Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do rąk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem do rąk. Pokaż wszystkie posty

BingoSpa balsam brzoskwiniowy do dłoni

Krem do rąk to jeden z takich kosmetyków, który używa się codziennie przez cały rok. Używam bardzo różnych kremów i lubię kupować nowości. Tym razem ze swoich zapasów wydobyłam brzoskwiniowy balsam BingoSpa, który kupiłam kilka miesięcy temu w ich sklepie internetowym z kodem rabatowym obniżający cały koszyk o połowę, czyli zapłaciłam za niego coś ponad 7 zł.
Od producenta: Doskonały balsam BingoSpa o aksamitnej konsystencji do codziennej pielęgnacji dłoni i paznokci. Polecamy dla każdego rodzaju skóry, a w szczególności szorstkiej, zniszczonej i spierzchniętej.
Balsam BingoSpa rozprowadza się równomiernie i szybko wchłania, delikatnie natłuszcza skórę nie pozostawiając nieprzyjemnego uczucia lepkości. Tworzy dyskretny film chroniący warstwę lipidową, dzięki czemu skóra dłoni staje się elastyczna, miła w dotyku i brzoskwinią kusząco pachnąca. (źródło)
Balsam zamknięty jest w plastikowej butelce z pompką, mieszczącą 135 g kosmetyku. Opakowanie jest przeźroczyste, co ułatwia kontrolowanie ilości pozostałego kosmetyku. Szata graficzna typowa dla tej firmy: nazwa produktu i w tym przypadku owoc charakterystyczny dla wersji zapachowej produktu. Ze względu na dużą pojemność jest to krem, który raczej służy do domowego użytku, ciężko jest go gdzieś zabrać, no chyba że ktoś lubi taszczyć w torebce takie wielkie butle ;) Kosmetyk schodzi gładko po powierzchni butelki, nie osadza się na jego ściankach. Pompka posiada nasadkę, dzięki której kosmetyk jest zabezpieczony, np. podczas wyjazdu nigdzie w torbie się nie otworzy - w tym przypadku przyciśnie i wyleje.
Pompka działa sprawnie, nie zacina się podczas używania, nie psika balsamem na dużą odległość. Dozuje odpowiednią ilość kremu potrzebną na jedno użycie. Jedna pompka jest wystarczająca na odpowiednie posmarowanie całych dłoni, chociaż na noc daję dwie pompki dla lepszego nawilżenia i dłuższego zabezpieczenia dłoni.
Na zdjęciu poniżej pokazałam ile kosmetyku wychodzi przy jednej pompce - jest to całkiem sporo. Konsystencja balsamu jest gładka, jedwabista, bardzo kremowa. Chociaż krem jest biały nie pozostawia białych śladów na skórze. Zapach oczywiście brzoskwiniowy, bardzo blisko mu do naturalnego. Jest przyjemny, co do mocy to nie odbiega od innych kremów do rąk. Utrzymuje się jeszcze długo po posmarowaniu.
Balsam bardzo dobrze się rozprowadza się na dłoniach, szybko się wchłania i jak już wspominałam nie zostawia na skórze białych śladów. Pozostawia jedynie delikatną mokrą warstwę, która w niczym nie przeszkadza i zaraz znika. Bardzo dobrze nawilża, chociaż nie jest to tak, że posmaruję dłonie np. rano i w ciągu dnia już więcej tego nie robię - zdarza mi się to jeszcze kilka razy. Skóra jest gładsza, bardziej sprężysta i miękka. Jest wystarczający nawet na zimową pogodę. Jak dla mnie ma wszystko co powinien mieć dobry krem do rąk.

BingoSpa balsam brzoskwiniowy jest bardzo dobrym kosmetykiem. Dobrze nawilża dłonie, a efekty na dłoniach są zadowalające, jest również bardzo wydajny. Na pewno skuszę się jeszcze kiedyś na inne wersje tego kremu.
Lubicie kremy do rąk BingoSpa?
Czytaj dalej

Nowości - luty

W tym miesiącu nie poszalałam zbytnio z kosmetycznymi zakupami, chociaż niektórzy mogą myśleć inaczej, ale przeglądając posty z innych miesięcy w większości było tego zdecydowanie więcej. Nie obyło się bez świeczkowych/woskowych zakupów, których już jakiś czas nie było. Zapraszam do oglądania :)

Biedronka
W Biedronce kupiłam poszewkę na poduszkę z wyprzedaży za 5 zł i dwa zeszyty na spirali - zgarnęłam ostatniego Olafa, a Minionkom nie mogłam się oprzeć :D - 1,79 zł/szt.


