Anida łagodzący krem do rąk i paznokci kwiat lnu

Nie wyobrażam sobie dnia bez kremu do rąk, a w szczególności wieczornej pielęgnacji. Zużyłam ich już sporo i mam nawet kilka ulubieńców do których wracam bardzo często. Zapraszam na recenzję kremu, który wiele osób bardzo chwali i poleca.

Od producenta: Zawiera starannie dobrane, naturalne, biologicznie czynne składniki, zapewniające dłoniom piękny i zdrowy wygląda.
Lei i anatoina - chronią skórę i łagodzą podrażnienia. Prowitamina B5 nawilża i wzmacnia naskórek. Witamina E uelastycznia i neutralizuje wolne rodniki. Keratyna roślinna regeneruje i wzmacnia paznokcie.
Krem zamknięty jest w bardzo giętkiej, plastikowej tubce. Bardzo dobrze się zużywa, ponieważ nie osadza się na ściankach, tylko ładnie spływa. Z aplikacją nie ma problemów, łatwo się wyciska krem z tubki, a otwór jest idealnej wielkości, wydobywa się z niego odpowiednia ilość kremu, którą można dozować. Zamykanie z łatwością się otwiera. Konsystencja kremu jest dość rzadka, ale nie lejąca. Zapach ma bardzo delikatny, ziołowo-apteczny.
Kosmetyk rozprowadza się bardzo dobrze, nie zostawia na skórze białych śladów. Jest bardzo lekki i nie tworzy na dłoniach tłustej powłoki. Na jedno posmarowanie wystarcza niewielka ilość kremu (na zdjęciu poniżej wzięłam za dużo), dlatego jest bardzo wydajny. Co do działania, jestem bardzo zadowolona, krem znakomicie nawilża dłonie i to na długi czas, odżywia i wygładza. Dłonie po posmarowaniu są bardzo miękkie i delikatne w dotyku.
Krem Anida mogę gorąco polecić, jest bardzo tani (ja swój kupiłam w Naturze po promocji za 2,60, czy coś koło tego ;) ) i działaniem nie równa się z tymi droższymi. Mam jeszcze inną wersję tego kremu i mam nadzieję że będzie tak samo dobra jak ta.

Pojemność: 100 ml
Cena: ok. 5 zł


Czytaj dalej

Avon Planet Spa mus do ciała z masłem shea i czekoladą

Uwielbiam słodkie zapachy mazideł do ciała, dlatego zdecydowałam się na czekoladowy mus do ciała, skorzystałam z dość dobrej promocji i kupiłam je za 16 zł.

Od producenta: Nietłusty, nawilżający mus do ciała pozostawia na skórze jedwabiście gładką powłokę.
Opakowanie musu zamknięte jest w niskie, plastikowe pudełeczko zabezpieczone folią. Jest ono wygodne w użytkowaniu, bardzo łatwo wydobywa się z niego kosmetyk. Konsystencja jest dość gęsta, jedwabista w dotyku, delikatna i bardzo puszysta. Uprzedzam przed wcześniejszym otwarciem i nieużywaniem go. Kiedy je kupiłam od razu otworzyłam żeby sprawdzić zapach, powąchałam, zamknęłam i schowałam. Po jakimś miesiącu, kiedy przyszła jego kolej używania ponownie otworzyłam, a tam w musie wystąpiła woda. Kosmetykowi na szczęście nic się nie stało, wodę wylałam, a mus dokładnie wymieszałam. Kolor ma brązowy ze złotymi drobinkami. Zapach nie jest na pewno dla każdego nosa, jeżeli ktoś nielubi intensywnie słodkich zapachów odradzam zakup. Nawet dla tych nieco wytrwalszych nosów może to być wyzwanie. Ja należę do osób którym taki zapach nie przeszkadza, ale pod koniec miałam już go dość, właśnie przez tą intensywność szybko się nudzi. Mus pachnie czekoladowo, może nie samą czekoladą, czy kakaem, jest to bardziej zapach czekoladowych trufli. Nie wyczuwam w nim chemicznych nut, zapach pozostaje bardzo długo na skórze i  cały czas pachnie intensywnie.
Mus dobrze rozprowadza się po skórze, ale niestety lekko ją barwi. Kiedy posmarowałam to samo miejsce dwa razy, albo wzięłam za dużo kosmetyku pozostawiał na skórze brudne plamy, które za nic nie chciały się rozsmarować. Nie pozostawia tłustej warstwy na skórze i wchłania się bardzo szybko, zaraz po posmarowaniu. Nawilża dość dobrze, skóra pozostaje nawilżona prawie przez cały dzień, poza tym jest gładka w dotyku.
Do tego musu myślę że już nie wrócę, nawilża oczywiście, ale widziałam lepsze, zapach po dłuższym stosowaniu staje się drażniący i nawet najwytrwalsi przy nim wymiękają i do tego te brązowe plamy na skórze.

