Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Moondrive. Pokaż wszystkie posty

Robyn Schneider - Dzień ostatnich szans (recenzja przedpremierowa)

Lane ma 17 lat i gotowy plan na przyszłość. Jest jednym z najlepszych uczniów w szkole, udziela się w różnych kołach i organizacjach, a w wolnym czasie przeważnie się uczy. Przerabia poziom rozszerzony, dlatego nie ma czasu na głupstwa i życie jak każdy nastolatek. Nawet ze swoją dziewczyną umawia się na naukę i wspólne odrabianie lekcji. Wie, że chce dostać się na Stanford i nie może sobie pozwolić na przyjemności. Wszystko byłoby super gdyby nie to, że zachorował na lekooporną gruźlicę i trafia do sanatorium Latham House na przymusowy odpoczynek. Tam poznaje Sadie i jej paczkę, teraz ma szansę chociaż raz poczuć się jak normalny nastolatek.

Lane to miły, porządny chłopak, nie ma skłonności do ryzyka. To ideał rodziców, robi wszystko, aby ich zadowolić. Kiedy trafia do Latham House nie może i nie chce się odnaleźć, stara się żyć tak jak wcześniej. Czuje się bardzo dobrze, dlatego wypiera się choroby. Postanawia wbrew zaleceniom lekarzy kontynuować naukę, ale może przypłacić to własnym zdrowiem.

Sadie dopiero w ośrodku może żyć pełnią życia. W "normalnym świecie" nie miała przyjaciół, była kimś w rodzaju ostatniego ogniwa szkolnej społeczności. Wiecznie poniżana i wyśmiewana. W Latham ma najfajniejszą paczkę wyrzutków, wagaruje, robi niedozwolone wycieczki do lasu, a nawet zostaje królową czarnego rynku.

Lane w towarzystwie Sadie i jej przyjaciół ożywa. Zapomina o chorobie, nauce i po prostu może cieszyć się życiem. Bo może to już ostatnia taka szansa? Nikt tego nie mówi wprost, ale cały czas grozi im śmierć. Nie ukrywam, że w trakcie akcji powieści śmierć jest dosyć częsta.
Dla naszych bohaterów to ostatnia szansa na normalne życie, zabawę, czy bycie normalnym nastolatkiem, a nawet na pierwszą miłość. Nie chodzi tu tylko o to, że są chorzy i mogą to być ich ostatnie dni. Zarówno Sadie, jak i Lane nie mieli wcześniej normalnego życia, dlatego teraz starają się to wszystko nadrobić. Robią wiele rzeczy pierwszy raz, łamią przepisy, chcą być jak najbardziej sobą jak tylko się da. Przykładowo kiedy na wieczór filmowy wszyscy przychodzą w pidżamach, oni zakładają stroje wieczorowe. Nie chcą pozwolić żeby choroba zdominowała ich myśli tak jak innych chorych z ośrodka. Próbują walczyć, żyć normalnie i nie poddawać się. Bo można albo zupełnie się poddać i tylko czekać na śmierć, albo można też wykorzystać ten czas najlepiej jak się potrafi.

Hipergruźlica nie istnieje, jednak gruźlica to nie jest choroba z przeszłości, nie skończyła się w XIX wieku, kiedy to zebrała swoje najliczniejsze żniwo. Współcześnie również można się nią zarazić. Jest to jednak choroba uleczalna i istnieją na nią odpowiednie leki.

"Dzień ostatnich szans" to bardzo dobra książka dla młodzieży i nie tylko. Idealna dla fanów Johna Greena, nie chodzi wyłącznie o wątek choroby, ale ogólnie o klimat powieści. To dobra obyczajówka, bo chociaż jest w niej wątek romansu, to romansem bym jej nie nazwała. Chociaż okoliczności w jakich znaleźli się nasi bohaterowie nie są wesołe, to humoru im nie brakuje, a humor i sarkazm w książkach bardzo cenię 😃 Bardzo się cieszę, że są jeszcze takie normalne, obyczajowe powieści dla młodzieży, a nie same romanse..
Książkę serdecznie polecam, czyta się znakomicie, chyba nawet za szybko. Nie ważne czy masz -naście, czy -dzieści lat i tak zachęcam do przeczytania.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Matthew Quick - Prawie jak gwiazda rocka