Homedelight
Uzupełnianie zapasów woskowych (jakby mi ich brakowało) - w nowości - za sprawą kodu -25%:
Kringle Candle: Grey, Set Sail, Cozy Cabin, Spellbound, Aqua, Cherry Blossom, White Woods
Yankee Candle: Tulips, Peony, Moonlight, My Serenity, Winter Glow, Lemongrass&Ginger, Pineapple Cilantro, Honey Glow, Blend Up, Ginger Dusk


Zapachy Świata
Kolejne zapachowe zamówienie, tym razem postawiłam na samplery Village Candle, a kupiłam je z 15% rabatem.
Od góry: Home for Christmas, Rio Carnival, Sleigh Ride, Pure Linen, African Safari, Tea Time, Yankee Candle Wedding Day, Wild Rose, Beach Party, Just For You, Summer Breeze, Rain, Eucalyptus Mint, Patchouli Peppercorn
Yankee Candle Fresh Cut Roses, Palm Beach, Juicy Raspberry, Natural Cotton, Winter Wonderland, Scarlet Berry Tulip, Eternal, Soft Linen, Christmas on the Beach, Randezvous, Fields of Blossom, Hydrangea


Mestro.pl
W księgarni internetowej zamówiłam książki, są wśród nich nowości, jak i troszeczkę starsze już pozycje: Kate Morton "Milczący zamek", Diane Chamberlain "Dar morza" i "Tajemnica Noelle", Katarzyna Berenika Miszczuk "Szeptucha", Natasza Socha, Magdalena Witkiewicz "Awaria małżeńska", "Siedem życzeń", Jojo Moyes "Razem będzie lepiej", Ransom Riggs "Osobliwy dom pani Peregrine" i Neil Gaiman "Drażliwe tematy".
Zbiorcze zdjęcie z zakupami: Avon żel Garden of eden 500 ml/7,99 zł i żel z Biedronki Oceania 500 ml/2,99 zł.


Avon
Zakupy z ostatniego katalogu: żele pod prysznic 3,99 zł za 250 ml, krem do rąk z wiosennej oferty 100 ml za 3,99 zł i pomadka z tej samej serii, również 3,99 zł oraz kuleczki wyrównujące koloryt za 19,99 zł.

Yves Rocher
Bardzo dawno nie zamawiałam z Yves Rocher, aż trafiłam na kod -100 zł który rabatuje też zielone punkty, więc zrobiłam małe zapasy :)) Żele kawa, makadamia, magnolia, bawełna, lotos, grejpfrut, pomarańcza, karambola. Ulubiony szampon z granatem, płyn do demakijażu, który chwali dużo osób, a do zakupów dostałam krem pod oczy i maskę do włosów.
W tym miesiącu odwiedziłam przybytek zła zwany biblioteką. Starałam się zbytnio nie szaleć - odniosłam 6 książek, więc wypożyczyłam również 6 ;) Susan Jane Gilman "Królowa lodów z Orchard Street", Agnieszka Krawczyk "Dolina mgieł i róż", Magdalena Knedler "Pan Darcy nie żyje", Thomas Hardy "Z dala od zgiełku", Anna B. Kann "Powrót do Barcelony" i Agnieszka Lingas-Łoniewska "Zakład o miłość".
Kolejne zdjęcie z zakupami typu misz-masz: Biedronka kolejny żel Oceania z limitowanej edycji 2,99 zł, Kik puszka na woski oczywiście ;) 4 zł i Labo krem Himalaya 5,99 zł - byłam przy okazji więc zrobiłam zapas.

