Czy Wam też latem nie chce się smarować masłami, balsamami, czy innymi mazidłami? Gorąco wcale nie sprzyja smarowaniu, dlatego przestałam używać balsamów, aż doprowadziłam do wysuszenia skóry. Przypomniało mi się, że mam w zapasach mgiełkę nawilżającą, która jak pamiętam po pierwszych psiknięciach szybko się wchłaniała i nie zostawiała tłustych śladów.
Mgiełka zamknięta jest w butelce z atomizerem. Szata graficzna jest identyczna jak przy żelu pod prysznic o takiej samej nazwie. Opakowanie jest niewielkie, ma tylko 100 ml, więc nie zajmuje wiele miejsca, można ją wszędzie zabrać. Atomizer jest bardzo poręczny, łatwo go obsłużyć. Konsystencja mgiełki jest rzadka, bardzo rzadka, dlatego kiedy się psika na ciało trzeba dość szybko i sprawnie rozsmarować, żeby nigdzie nie pociekło. Jeżeli ktoś miał do czynienia z żelem Lagoon to zapach jest identyczny. Kto nie wie, Lagoon jest to zapach świeży, morski, bardzo delikatnie kwiatowy. Mi osobiście bardzo odpowiada i jest to mój drugi po Gardenie ulubiony zapach żelu z Avonu. Jest to zapach idealny na lato, ale też w ciągu roku dobrze się sprawdza jeżeli ktoś lubi świeże zapachy na co dzień. Kosmetyk bardzo dobrze się rozprowadza na skórze i bardzo szybko wchłania, od razu po posmarowaniu. Nie zostawia na skórze tłustej warstwy, w ogóle widać jedynie że lekko się błyszczy. Nawilża dość dobrze, może nie jakoś rewelacyjnie, ale na lato wystarczająco i zapomniałam o suchej skórze. Działa odświeżająco, miło było zaraz po umyciu posmarować się mgiełką.
Mgiełka do ciała Lagoon to bardzo dobre rozwiązanie na lato (i nie tylko), dostatecznie nawilża i nie pozostawia na skórze tłustej warstwy. Kosztuje ok. 8 zł, ale przeglądając regularnie katalogi można ją upolować nawet za 5 zł - tak jak ja ją kupiłam. Dostępne są jeszcze wersje Garden i Citrus.




