Pojemność: 200 ml
Cena: ok. 40 zł - oczywiście cena katalogowa, a można go już kupić za mniej niż 20 zł


Czytaj dalej

Maybelline Baby Lips berry pomadka

Odkąd Baby Lipsy weszły na nasz rynek zrobiły wiele zamieszania. Jedni je uwielbiają i kolekcjonują jak znaczki, a inni mówią że są byle jakie, przereklamowane i niewiedzą o co tyle szumu. Postanowiłam je sama wypróbować na swoich ustach, ale nie jedną z wersji dostępnych w drogerii, tylko wersję w sztyfcie z drogerii internetowej e-zebra. Właśnie widzę że ich już tam nie ma, ale są też inne wersje, również niedostępne w sklepach stacjonarnych.
Opakowanie to niebiesko-różowy sztyft, utrzymany w bardzo kontrastujących ze sobą kolorach, czyli tak jak inne pomadki tej firmy. Samo opakowanie jest trwałe, zrobione z dobrej jakości plastiku i nie wyrabia się po dłuższym stosowaniu. W środku opakowania jest taki świderek, czyli plastikowy patyk, taki jaki mamy w klejach w sztyfcie. Przez ten świderek po częściowym zużyciu w pomadce robi się dziureczka. Jak się kończy pomadka, zawsze wydobywam jeszcze jej pozostałości palcem (nie lubię marnotrawstwa), ale w pomadce w wersji z patyczkiem jest utrudnienie. Zagłębienie jest tak małe, że nijak niemożna wcisnąć tam palca.
Konsystencja jest zbita, ale kremowa i trochę rozłażąca się, pod wpływem ciepła czy ust zaczyna się memłać i nie wygląda już tak estetycznie w opakowaniu, a też utrudnia w pewnym stopniu aplikację. Sztyft jest lekko różowy ale na ustach nie daje koloru. Zapach ma średni, jagodowy, ale ani naturalny, ani bardzo chemiczny. Nie jest on naturalny, ale ani tak chemiczny żeby od niego odrzucało. Jest nawet przyjemny.
Zaraz się wyda czy jestem zwolenniczką Baby Lipsów, czy ich przeciwniczką ;) Co do działania, pomadka średnio nawilża usta, efekt nawilżenia jest krótkotrwały i po 1-2 godz. trzeba znów smarować usta. Pomadka na szczęście nie powoduje powstawania suchych skórek, usta są minimalnie gładsze i wyglądają zdrowo. Pomadka jest też średnio wydajna, starczyła mi na trzy tygodnie codziennego użytkowania. Szczerze, nie należę ani do zwolenników, ani przeciwników owych smarowideł. Jest to taki średniak wśród pomadek, w swoich zapasach mam jeszcze wersję wiśniową i jedną z nowej serii drogeryjnej.
Nie zniechęcam do kupowania, ponieważ jak mówię jest to średnia pomadka i na mało wymagające usta może okazać się wystarczająca.

Pojemność: 4,5 g
Cena: ok. 5,50 zł


Czytaj dalej

Nowości - marzec

Mija marzec, chociaż wydaje mi się, że niedawno przedstawiałam nowości lutego, a już mamy koniec kolejnego miesiąca. Posty z nowościami cieszą się największą popularnością na moim blogu, a ja sama też bardzo lubię je oglądać na blogach innych. Przejdę teraz do prezentacji poszczególnych produktów.

Na początek zakupy z Rossmanna:
Nivea angel star hot crush antyperspirant w kulce - 6,59 (cena na do widzenia)
Maybelline Baby Lips Dr Rescue Too Cool - 6,99
Nivea masełko do ust kokos - 7,89 już mogę powiedzieć że ślicznie pachnie
Nivea pure & natural tonik - 7,89 (cena na do widzenia)
Alterra olejek do twarzy z granatem - 8,89 pisałam o nim tutaj
Perfecta perfumowany krem do ciała - 6,99 był dodawany do Avanti
Dołączyłam się do zamówienia w sklepie cocolita i kupiłam swój pierwszy produkt z The Body Shop - masełko do ust z masłem shea - 11,90
Zakupy z Avonu: zestaw żeli kwiat wiśni oraz marakuja i peonia za 10 zł
Tak, znowu kupiłam woski chociaż jeszcze większość z poprzedniego zamówienia leży nieotwarta, ale za taką cenę było naprawdę warto, ponieważ w homedelight była promocja -30% ;)
Shea Butter, Clean Cotton, Turquoise Sky, Aloe Water
Snow in Love, Red Raspberry
Bahama Breeze, Beach Flowers
Lake Sunset, Midnight Jasmine
Co do cen, woski po 4,90, woski w kształcie słoiczka - 6,30, a samplery po 7 zł.