Tak oto prezentują się moje nowości jak do tej pory uważam je za udane, a czy się sprawdzą okaże się za jakiś czas.
Co Was najbardziej zaciekawiło w moich nowościach?
Czytaj dalej

Nowości - styczeń

Nie wiem kiedy ten miesiąc zleciał. Wydaje się, że dopiero były święta, a już jest luty. W styczniu zbytnio nie szalałam z zakupami. Nie dałam się ponieść swojemu chciejstwu. Kosmetycznie jest tu naprawdę ubogo. Kupiłam najpotrzebniejsze rzeczy, albo za sprawą bardzo dobrych okazji.

Rossmann
Pierwsze co się rzuca w oczy to osławione kubki, prawda? :D Wreszcie i ja jestem ich właścicielką. Znając Rossmann wiedziałam, że będą je wyprzedawać po świętach, więc poczekałam i kupiłam je za 3,99 zł/szt. :)
Le Petit Marseilliais mleczko nawilżające - cena na do widzenia 6,69 zł
Nowe mydełko Alterra imbir i werbena - po normalnej cenie

Kolejna wizyta w Rossmannie:
Duża paka chusteczek alouette z pingwinkami 15 paczek za ok. 3,70 zł
Zapas mydełek Alterra: drzewo sandałowe, granat i róża - bardzo je lubię, a akurat były w promocji (1,59 zł) więc zrobiłam zapas
Isana żel sensitive - był w cenie na do widzenia, a kosztował zaledwie 1,79 zł :D 

Drogeria Natura
Chociaż w zapasach mam jeszcze jeden krem do rąk to atrakcyjna cena - 2,99 zł, skusiła mnie do zakupu kremu Green Pharmacy wersja argan. Miałam już ten krem i bardzo go polubiłam, dlatego zdecydowała się znów na niego. Jeżeli chcecie o nim poczytać zapraszam na recenzję tutaj.


Empik
Polowałam, polowałam i upolowałam :D oczywiście zegar. Długo się na niego czaiłam, a że chciałam go kupić w promocji, więc trochę się naczekałam - przeceniony z 40 na 20 zł. Śliczny prawda?
Urodziny miałam w grudniu, ale jeszcze w styczniu dostałam ostatni prezent: ciasteczka Oreo, balsam do ust jagodowy sówka i książka "Gra o tron" - co prawda już ją czytałam, ale już dawno temu i miło będzie przeczytać jeszcze raz :)

Biedronka
Biedronka znów zadziwia swoimi wyprzedażami. Tym razem kupiłam tusz Maybelline Big Eyes za całe 3 zł :D Już go lubię, jest bardzo dobry, a za taką cenę nawet jakby okazał się bublem nie byłoby mi go żal :)

Na tym zdjęciu są zakupy zarówno z Biedronki jak i Rossmanna.
W B. kupiłam płatki oczyszczające do twarzy z ekstraktem z ogórka i aloesu Tami za 3,99 zł
Natomiast w Ross. kupiłam szczotkę silikonową do mycia twarzy For Your Beauty za 4,99 zł
Kolejny zakup na który długo się zbierałam to nowy kominek. Kupiłam go w jednym za sklepów "Wszystko po..." za 5,99 zł. Jest on o wiele większy od mojego poprzedniego i już się z nim polubiłam - codziennie umila mi wieczory :)
W styczniu nie zabrakło również zakupów książkowych. Oczywiście w jednej z księgarń internetowych, w których jest o wiele taniej i nawet nowości są już po promocji. Tym razem do wirtualnego koszyka trafiły:
"Angielska gramatyka obrazkowa" i "250 ćwiczeń z gramatyki angielski" z Ponsu - trzeba trochę odświeżyć swój angielski :)
Aleksandra Tyl "Magiczne lato"
Carina Bartsch "Lato koloru wiśni"
Nie obyło się też bez wyjścia do biblioteki. Tym razem głównie polskie autorki (jedynie jedna zagraniczna książka) od góry: Anna B. Kann "Do zobaczenia w Barcelonie", Katarzyna Michalak "Mistrz", Liliana Fabisińska "Śnieżynki", Gabriela Gargaś "Długa droga do domu", Agnieszka Krawczyk "Magiczne miejsce", Małgorzata Warda "Najpiękniejsza na niebie", Wiesława Bancarzewska "Noc nad Samborzewem", Agnieszka Lingas-Łoniewska "Obrońca nocy", Danka Braun "Zabójczy urok blondynki" i C.W. Gortner "Przysięga królowej".
Ostatni już zakup z kiermaszu książek w Carrefour, Colleen Hoover "Nieprzekraczalna granica". Jest to druga część z serii, nie czytałam pierwszej, ale 9,90 zł żal było zostawiać :D