Jest to moja druga książka Matthew Quicka, chociaż jeszcze recenzja pierwszej nie jest skończona od... 3 miesięcy. Z recenzją tej książki poszło mi znacznie lepiej, czyli szybciej, więc dlatego pojawia się tu wcześniej.
Główną bohaterką jest Amber, ma 17 lat i chodzi do miejscowego liceum. Nie byłoby w tej historii nic nadzwyczajnego gdyby nie mieszkała w szkolnym autobusie, zwanym pieszczotliwie "Żółtkiem" z mamą i z psem. Pomimo tego jest bardzo pogodną nastolatką, wręcz tryskającą radością i cieszącą się życiem. Nie ma chwili wytchnienia. Należy do Federacji Fantastycznych Fanatyków Franksa, czyli takiego jakby koła wyrzutków. Żyje praktycznie na koszt matki jednego z kolegów, bogatej prawniczki Donny. W zamian im gotuje i pomaga się opiekować Rickym (chłopcem z autyzmem). W międzyczasie uczy angielskiego Chrystusowe Diwy z Korei, odwiedza dom starców i toczy cotygodniowe walki słowne z Joan Sędziwą oraz odwiedza weterana wojny w Wietnamie Szeregowca Jacksona, który tworzy haiku. Jest bardzo religijną osobą, wolne myśli poświęca na rozmowy z Jezusem.
Wszystko by było pięknie gdyby nie pewne wydarzenie, które wywróci życie Amber do góry nogami. Będzie się borykać z wieloma problemami. Straci radość z życia, będzie wątpić w sens wiary i żeby żyć dalej będzie musiała zrobić pierwszy krok - wstać z łóżka i wyjść z domu...

Matthew Quick ma specyficzny styl pisania. Lubi dosłownie wdzierać się do umysłu nastolatka i mówić ich językiem. Również ma skłonności do nadawania osobom przezwisk. Początkowo może to być denerwujące, kiedy w co drugim zdaniu pojawia się "bez kitu!", ale można się do tego przyzwyczaić. I jeszcze jedno, lubi marnować papier :) - niektóre rozdziały mają jedynie jedno zdanie, a czasem nawet tylko dwa słowa.

Książka podzielona jest na dwie części: przed tym strasznym wydarzeniem i po (nie będę pisać co to, bo nie chcę Wam psuć czytania).
W książkę trzeba się dobrze wgryźć, żeby pochłonęła czytelnika, a kiedy już nastąpi ten przełom, leci się jak rowerem z górki. Przyznam, że o wiele bardziej podobała mi się druga część. Była jakby to powiedzieć? bardziej ludzka. Amber była dla mnie za idealna. Nie ważne co się dzieje i tak jest zawsze szczęśliwa, chce wszystkich dookoła przytulać i zarażać swoim optymizmem. Jednak w drugiej części jest już zupełnie inną osobą. Boryka się z problemami, z którymi musi się nauczyć jakoś żyć i je przezwyciężyć. Chociaż, nie powiem, żeby mnie też nie denerwowała. Stroi fochy i zraża do siebie wszystkich, których lubi i którzy są dla niej ważni.

"Prawie jak gwiazda rocka" to opowieść o przemianie i dorastaniu. Pokazuje, że nawet najbardziej optymistycznie nastawiona do świata osoba może przechodzić kryzys, ale wychodzi to tylko na dobre. Człowiek staje się silniejszy i po prostu musi żyć dalej.
Chociaż książka jest o nastolatkach i pewnie do takiej grupy wiekowej jest kierowana, to i dorosły nie będzie się nudzić. Dlatego wszystkim ją bardzo polcam.

Moja ocena: 8/10
Czytaj dalej

Jandy Nelson - Oddam ci słońce

Trochę Was tu zaniedbuję, ale obiecuję się poprawić :) Dzisiaj przychodzę z recenzją książki, o której słyszałam bardzo wiele dobrego, a czy mi się spodobała zapraszam dalej.
Jude
Czasem nawet najpiękniejszy świat, w którym wschody słońca trwają cały czas, nie może wynagrodzić doznanych krzywd.
Pełna energii buntowniczka zabiegająca o uwagę matki. Samotna i skrycie romantyczna. Podjęła wiele złych decyzji, których skutki musi ponieść.
Kiedyś brat bliźniak był jej najlepszym przyjacielem...