Na koniec miesiąca złożyłam jeszcze zamówienie w sklepie BingoSpa, skorzystałam z rabatu i tak ceny wyszły po połowie. Nigdy nie miałam kosmetyków tej firmy, mam nadzieję że się sprawdzą.
Arganowy krem pod prysznic z brzoskwinią - 2,69
Kolagen do mycia włosów - 4,87
Kremowy żel pod prysznic orchidea - 4,87
Brzoskwiniowy żel pod prysznic - 4,87
Balsam brzoskwiniowy do dłoni - 5,85
Balsam palmowy do dłoni z zieloną herbatą - 5,85

To by było na tyle, w tym miesiącu kupiłam trochę mniej kosmetyków, ale i tak zakupów wyszło sporo.


Czytaj dalej

Yves Rocher kremowy żel pod prysznic bawełna z Indii

Jak już nieraz wspominałam uwielbiam żele pod prysznic z Yves Rocher. Dziś chcę przedstawić recenzję jednego z z nich, tym razem będzie to żel o zapachu bawełny, który bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.

Od producenta: Żel pod prysznic o subtelnym zapachu kwiatów bawełny doskonale myje skórę i wpływa kojąco na zmysły.
Opakowanie żelu to typowa dla tych produktów spłaszczona, przeźroczysta butelka. Zamykanie ma oporne, ale przynajmniej jest pewność że nigdzie się nie wyleje. Konsystencja była tu zaskoczeniem, ponieważ żele Yves Rocher są bardzo, ale to bardzo lejące, a tu niespodzianka, bo żel jest tak gęsty że trzeba przydusić butelkę żeby się wydostał. Jest porównywalnie gęsta do balsamów pod prysznic. Zapach jest taki jak kremowe żele Dove czy Nivea, czyli bardzo delikatny i bliżej nieokreślony.
Żel bardzo dobrze myje skórę, pieni się może nie bardzo dobrze, ale wystarczająco. Najlepsze w nim jest to, że po umyciu skóra jest tak nawilżona, że nie potrzeba jej smarować balsamem, czy innym masłem. Oprócz tego wygładza i odżywia.
To moja pierwsza butelka, ale na pewno nie ostatnia. Bardzo polecam ten żel, głównie ze względu na świetne właściwości nawilżające. Jest to dobra opcja dla osób, które nie lubią się smarować balsamami i dla tych co wiecznie o nich zapominają.

Pojemność: 200 ml
Cena: 8,90 zł


Czytaj dalej

Avon Planet Spa krem do rąk i stóp z masłem shea

Bardzo się obawiałam tego kremu, a dlaczego? ponieważ wiem, że seria Planet Spa z masłem shea ma baaardzo intensywny zapach, wręcz duszący. Miałam kiedyś maskę do włosów z tej serii, była naprawdę dobra, zapach miała ładny, budyniowaty, ale był tak mocny, że ciężko było z nią wytrzymać.

Od producenta: Odżywczy krem do rąk, stóp i łokci z masłem shea.
Opakowanie kremu to plastikowe pudełeczko, takie jak pudełko kremu do twarzy. Jest wygodne w użyciu, łatwo się nabiera palcem potrzebną ilość kosmetyku, a jak się weźmie za dużo to po prostu nadmiar można włożyć z powrotem do pudełka. Niestety, nie jest już tak wygodny jak tubka jeśli chcemy nosić go ze sobą w torebce - zajmuje więcej miejsca niż przeciętna tubka kremu. Konsystencja przypomina mus, jest bardzo delikatna i gładka, a jednocześnie niezwykle treściwa. Teraz to czego najbardziej się obawiałam, czyli zapach. Na szczęście nie jest tak intensywny i duszący jak w przypadku maski, jest trochę delikatniejszy, ale nadal mocny. Oczywiście pachnie budyniem i nie utrzymuje się długo na skórze.
Krem stosuję głównie na stopy, ale dłonie też na tym korzystają ;) Na jedną aplikację wystarcza bardzo niewielka ilość kremu, który bardzo dobrze się rozprowadza. Zostawia na skórze białe ślady, ale po dobrym rozsmarowaniu nie ma po nim śladu. Krem mogę powiedzieć, że otula stopy miłą warstwą ochronną, która się wchłania po krótkim czasie. Zauważyłam, że moje stopy są bardzo dobrze nawilżone, skóra jest miękka i delikatniejsza, nawet pięty zwykle suche i twarde, stały się dobrze nawilżone i zmiękczone. Dłonie również bardzo dobrze nawilża i wygładza, są niezwykle gładkie i miłe w dotyku. Nawilżenie czuje się przez cały dzień, oczywiście mówię tu o stopach, dłonie ciężko nawilżyć na cały dzień :)
Krem bardzo polecam i sama z pewnością do niego wrócę.

Pojemność: 75 ml
Cena: ok. 10 zł


Czytaj dalej