Jak Wam się podobają moje styczniowe nowości? Coś Was szczególnie zainteresowało?
Czytaj dalej

Farmona Sweet Secret krem do rąk wanilia i indyjskie daktyle

Zimą lubię kremy do rąk o słodkich zapachach, typu wanilia czy czekolada. Krem z Farmony był w zestawie z żelem i balsamem szarlotkowym. Chyba wcześniej nie miałam kremów do rąk z tej serii - o ile dobrze pamiętam.
Od producenta: Słodka uczta dla ciała i zmysłów!
Wyjątkowy kosmetyk o delikatnej, aksamitnej konsystencji i wspaniałym, orientalnym zapachu został stworzony z myślą o tym, by rozpieszczać zmysły i ciało. Powstał na bazie ekstraktu z wanilii i indyjskich daktyli. Intensywnie i głęboko nawilża skórę, poprawiając jej kondycję i wygląd oraz sprawia, że dłonie na długo pozostają gładkie i miłe w dotyku. Dodatkowo wyjątkowo apetyczny, uwodzicielsko słodki zapach zapewnia doskonały nastrój i uczucie komfortu.

Krem zamknięty jest w plastikowej tubce, mieszczącej 100 ml. Jest ona bardzo gruba, ale nie utrudnia to wyciskania kosmetyku. Żeby zobaczyć ilość kremu jaka została w tubce trzeba przystawić ją pod światło, niestety tak nie jest widoczne. Otwór jest dobrej wielkości, ale bardzo brudzą się jego okolice.
Konsystencję kremu można zobaczyć na poniższym zdjęciu, jest ona średnio kremowa, ale nie gęsta. Dobrze się rozprowadza na dłoniach. Miałam nadzieję, że zapach będzie taki sernikowy, ale niestety okazał się inny. Jest bardzo waniliowy, ale przebija jeszcze coś innego, kierując się napisami na opakowaniu trzeba powiedzieć, że są to daktyle, ale dla mnie to nie do końca ich zapach. Być może jest to kosmetyczny zapach daktyli, a nie taki jaki znam z prawdziwych, suszonych daktyli. Jest on jednak przyjemny i utrzymuje się długo na dłoniach.
Jak już wspominałam krem dobrze rozprowadza się na dłoniach. Na jedno użycie potrzeba trochę większą ilość niż pokazałam na zdjęciu. Początkowo zostawia białą powłokę na skórze, ale po dobrym wsmarowaniu nie zostawia śladów. Szybko się wchłania i pozostawia na dłoniach przyjemne nawilżenie. Dobrze nawilża jak na warunki zimowe - utrzymuje się przez całą noc, a rano nadal dłonie są nawilżone. W dzień również dobrze sobie radzi z chłodem. Jednak przy podrażnieniach takich jak zadrapania może powodować krótkotrwałe pieczenie.

Krem uważam za udany, dobrze się sprawdza zimą, a nawilżenie długo się utrzymuje. Zapach jak najbardziej jest odpowiedni na taką porę roku.
Czytaj dalej

Yves Rocher krem do rąk czarne owoce

Okres świąteczny już się skończył, więc wracam do normalnych recenzji. Dziś jest to krem do rąk Yves Rocher czarne owoce. Kremy do rąk to jak i pomadki stały punkt mojej pielęgnacji. Nie są może moją obsesją, ale zawsze mam kilka w zapasie. Zimą dłonie potrzebują szczególnej pielęgnacji. Zawsze w tym okresie smaruję dłonie kilka razy dziennie.
Od producenta: Świąteczna spiżarnia czarne owoce nawilżający krem do rak.
Okryj wyrafinowany i apetyczny zapach czarnych owoców w kremie do rąk o intensywnie nawilżającej formule.