Noah
Czasem pragniesz czegoś tak bardzo, że jesteś gotów oddać za to cały świat. Nawet słońce.
noah jest nieśmiały i delikatny. Skonfliktowany z ojcem, silnie związany z matką. Zakochany w sztuce. Marzy o tym, żeby zostać artystą. Jednak staje się kimś, kim nigdy nie chciał być.
Kiedyś on i Jude, jego siostra bliźniaczka, byli nierozłączni...

Jude i Noah są bliźniakami. Wyglądają inaczej, mają inne charaktery, ale widać, że to jedna osoba w dwóch ciałach. Kiedyś byli nierozłączni, siadali obok siebie, stykali się ramionami i na powrót stawali się jednością. Porozumiewają się bez słów, wiedzą kiedy drugiej połówce dzieje się coś złego. Niestety na etapie dorastania zaczynają się oddalać. Niby błahe sprawy typu samotność Noah i potrzebę przebywania wśród ludzi Jude. Coraz częściej nie mogą się porozumieć. A ostatecznie podzieli ich sztuka i akceptacja matki.

Noah ma zmysł artystyczny. Sztuka to nie tylko część jego życia. To właśnie jest jego ŻYCIE. Jego umysł nie koduje wydarzeń jak normalni ludzie. On myśli kolorami, wszystko wokół "maluje w wyobraźni". Jego punkt widzenia świata jest surrealistyczny, np. ojciec jest wysoki, ale Noah rysuje go bez głowy, która nie mieści się już na kartce. Kiedy nie dostaje się do szkoły plastycznej, całkowicie odcina się od sztuki i zmienia się nie do poznania - staje się Jude.

Jude nie przywiązuje większej wagi do sztuki. Lubi ją, ale to nie jest jej życie. Woli spędzać czas z przyjaciółmi i na surfowaniu. Jest normalną nastolatką. W głębi duszy przywiązuje wielką wagę do przesądów. Jej babcia przez całe życie prowadziła księgę, w której spisywała różnego rodzaju przesądy. Po jej śmierci to właśnie Jude ją przejęła. Kiedy dostaje się do szkoły plastycznej jej życie całkowicie się zmienia - staje się Noah.

Książka nie powiedziałabym, żeby należała do łatwych, które tak pstryk! i już się skończyła. Trzeba dużo skupienia, żeby... cokolwiek zrozumieć. Początkowo ciągle się krzywiłam czytając ją, nie mogłam się w nią wgryźć. Wszystko mnie w niej drażniło: sposób pisania, główni bohaterowie, ich sposób wyrażania - szczególnie Noah, miałam ochotę go zamordować! A książkę rzucić w kąt. Tak było gdzieś do 120 strony (nie mówię konkretnie, ale tak gdzieś około kiedy zatoczyły koło obie historie), wtedy nastąpił przełom.

W powieści poprzeplatane są dwie historie: Noah w wieku 13-14 lat i Jude kiedy miała 16 lat. Może to wydawać się dziwne, ale jest to nawet fajny zabieg. Przedstawiane są wydarzenia z przeszłości i teraźniejszości. Partie Noah są bardzo, bardzo dziwne. Naprawdę ciężko jest się przyzwyczaić do jego toku myślenia, rozumowania i tych ciągłych obrazów w jego głowie. Z Jude jest inaczej, chociaż właśnie w tych fragmentach jest już inną Jude, ale łatwiej się ją trawi i z tej dwójki to właśnie ją polubiłam bardziej.

Tytułowe słońce, to prawdziwe słońce. Kiedy byli dziećmi podzielili świat między siebie. Za jeden obrazek Jude jest zdolna oddać mu: drzewa, gwiazdy, oceany i... słońce.

Jest to historia, którą przepełniają emocje, aż buzują na jej kartkach. Pokazuje jak człowiek może się zmienić po stracie bliskiej osoby. To opowieść o miłości, potrzeby akceptacji, dążeniu do odnalezienia prawdziwego siebie i zmierzaniu do celu mimo przeciwnościom losu lub sił pozaziemskich (kto czytał ten wie o co chodzi).
Chociaż początki były ciężkie, dalsza część to wynagrodziła. Zdecydowanie, nie jest to książka dla wszystkich, a jeżeli oczekujecie typowej historii o nastolatkach, to tutaj takiej nie znajdziecie.

Moja ocena: 7/10
Czytaj dalej