilka lat wcześniej, znów współczesność, dzieciństwo i tak dalej.. Nie jest to jednak zabieg, który może spowodować trudności przy czytaniu, czytelnik jest w stanie się połapać.

Nie jest to książka w której wiele się dzieje, ale to tylko jej plus. Autorka ma ogromny dar opisywania uczuć, otoczenia,... W jej wykonaniu to po prostu magia! Najważniejsze jest tu wykonanie. Podziwiam kunszt pisarski autorki, jak kreuje postacie, jak pojawiają się nieoczekiwane sytuacje i mogłabym wymieniać tak bez końca.

Sam tytuł "Dziedzictwo" to również tytuł książki, która tam się pojawia. Napisana jest przez Leona Posena na podstawie historii, opisywanej w naszym "Dziedzictwie". Chociaż jest tylko inspiracją dla autora, ale wprowadził w niej jedynie niewielkie poprawki. Albie, który ma okazję ją przeczytać tak ją właśnie opisuje: 
"(...) zanim sobie uświadomił, o czym jest ta książka, był nią zachwycony."
I to właśnie kwintesencja książek Patchett! Zazwyczaj kiedy czyta się książkę już po samym opisie wiadomo czego się spodziewać. Z książkami Patchett jest zupełnie odwrotnie. Enigmatyczny opis, który daje tylko sam zarys powieści nie mówi praktycznie nic, ale od samego początku czytelnik jest zaintrygowany, nie może się doczekać kiedy historia się rozwinie, przyciąga go do siebie jak magnes, ale już wie że będzie nią zachwycony.

"Dziedzictwo" to pozornie prosta historia o dwóch rodzinach, które połączył przypadek. To opowieść o życiu, o drodze do poznania samego siebie. Na przykładzie bohaterów tej powieści widać, że czasem trzeba przebyć długą drogę, żeby znaleźć odpowiednie miejsce dla siebie. To również opowieść o przyjaźni, miłości rodzinnej, która nie zawsze musi być połączona więzami krwi.

Jest reklamowana jako książka na miarę "Małego życia". Nie czytałam "Małego życia", ale po licznych zachwytach wiem, że jest rewelacyjna. Ja bym raczej powiedziała, że "Dziedzictwo" to wszystko co najlepsze co może nam dać Patchett, samo jej nazwisko robi za reklamę.
To rodzaj literatury pięknej najwyższych lotów i na pewno nie wszyscy odkryją w niej to co na przykład mi udało się wyczytać między wierszami. Sposób przedstawienia historii jest po prostu idealny. Autorka umie pisać, to znaczy pisze rewelacyjnie, tak że kiedy opisuje jakieś błahe wydarzenie jest ono interesujące. Tak, uwielbiam Ann Patchett, to jedna z moich ulubionych autorek, chyba już się tego domyśliliście ;)

"Dziedzictwo" Ann Patchett serdecznie polecam. Premiera już 14 czerwca, jest na co czekać.

Moja ocena: 9/10
Czytaj dalej