Krem zamknięty jest w plastikowej tubce, mieszczącej 75 ml kosmetyku. Jest ona dość twarda, ale dostatecznie miękka, żeby łatwo było wycisnąć krem. Matowa powłoka ułatwia trzymanie tubki w dłoni. Zamykanie na zatrzask, dobrze pełni swoją funkcję.
Konsystencję ma dość rzadką, lejącą - trzeba uważać przy aplikacji, bo może gdzieś spaść. Rozsmarowuje się dość dobrze, ale lepiej uważać z ilością, bo zostawia wtedy białe ślady. Zapach ma przyjemny, taki jeżynowy. Utrzymuje się jeszcze dłuższy czas po posmarowaniu.
Działanie oceniam jako bardzo średnie. Niby nawilża, ale na krótko. Po posmarowaniu skóra przez chwilę jest ściągnięta i pokryta powłoką. Używałam go głównie na noc i rano nie było po nim już śladu. Nie nadaje się na chłodne dni, chociaż jest to edycja zimowa. Pomimo, że używałam go jeszcze kiedy było ciepło, musiałam smarować dłonie w ciągu dnia - co robię przeważnie tylko zimą.
Czytaj dalej

Johnson's intensywnie nawilżający krem do rąk

Jednym z podstawowych kosmetyków w mojej codziennej pielęgnacji jest krem do rąk. Może w ciągu dnia rzadko używam kremu, to przed położeniem się spać muszę posmarować dłonie. Wypróbowałam już wiele różnych kremów do rąk, jednak rzadko powtórnie do nich wracam - lubię nowości, ale też nie wszystkie były zadowalające. Dziś przedstawiam krem, który miałam kilka lat temu, a że będąc w Rossmannie kilka miesięcy temu zauważyłam go w cenie na do widzenia kupiłam go.
Od producenta: Johnson's body care 24-godzinne nawilżenie. Intensywnie nawilżający krem do rąk przynosi natychmiastową ulgę bardzo suchym dłoniom już po jednym zastosowaniu.
Jego odżywcza formuła, wzbogacona o substancje nawilżające oraz oliwę została stworzona, by przynieść ukojenie bardzo suchym dłoniom. Pozostawia dłonie miękkie i gładkie przez cały dzień, nawet po myciu. Szybko się wchłania nie pozostawiając uczucia lepkości.

Krem zamknięty jest w uroczej różowej tubce, która mieści 75 ml kosmetyku. Bardzo lubię matowe tubki, ponieważ ułatwiają wyciśnięcie kremu. Zamykanie na zatrzask jest solidne i nie wyrabia się po dłuższym stosowaniu. Otwór jest w sam raz, łatwo można wycisnąć przez niego odpowiednią ilość kosmetyku.
Kosmetyk jest biały, konsystencję ma odpowiednio gęstą jak na krem do rąk. Zapach perfumowany, ładny, dość charakterystyczny dla marki, pozostaje na skórze jeszcze przez jakiś czas po posmarowaniu.

Krem Johnson's gładko się rozprowadza na dłoniach, nie pozostawia białej i tłustej warstwy, szybko się wchłania. Jest wydajny, używam go już mniej więcej 2,5 mies. i dopiero zaczynam dobijać się do dna, ale jeszcze nie tak żeby rozcinać tubkę. Działanie kremu podoba mi się, dobrze nawilża, pozostawia skórę gładką i miękką. Jak wspominałam smaruję dłonie na noc, a w trakcie stosowania tego kremu pozostawały nawilżone do rana. Nie mam jakiegoś większego problemu z suchymi dłońmi, więc nie wiem jak sobie radzi w takich przypadkach. Jak zapewnia producent, krem ma działać przez 24 godziny, co uważam za przesadzone. Niby nie potrzebowałam smarować w ciągu dnia, ale teraz zaczyna się taki okres kiedy dłonie domagają się większej pielęgnacji i np. przed wyjściem z domu zaczynam czuć potrzebę ich posmarowania.
Krem do rąk Johnson's jest dobrym kremem, dobrze nawilża i przyjemnie pachnie. Może nie zauważyłam u siebie jego nadzwyczajnego działania, ale nie mam też wymagających dłoni, na których mógłby coś zdziałać. Kosztuje ok. 8 zł, ja zapłaciłam za niego jakoś 3,50 zł. Nie wiem czy w Rossmannie jest nadal dostępny, ale myślę, że w innych sklepach na pewno.
Czytaj dalej

Yves Rocher krem do rąk czerwone owoce

Zimowa limitka Yves Rocher rozpieszczała nas cudownymi zapachami. Nie udało mi się użyć akurat tego kremu zimą, tylko latem i wyszłam na tym bardzo dobrze.
Od producenta: Świąteczna spiżarnia czerwone owoce nawilżający krem do rak.
Okryj wyrafinowany i apetyczny zapach czerwonych owoców w kremie do rąk o intensywnie nawilżającej formule.

Krem do rak zamknięty jest w czerwonej plastikowej tubce, zamykanej na zatrzask, otwór ma odpowiedniej wielkości. Tubka jest matowa, co ułatwia wyciskanie kosmetyku. Szata graficzna bardzo mi się podoba, jest minimalistyczna, ale przyciąga uwagę.
Konsystencja kremu jest lejąca, nawet bardzo, dlatego trzeba uważać przy wyciskaniu. Zapach ma ładny, nie jest to nawet taki typowo zimowy zapach, po prostu to mix malin, poziomek i trochę truskawek. Jest to bardzo fajne połączenie, nie czuć w nim kwaśnych nut malin, ani sfermentowanych owoców, co jak zauważyłam często się zdarza przy malinowych zapachach.
Kosmetyk nie pozostawia tłustej warstwy, ani białych śladów na dłoniach. Wchłania się dość szybko, ale pozostawia lekkie uczucie ściągnięcia skóry, co nie jest przyjemnie. Nawilżenie jest bardzo delikatne, dlatego jak wspomniałam na początku ciesze się, że używałam go latem, kiedy skóra nie potrzebuje bardzo głębokiego nawilżenia. Kiedy posmarowałam dłonie wieczorem, rano nie było już śladu po nawilżeniu, ale moje dłonie latem nie są wymagające dlatego bardzo się tym nie przejmowałam.
Powiem szczerze, że jest to taki średniak, który bardziej nadaje się na lato niż na zimę. Z tego co się orientuję w sklepie internetowym jest już niedostępny, ale być może są jeszcze dostępne pojedyncze sztuki w sklepach stacjonarnych. Ciekawa jestem jak się będą spisywać pozostałe wersje.

Pojemność: 75 ml
Cena: ok. 8 zł
Czytaj dalej

Anida odżywczy krem do rąk wosk pszczeli i olej makadamia

Nie tak dawno pisałam o kremie do rąk Anida z kwiatem lnu, a dokładnie tutaj, który okazał się świetny. Dziś chcę przedstawić inny krem tej firmy, czy okazał się tak samo dobry jak poprzedni?

Od producenta: Do pielęgnacji suchej i szorstkiej skóry. Posiada bardzo dobre właściwości osłonowe i pielęgnacyjne. Odbudowuje zniszczoną i popękaną skórę rąk. Zapobiega tworzeniu się suchego naskórka. Wosk pszczeli działa natłuszczająco, ochronnie i zapobiega wysuszaniu skóry. Olej makadamia posiada wyjątkowe właściwości regeneracyjne - zmiękcza i wygładza naskórek, przyspiesza odbudowę uszkodzeń skóry i skutecznie łagodzi podrażnienia.
Krem zamknięty jest w plastikowej, giętkiej, białej tubie. Jest bardzo poręczna, dobrze się wyciska z niej krem. Tubka nie jest może wielka, ale jest za to dość gruba, dlatego używam tego kremu w domu, a nie trzymam w torebce. Bardzo łatwo się otwiera, chociaż może zostawiać ślady przy otworze.
Konsystencja jest dla mnie w sam raz, nie jest zbytnio wodnista, ani kremowa. Bardzo szybko się wchłania, nie zostawia na dłoniach tłustej warstwy, ani białych śladów. Na jedną aplikację wystarcza niewielka ilość kremu. Zapach jest bardzo delikatny, miodowy, ledwo wyczuwalny, ulatnia się niedługo po posmarowaniu.

Działanie ma świetne tak jak jego poprzednia wersja. Super nawilża, kiedy posmaruję dłonie wieczorem, rano jeszcze czuję nawilżenie. Dłonie stały się bardziej miękkie, gładkie. Jak dla mnie ma same plusy.

Jest to naprawdę świetny krem za niewielkie pieniądze, można dostać je np. w Naturze. Na pewno kupię ponownie.

Pojemność: 100 ml
Cena: ok. 5 zł


Czytaj dalej

Green Pharmacy krem do rąk i paznokci Argan

Od producenta: Odżywia, chroni przed czynnikami zewnętrznymi, przywraca gładkość i miękkość. Dobrze się wchłania, działa szybko i skutecznie. Zatrzymuje młodość skóry. Olej arganowy, znany jako "płynne złoto Maroka", uznany od pokoleń, wyjątkowo bogaty naturalny składnik pielęgnacyjny odżywia i regeneruje. Roślinny kompleks multiwitaminowy wzmacnia to działanie. Alantoina przyspiesza gojenie ubytków i uszkodzeń naskórka, działa przeciwzapalnie, koi, nawilża i wygładza. Keratyna i witaminy z grupy B wzmacniają płytkę paznokciową, chronią ją przed łamliwością i rozwarstwianiem. Gliceryna nawilża i uelastycznia skórę.
 
Krem zamknięty jest w prostej, plastikowej tubie, zamykanej na zakrętkę. Jest bardzo wygodna w użyciu, odpowiednio giętka, a otworek ma idealnej wielkości. Jedynie nakrętka może sprawiać małe kłopoty, ciężko wyczuć moment kiedy krem już jest zakręcony i można ją przekręcić. Ze względu na dużą pojemność i wielkość tubki niekoniecznie nadaje się do torebki. Szata graficzna jest bardzo ładna, utrzymana w kolorach innych kremów tej firmy, różni się tylko roślinką na opakowaniu. Konsystencja kremu jest pół kremowa, pół wodnista, czyli jak dla mnie idealna. Zapach ma przepiękny, nie wiem jak pachnie olejek arganowy, niestety nigdy go nie miałam, ani solo, ani w kosmetykach, ale jeżeli pachnie tak jak ten krem to go chcę! :) Zapach kremu jest słodko otulający, nie jest to typowy słodki zapach np. wanilii, ale ma coś w sobie takiego, że ciągle chcę go używać :)

Bardzo dobrze się wchłania i szybko - zaraz po posmarowaniu rąk. Nie pozostawia tłustej warstwy, ani białych śladów na dłoniach. Po jego użyciu zauważyłam, że moje dłonie są wygładzone i przyjemnie miękkie. Co do nawilżenia, to niestety mogłoby być lepiej. Po posmarowaniu dłonie są oczywiście nawilżone, ale po dwóch godzinach, ot tak sobie siedzenia, efekt ten znika. Dlatego jest to jedyny minus tego kremu. Jedyny, ale najważniejszy. Nie muszę już wspominać, że na paznokcie nic nie działał, tak jak i inne kremy do rąk. Czy moje dłonie stały się młodsze? Nie wyglądają na dłonie piętnastolatki, ale może u kogoś starszego ode mnie coś by zdziałały ;)

Krem pokochałam za sam zapach, szkoda tylko że nawilżenie nie utrzymuje się dłużej, ale dzięki temu mogłam częściej cieszyć się tym wspaniałym zapachem ;) Mogłam się również przyzwyczaić do efektów jakie dawał jego świetny poprzednik, czyli Anida i dlatego nawilżenie nie było dla mnie zadowalające. Ja swój krem kupiłam, za 1,99 zł na jakiejś promocji w Naturze kilka miesięcy temu, więc jak na taką cenę nie ma co bardzo narzekać.

Pojemność: 100 ml
Cena: ok 4 zł

Czytaj dalej

Anida łagodzący krem do rąk i paznokci kwiat lnu

Nie wyobrażam sobie dnia bez kremu do rąk, a w szczególności wieczornej pielęgnacji. Zużyłam ich już sporo i mam nawet kilka ulubieńców do których wracam bardzo często. Zapraszam na recenzję kremu, który wiele osób bardzo chwali i poleca.

Od producenta: Zawiera starannie dobrane, naturalne, biologicznie czynne składniki, zapewniające dłoniom piękny i zdrowy wygląda.
Lei i anatoina - chronią skórę i łagodzą podrażnienia. Prowitamina B5 nawilża i wzmacnia naskórek. Witamina E uelastycznia i neutralizuje wolne rodniki. Keratyna roślinna regeneruje i wzmacnia paznokcie.
Krem zamknięty jest w bardzo giętkiej, plastikowej tubce. Bardzo dobrze się zużywa, ponieważ nie osadza się na ściankach, tylko ładnie spływa. Z aplikacją nie ma problemów, łatwo się wyciska krem z tubki, a otwór jest idealnej wielkości, wydobywa się z niego odpowiednia ilość kremu, którą można dozować. Zamykanie z łatwością się otwiera. Konsystencja kremu jest dość rzadka, ale nie lejąca. Zapach ma bardzo delikatny, ziołowo-apteczny.
Kosmetyk rozprowadza się bardzo dobrze, nie zostawia na skórze białych śladów. Jest bardzo lekki i nie tworzy na dłoniach tłustej powłoki. Na jedno posmarowanie wystarcza niewielka ilość kremu (na zdjęciu poniżej wzięłam za dużo), dlatego jest bardzo wydajny. Co do działania, jestem bardzo zadowolona, krem znakomicie nawilża dłonie i to na długi czas, odżywia i wygładza. Dłonie po posmarowaniu są bardzo miękkie i delikatne w dotyku.
Krem Anida mogę gorąco polecić, jest bardzo tani (ja swój kupiłam w Naturze po promocji za 2,60, czy coś koło tego ;) ) i działaniem nie równa się z tymi droższymi. Mam jeszcze inną wersję tego kremu i mam nadzieję że będzie tak samo dobra jak ta.

Pojemność: 100 ml
Cena: ok. 5 zł


Czytaj dalej

Avon Planet Spa krem do rąk i stóp z masłem shea

Bardzo się obawiałam tego kremu, a dlaczego? ponieważ wiem, że seria Planet Spa z masłem shea ma baaardzo intensywny zapach, wręcz duszący. Miałam kiedyś maskę do włosów z tej serii, była naprawdę dobra, zapach miała ładny, budyniowaty, ale był tak mocny, że ciężko było z nią wytrzymać.

Od producenta: Odżywczy krem do rąk, stóp i łokci z masłem shea.
Opakowanie kremu to plastikowe pudełeczko, takie jak pudełko kremu do twarzy. Jest wygodne w użyciu, łatwo się nabiera palcem potrzebną ilość kosmetyku, a jak się weźmie za dużo to po prostu nadmiar można włożyć z powrotem do pudełka. Niestety, nie jest już tak wygodny jak tubka jeśli chcemy nosić go ze sobą w torebce - zajmuje więcej miejsca niż przeciętna tubka kremu. Konsystencja przypomina mus, jest bardzo delikatna i gładka, a jednocześnie niezwykle treściwa. Teraz to czego najbardziej się obawiałam, czyli zapach. Na szczęście nie jest tak intensywny i duszący jak w przypadku maski, jest trochę delikatniejszy, ale nadal mocny. Oczywiście pachnie budyniem i nie utrzymuje się długo na skórze.
Krem stosuję głównie na stopy, ale dłonie też na tym korzystają ;) Na jedną aplikację wystarcza bardzo niewielka ilość kremu, który bardzo dobrze się rozprowadza. Zostawia na skórze białe ślady, ale po dobrym rozsmarowaniu nie ma po nim śladu. Krem mogę powiedzieć, że otula stopy miłą warstwą ochronną, która się wchłania po krótkim czasie. Zauważyłam, że moje stopy są bardzo dobrze nawilżone, skóra jest miękka i delikatniejsza, nawet pięty zwykle suche i twarde, stały się dobrze nawilżone i zmiękczone. Dłonie również bardzo dobrze nawilża i wygładza, są niezwykle gładkie i miłe w dotyku. Nawilżenie czuje się przez cały dzień, oczywiście mówię tu o stopach, dłonie ciężko nawilżyć na cały dzień :)
Krem bardzo polecam i sama z pewnością do niego wrócę.

Pojemność: 75 ml
Cena: ok. 10 zł


Czytaj dalej